wtorek, 12 marca 2019

O biblioterapii słów kilka...



12 marca odbył się w Bibliotece Uniwersyteckiej wykład Urszuli Radeckiej-Obrochty
"O biblioterapii słów kilka. Materiały czytelnicze jako pomoc terapeutyczna."

Szczegółowych definicji jest kilka, ale wszystko sprowadza się do krótkiego równania

Biblioterapia = biblion (książka) + therapeo (leczyć)

Leczenie czytaniem... Bardzo dobra i pożyteczna rola książek.





Zdjęcia (ze zrozumiałych powodów bez użycia lampy błyskowej) zrobiłam 11 marca 2019 roku.



poniedziałek, 11 marca 2019

Waterstones na Picadilly

Mam zwyczaj odwiedzania tych samych miejsc za każdym razem, gdy tu jestem, zazwyczaj są to muzea, galerie i antykwariaty. I Waterstones na Piccadilly, z pewnością największa księgarnia w Europie. 13 kilometrów półek na czterech piętrach. Dwa dni temu spędziłem tam wiele godzin, nie dlatego, że szukałem jakiejś konkretnej książki, ale żeby nacieszyć się odurzającym spacerem wśród tysięcy tytułów. Czwarte piętro jest poświęcone historii, geografii i filozofii. Przy stolikach czytało  kilka osób. Inni pochylali się z zamkniętymi oczami i półotwartymi ustami, jakby otumanieni spotkaniem z literacką mekką.

Torbjørn Færøvik – Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018, s. 11-12; przekład Anny Kurek

Raj, prawdziwy... :)


piątek, 8 marca 2019

Wsiąść do pociągu nie byle jakiego…


Magda Czapińska proponowała dalej, by nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet. Kwestię bagażu można ogarnąć bez większego problemu, ale bilet…, no cóż, bez szczęścia w pewnej grze liczbowej szanse mam raczej marne. I pewnie pozostanie mi zadowolić się „podróżą” tym pociągiem ze zdjęcia. :)

Ale marzenia nic nie kosztują, więc dzisiaj wybieram się wraz z Torbjørnem Færøvikiem w podróż najsłynniejszym pociągiem świata.

„Ponad 100 lat temu, w 1883 roku, Orient Express wyruszył w pierwszą podróż z Paryża do Stambułu lub Konstantynopola, jak miasto to nazywało się do 1930 roku. Rewolucja kolejowa w Europie w XIX stuleciu otworzyła całkiem nowe horyzonty. Ludzie, którzy przez wieki żyli odizolowani, nagle zyskali możliwość podróżowania do odległych miejsc. Tylko nielicznym udawało się dotrzeć aż do Stambułu, a chęć podróżowania zaowocowała prawdziwą lawina relacji.

Po co więc pisać kolejną? Bo świat nigdy nie jest taki sam, wciąż się odradza. To właśnie sprawia, że podróżowanie jest takie ekscytujące – obserwowanie zmieniających się ludzi, kultur i krajów. Poza tym każdy podróżnik ma swój własny sposób postrzegania otoczenia. To subiektywne spojrzenie otwiera drogę do dyskusji i wymiany poglądów, tworzy życie i stymuluje myśli.” [strona 7]

Nic dodać, nic ująć.

Jest zatem rok 2015, przed nami tysiące kilometrów, 12 krajów, 22 miasta, które będziemy przy okazji poznawać, dwa miesiące w drodze.

Te dwa miesiące mają aspekt nie tylko geograficzny, turystyczny czy poznawczy, także społeczny. Przecież to wiele tygodni spędzonych w towarzystwie nowych, nieznanych dotychczas ludzi. Jacy będą? Chcę wierzyć, że tak jak ja, szukają przygody i pozytywnych wrażeń, a nie są potencjalnymi bohaterami powieści jakiejś następczyni Agathy Christie….

Nudzić się nie będę na pewno!

