Dzisiejszy fragment zamieszczam nieco przekornie, ponieważ wzbudził mój zdecydowany opór, gdy czytałam książkę Anny Mulczyńskiej. No, ale nie mogę pominąć i tego aspektu czytelnictwa i bibliomanii.
"Rozpakowanie walizek zabrało Weronice kilkanaście minut. Od czasu wyprowadzki od Larsa nauczyła się funkcjonować z minimalną liczbą rzeczy. Starała się mieć jak najmniej, żeby nie musieć taszczyć ciężarów podczas kolejnych przeprowadzek. Nawet wszystkie książki w ojczystym języku zabrane z mieszkania przy Odenplan oddała polskiej bibliotece w Sztokholmie. Swoje ukochane powieści zaczęła kompletować w wersjach elektronicznych, e-booki miały dla niej ten plus, że nie musiała długo czekać na przesyłkę z polskich księgarni, wystarczyło kilka kliknięć i już miała nowości wydawnicze u siebie na czytniku. Dzięki temu, zmieniając po raz kolejny mieszkanie, mogła całą bibliotekę zmieścić w torebce zamiast w kilku ciężkich pudłach."
Anna Mulczyńska: Powrót na Staromiejską. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 41
"Rozpakowanie walizek zabrało Weronice kilkanaście minut. Od czasu wyprowadzki od Larsa nauczyła się funkcjonować z minimalną liczbą rzeczy. Starała się mieć jak najmniej, żeby nie musieć taszczyć ciężarów podczas kolejnych przeprowadzek. Nawet wszystkie książki w ojczystym języku zabrane z mieszkania przy Odenplan oddała polskiej bibliotece w Sztokholmie. Swoje ukochane powieści zaczęła kompletować w wersjach elektronicznych, e-booki miały dla niej ten plus, że nie musiała długo czekać na przesyłkę z polskich księgarni, wystarczyło kilka kliknięć i już miała nowości wydawnicze u siebie na czytniku. Dzięki temu, zmieniając po raz kolejny mieszkanie, mogła całą bibliotekę zmieścić w torebce zamiast w kilku ciężkich pudłach."
Anna Mulczyńska: Powrót na Staromiejską. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2014, s. 41
Nie wyobrażam sobie biblioteki w formie elektronicznej, bez wyraźnie widocznych książek, ale to jednak chyba przyszłość czytelnictwa choćby np. w takiej sytuacji, jak opisana w książce, którą bardzo chciałabym przeczytać.
OdpowiedzUsuńNo właśnie. Dlatego zamieściłam ten fragment, mimo, że jego wymowa budziła mój wewnętrzny sprzeciw. :-)
UsuńDziwne - skoro jej ukochane powieści były nowościami, to wygląda na to, że zdążyła je pokochać przed ich ukazaniem się - dziwne ... , ale czego to kobiety nie wymyślą :-)
OdpowiedzUsuńW zdaniu poprzedzającym podkreślone - "wszystkie książki w ojczystym języku ... oddała polskiej bibliotece".
UsuńCzyli nowości wydawnicze to nie tylko debiuty literackie i pierwsze wydania, ale nowości elektroniczne starych, a więc także i "ukochanych".
A mężczyźni twierdzą, że kobiety są nielogiczne. :)
To chyba bardziej skrót myślowy autorki, z tymi ulubionymi i z nowościami. Nie bronię, oczywiście, autorki, ale tak myślę... W samym cytowanym fragmencie nie opuściłam niczego, no i tak to wyszło... :-)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPkelu - przecież oddanie książek do biblioteki pozostaje bez związku z tym, co obejmowały nowości wydawnicze :-). No i sama piszesz, że były to "nie tylko" debiuty i pierwsze wydania a więc musiały obejmować te debiuty i pierwsze wydania :-) a ukochane były przecież wszystkie.
UsuńParen - oczywiście, że masz rację i że to skrót myślowy, tyle że pokazuje niedostatki formy ale z drugiej strony to przecież nie podręcznik logiki :-)
Marlow - ja też zastosowałam własny skrót myślowy :)
UsuńChodziło mi o to, że jej ukochane powieści były nowościami elektronicznymi. I zdążyła je pokochać przed ukazaniem się w tej formie, bo przeczytała w wersji papierowej.
Nowość elektroniczna obejmują nie tylko debiut, czy pierwsze wydanie książki w ogóle, ale także starsze tytuły, już znane czytelnikowi z innego źródła.
Tak ja zrozumiałam skrót myślowy autorki ...jako kobieta :)
miało być "nowości elektroniczne obejmują"
Usuń:-)
UsuńAleż Pkelu ja rozumiem o co chodziło Tobie i autorce ale odrobina dociekliwości nie zaszkodzi nawet w przypadku literatury popularnej :-)
UsuńJa do elektronicznej biblioteki już się nie przekonam, chociaż to pewnie rzeczywistość przyszłości. Na pewno w jakiejś części.
OdpowiedzUsuńWierzę, że jednak kolejne pokolenia zostaną zarażone miłością do prawdziwej książki przez dziadków i rodziców. I w ten sposób papierowa książka nie stanie się jakimś wykopaliskiem.
Dla nas na pewno nigdy się nim nie stanie, prawda? W mojej rodzinie (wszyscy czytają dużo) zdecydowanie przeważa tendencja "propapierowa". I oby tak pozostało. :-)
UsuńI jak będzie wyglądało takie mieszkanie czy pokój bez choćby kilku książek?...
OdpowiedzUsuńUkochane powieści chcę mieć w formie książkowej, a te mniej lubiane i ciekawe w elektronicznej - ze względu na oszczędność miejsca. Ale nie wyobrażam sobie dnia, by nie potrzymać w ręku książki papierowej, nie zerknąć na okładki książek. Gdziekolwiek jadę, zawsze biorę ze sobą jakąś książkę, bo z książką czuję się lepiej :)
Podpisuję się obiema rękami. :-)
UsuńMam tylko problem z tymi mniej lubianymi - nie potrafię się z nimi rozstać. Ale obecnie znacznie rozważniej dobieram książki do zakupu - więc tych przypadkowych książek nie przybywa za dużo.
klik
OdpowiedzUsuńTo dobrze klimat fragmentu :)
Miało być "dobrze oddaje".
UsuńTak, świetna jest ta grafika. :-)
UsuńPodobnie jest na tym obrazie: http://wwygodnymfotelu.blogspot.com/2012/02/mol-ksiazkowy-wczoraj-dzis-i-jutro.html
Ale i tak mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. :-)