Na każdej stacji czas zwalnia; wraz z Torbjørnem zwiedzam miasta, muzea, jem regionalne potrawy w klimatycznych (co nie znaczy „ekskluzywnych”) restauracjach. Torbjørn snuje swoją opowieść erudyty. Historia, polityka, sztuka, muzyka, literatura.

Siedząc wygodnie w fotelu widzę oczami wyobraźni to, o czym mówi, słyszę dźwięki, czuję zapachy…

Im dłużej jesteśmy w drodze, tym bardziej mi żal, że zbliżamy się do końca podróży.

Ale „Ci, którzy wiele i długo podróżowali, wiedzą, że podróż nigdy się nie kończy. Widoki wypalają się w pamięci i odtwarzają raz za razem, w większości tylko te przyjemne. Lepiej być nie może.” [strona 9]

Docieramy do Samarkandy. Podróż w towarzystwie Torbjørna dobiegła końca.

Jak to, już!?

Oj, jeszcze dzisiaj pobiegnę do kolektury.



Torbjørn Færøvik – Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2018, przekład Anny Kurek
Zdjęcia zrobiłam 7 marca 2019 roku.

Tekst zamieściłam wcześniej na blogu Biblioteki Uniwersyteckiej

wtorek, 5 marca 2019

Życie jest piękne! :)


Nie mogę się nie uśmiechnąć, gdy widzę tę grafikę Inge Löök.
Bohaterki grafik Inge już tu gościły [KLIK] i [KLIK]

Strona Artystki jest TU
Bardzo polecam, uśmiech i duża dawka pozytywnej energii gwarantowane.

niedziela, 3 marca 2019

Poznańskie Targi Książki, 1-3 marca 2019 roku


Od 22 lat były Poznańskie Targi Książki Naukowej i Popularnonaukowej. W tym roku rozszerzono formułę i po raz pierwszy są to Poznańskie Targi Książki, po prostu. 
Decyzja bardzo dobra! 
Pognałam tam w piątek, krótko po otwarciu, poszłam i dzisiaj, krótko przed zamknięciem. 
Jak było?
Mniej więcej tak, jak na tych kilku zdjęciach...







Szkoda tylko, że nastawiona na wielkie zakupy, wróciłam z nienaruszonym portfelem...

O targach książki napisałam też na moim poznańskim blogu:  TU i TU. :)

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Nowy Rok! :)


Inge Löök - 61-letnia graficzka z Finlandii, miała wspaniały pomysł - stworzyła postaci dwóch starszych pań, cudownie spędzających czas razem - roześmianych, radosnych i bardzo kreatywnych.
Podobno ich motto brzmi: "Czas to nie pieniądz, ale nie marnuj go!"

Dzisiaj obie panie ulokowały się na ratuszowej wieży pod zegarem, żeby na pewno nie przegapić nadejścia północy i tam czekają, już teraz świętując zbliżanie się nowego roku. 

Niech będzie udany!


wtorek, 11 grudnia 2018

To była jego książka zimowa.

Dziś może się wydawać dziwne, ale wszyscy mieli masę czasu. Dużo się czytało, chociaż inaczej i co innego niż obecnie. Kiedy zaczynała się zima, dziadek kładł na stole obok lampy Pana Tadeusza i czytał go aż do wiosny. Każdej zimy tylko tę książkę.
To była jego książka zimowa.


Tylko się nie pchaj! Krystyna Janda opowiada o sobie Bożenie Janickiej. Polska Oficyna Wydawnicza BGW, Warszawa 1992. W: Krystyna Janda w rozmowie z Katarzyna Montgomery - Pani zyskuje przy bliższym poznaniu. Prószyński i S-ka, Warszawa 2016, s. 25

niedziela, 9 grudnia 2018

Usiłowała sobie przypomnieć, jak to jest czytać wyłącznie dla przyjemności, tyko dla rozrywki.

Postanowiła więc nacieszyć się rzadkim luksusem ciszy i spokoju. Skorzysta z okazji i poszpera trochę po księgarni.
   Martha pogrzebała w torebce w poszukiwaniu schowanej w notesie listy książek, potem poszła na poszukiwanie trzech tytułów. Dwa były świeżo ogłoszonymi kandydatami do Nagrody Bookera, a trzeci otrzymał nagrodę Pulitzera. Wszystkie powinny okazać się przydatne w kształtowaniu charakteru i poszerzaniu wiedzy. Marcie podobała się większość książek, które do tej pory przeczytała; styl pisarzy był bez wątpienia zgrabny, inteligentny i pełen pewności siebie, dokładnie tak, jak zapowiadali krytycy oraz reklamy.
     Mimo, że wszystkie książki były nieco ponure.
     W ciągu roku Martha uzupełniała swoją listę. Teraz pokręciła głową na myśl, że w ciągu dziewięciu miesięcy przeczytała zaledwie pięć książek. A kiedyś przecież, jak pamiętała, mogła połknąć pięć książek przez miesiąc! Realistycznie mogła założyć, że nie zdąży przeczytać tych trzech nowych przed świętami.
  Usiłowała sobie przypomnieć, jak to jest czytać wyłącznie dla przyjemności, tyko dla rozrywki. Spojrzała na wysokie stosy książek wołających: "Pośmiej się trochę, poczytaj mnie!". Były to książki w różowych, turkusowych czy żółtych okładkach, z małymi obrazkami jak z komiksów, przedstawiającymi torebki z cekinami albo przechylone kieliszki szampana. Pozwoliła sobie na przeciągnięcie palcem po nazwisku autora wytłoczonym na jednej z nich, ale nie mogła się zdobyć, by wziąć ją do ręki. Kiedy znajdzie czas, by przeczytać coś tak zupełnie nieprzydatnego? Wiedziała, że wybrane przez nią powieści są przynajmniej pożyteczne - na pewno będzie się o nich mówić na przyjęciach, na które chodziła.
[...]
Na końcu kupiła książkę dla kolegi Mathew. Jej syn został zaproszony do niego na urodziny i będzie potrzebował prezentu. Martha wybrała Głodną dżdżownicę, książkę edukacyjną oraz stymulującą kreatywność. Doskonała. Martha zawsze kupowała dzieciom książki na prezenty.

Adele Parks - Na jej miejscu. Zysk i S-Ka , Poznań 2007, s. 47-48; przekład - Katarzyna Krawczyk

poniedziałek, 24 września 2018

A poza tym miała książki...

A poza tym miała książki. Stłoczone w dwóch rzędach w biblioteczce w salonie, w stosach przy łóżku, po obu stronach, pod dwoma stolikami odziedziczonymi po babce, [...]; książki wdarły się także do szafy wnękowej w łazience, między kosmetyki a zapas rolek papieru toaletowego, stały na półce w toalecie, leżały w dużym koszu na bieliznę, którego ucha dawno się urwały, książki były w kuchni, obok jedynego stosu talerzy, piętrzyły się w przedpokoju, za wieszakiem. Juliette biernie przypatrywała się stopniowej inwazji na swoją przestrzeń, nie przeciwstawiała się jej, czasem tylko przenosiła kilka tomów do szuflady biurka, kiedy po raz kolejny potknęła się o coś, co spadło z piramidy albo z półki, gdyż jej zdaniem oznaczało to, że książka chce już od niej odejść, a przynajmniej - że nie pasuje do tego mieszkania.

Christine Féret-Fleury: Dziewczyna, która czytała w metrze, Książnica 2018, s. 77

wtorek, 4 września 2018

Czy są gdzieś granice?

Zwykle tego nie robię. Ale dzisiaj koleżanka przyniosła mi książkę, która mnie (a wcześniej Ją) zmogła. Nawet nie sama treść tego tomiku poezji (w sumie 74 strony), co zawartość notki z czwartej strony okładki.


Wiem, że książka została wydana w Systemie Wydawniczym FortunetTM przez Wydawnictwo Poligraf, ale nie wiem, czy ktokolwiek sobie przypomina wręczenie nagrody NIKE jej Autorowi...

Decyzję, czy wydać 130 złotych na ten zbiorek, zostawiam Państwu...

piątek, 24 sierpnia 2018

dzisiaj zaletą przeciętność jest, a reszta w bibliotece...


Bohaterowie Remarque'a

Kiedy kłopotów, zmartwień, trosk
zwykła przebierze się miarka,
przychodzą dzielić ze mną swój los
bohaterowie Remarqe'a.
Szlifuję z nimi paryski bruk
w jakiś poranek ponury,
na triumfalny, świetlisty łuk
zamieniam Pałac Kultury.

I czynię, czynię, na ich rachunek ważne odkrycia.
calvados to coś więcej niż trunek, to sposób bycia.
Za oknem Paryż i brzeg Sekwany z mgiełką poranną,
i przez króciutką chwilę, kochany, jestem Joanną.
Za oknem Paryż i okupacja,
ciągła niepewność losu kolei,
za oknem wojna i desperacja,
a w moim sercu tyle nadziei...
I jeszcze śpiewka twa nieustanna
znad papierosa co się dopala.
"Miłość się kiedyś skończy, Joanno.
Niech tej miłości przyjaźń nie skala".

Niestety trochę przesadził pan,
panie autorze kochany,
być może na Zachodzie bez zmian.
u nas ostatnio są zmiany.
Znikli mężczyźni, co mieli gest,
znikły kobiety kobiece,
dzisiaj zaletą przeciętność jest,
a reszta w bibliotece...

Tam się na pański czyni rachunek ważne odkrycia,
calvados to coś więcej niż trunek, to sposób bycia.
za oknem Paryż i brzeg Sekwany z mgiełką poranną,
i przez króciutką chwilę, kochany, jestem Joanną.
Z trudem od tego wdzięku i szyku,
pysznych bon motów i wartkiej akcji
wracam do książek nieudaczników,
którzy nie znają sztuki narracji.
Nad awangardą pretensjonalną
schylona - słyszę, jak szepczesz z dala:
"Miłość się kiedyś skończy, Joanno,
niech tej miłości przyjaźń nie skala".

1981


Wojciech Młynarski - Od oddechu do oddechu. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, s. 229-230

czwartek, 9 sierpnia 2018

Książki nie są do czytania...

Jedną z moich najulubieńszych części pałacu była ogromna biblioteka, pełna bezcennych pierwszych wydań książek słynnych powieściopisarzy z całego świata. Oszklone regały, w których stały książki, zawsze były zamknięte na klucz. Książki stanowiły w niej po prostu imponującą ozdobę, jeszcze jedną dekorację. Wątpię, czy przez wszystkie lata, kiedy tam stały, ktoś chociaż jedną z nich wyjął i przeczytał. Często przyglądałam się półkom i aż świerzbiły mnie palce, by którąś zdjąć i potrzymać. Musiałam zadowolić się obszarpanymi egzemplarzami Wichrowych Wzgórz, Olivera Twista i Hamleta, które mój nauczyciel przywiózł ze sobą z Anglii. Podczas długich spokojnych popołudni czytałam je kilka razy.

Lucinda Riley - Róża północy. Albatros Andrzej Kuryłowicz 2016, s. 126, przekład Marzenny Rączkowskiej

piątek, 3 sierpnia 2018

Pozwólmy, by nasze książki podróżowały...

W zeszłym tygodniu pisałem o moich ulubionych książkach. Tak naprawdę nie mam ich wiele. Kilka lat temu dokonałem w życiu paru ważnych wyborów, kierując się zasadą: maksimum jakości, minimum przedmiotów. Nie oznacza to wcale, że wybrałem życie zakonne - wręcz przeciwnie, gdy nie mamy potrzeby posiadania niezliczonej liczby przedmiotów, zyskujemy ogromną wolność. [...] 
Wracając do tematu, postanowiłem zatrzymać w swojej bibliotece jedynie 400 książek, niektóre z powodów sentymentalnych, inne dlatego, że często do nich wracam. Przyczyn tej decyzji było wiele, między innymi smutna refleksja, która nachodzi mnie, gdy widzę księgozbiory pieczołowicie gromadzone przez lata, sprzedawane potem na kilogramy, bez żadnego szacunku. Poza tym po co gromadzić w domu opasłe tomy? Żeby pokazać znajomym, jaki jestem oczytany? Żeby ozdobić ściany? Kupione kiedyś książki bardziej przydadzą się w bibliotece publicznej niż u mnie w domu.

Dawniej mogłem się usprawiedliwiać, że potrzebuję ich do sprawdzania różnych informacji. Jednak dziś, gdy czegoś szukam, włączam komputer, wprowadzam hasło i mam przed oczami całą listę. To Internet, największa biblioteka na tej planecie.

Oczywiście nadal kupuję książki - nie zastąpi ich żadna elektroniczna forma. Teraz jednak każdą przeczytaną książkę puszczam w obieg - daję komuś lub zanoszę do biblioteki publicznej. Nie chodzi mi o ratowanie lasów czy o gest hojności. Po prostu wierzę, że każda książka ma do przebycia pewną drogę i nie można pozwolić, żeby bezużytecznie stała na półce. [...] 
Pozwólmy więc, by nasze książki podróżowały, by dotykały ich inne ręce, by cieszyły cudze oczy. Gdy piszę te słowa, przypomina mi się fragment wiersza Jorge Luisa Borgesa o książkach, których pisarz już nigdy nie otworzy. [...]

Jest taki wiersz Verlaine’a, którego nigdy nie pamiętam.
Jest takie lustro, które mnie już nigdy nie zobaczy.
Są takie drzwi zamknięte aż po koniec świata.
Wśród książek w mojej bibliotece
Są takie drzwi, których nigdy już nie otworzę.

Rzeczywiście, mam wrażenie, że wśród rozdanych przeze mnie książek wiele jest takich, których bym już nigdy nie otworzył. Wciąż pojawiają się nowe, interesujące rzeczy, a ja uwielbiam czytać. To wspaniałe, że ludzie mają biblioteki. Zwykle pierwszy kontakt dziecka z książką powodowany jest ciekawością na widok oprawionych tomów z ilustracjami, pełnych liter. Cieszę się także z tego, że rozdając autografy, spotykam czytelników, którzy przynoszą podniszczone egzemplarze książek pożyczanych kilkunastu osobom. To znaczy, że książka podróżowała, tak jak podróżowały myśli autora, gdy ją pisał.

Paolo Coelho - O książkach i bibliotekach. W zbiorku: Być jak płynąca rzeka. Świat Książki 2013, s. 91-94, przekład - Zofia Stanisławska

wtorek, 24 lipca 2018

Branwell Brontë

Robert Burns*

Niewiele wie - kto życie gładko przeszedł,
Od burz nietknięte, troską nieprzyćmione;
W purpurę odzian, pławi się w uciesze,
   Z wichrów się śmieje, w szczęściu ma osłonę -
   Nie wie, jak długą toczyć musi wojnę
Ten, co na wody ubóstwa rzucony,
   Z oczyma utkwionymi w cudnej gwieździe
   Od chramu Sławy, ach! jak oddalonej -
Aż nad pustkowiem wód los go wstecz zmiecie.

                                                               ok. 1842

* Robert Burns (1759-1796) - szkocki poeta narodowy

Branwell Brontë - Poezje. C&T, Toruń 2018, s. 98, przekład Doroty Tukaj

sobota, 21 lipca 2018

Zakładki

Dopóki Jon nie podrósł na tyle, żeby na serio czytać książki, do jego ulubionych zajęć należało szukanie zakładek w świeżo nabytych egzemplarzach. Stało się to jego manią, tak jak u innych kolekcjonowanie znaczków czy monet, a rozmaitość zakładek była niemal tak samo duża ja w wypadku znaczków czy monet. Zdarzały się całkiem zwyczajne zakładki, prostokątne kawałki kartonu z jakimś motywem, który miał związek z książką lub nie. I były też bardziej neutralne - czyste kawałki papieru, sznurki, gumki albo banknoty. Inne znów mówiły pośrednio o zwyczajach lub zainteresowaniach czytelnika: pokwitowania, autobusowe karty rabatowe bilety do kina i do teatru, listy zakupów, przekazy pocztowe albo wycinki z gazet. Znajdował wreszcie zakładki osobiste, jak: wizytówki, rysunki, listy, kartki pocztowe i fotografie. Być może list albo pocztówkę przysłała ukochana osoba; na odwrocie zdjęć zdarzały się pozdrowienia albo wyjaśnienia, rysunek był może prezentem od dziecka.

Mikkel Berkegaard: Biblioteka cieni. Świat Książki, Warszawa 2011, s. 38; z duńskiego przełożyła Bogusława Sochańska

piątek, 20 lipca 2018

Chwile skradzione...

Odkurzacz
  Zanim dorosłam do mycia podłóg, czyli mniej więcej do ósmych urodzin, mieszkanie sprzątała sąsiadka. Rodzice płacili jej niewiele i dopiero po latach odkryłam, jaki to był rodzaj rachunków. Może kiedyś opowiem. Pani Marzenka przychodziła do nas co środę, czasami z podbitym okiem, zawsze lekko wstawiona. Tata nie pozwalał na rozmowy, zatem tylko kiwałyśmy sobie głowami na przywitanie. Wydawała mi się stara, ale na zabłąkanym zdjęciu z tamtego czasu widnieje całkiem młoda kobieta o skromnej urodzie. Była wtedy tym wszystkim, czego się obawiałam dla siebie w dorosłości. Nie chciałam tak pachnieć, nie chciałam tak wyglądać. Nawet nie chciałam nigdy już nikogo podobnego spotkać.
  Którejś środy ojciec polecił, bym mu podała jakąś teczkę z dużego pokoju. Był akurat sprzątany. Huczało. Otworzyłam drzwi z bielonej sklejki i zobaczyłam, że nikt odkurzacza nie używa. Pani Marzena siedzi na maminym fotelu, w maminych okularach. Nie wie, że ktoś na nią patrzy. Zaczytana w Przeminęło z wiatrem. Wyłączam odkurzacz. Przykra nagła cisza. Kobieta wzdryga się, spogląda mi w oczy. Jest zachwycająco ładna. Wolno wraca do siebie, oddając przy tym komuś całą chwilową urodę. Żal patrzeć.
  Nigdy nie pozna zakończenia powieści, ale wtedy jeszcze tego nie wiemy.

Ewa Różycka - Bałutki. Miniatura: Odkurzacz. Wydawnictwo Pewne, Kielce 2017, s. 109

sobota, 14 lipca 2018

...warstwa kurzu na książce jest karygodnym znakiem niedbałości.

Często zastanawiała się, ile tysięcy książek mieściło się w tym domu. Ale tak bardzo bała się utraty pracy na skutek jakiegoś fałszywego kroku, że od samego progu chodziła na paluszkach, z namaszczeniem wstrzymywała oddech i nie odważyła się o to spytać gospodarza. Robiła tylko to, co do niej należało: w poniedziałki, środy i piątki wypełniała fiszki swoim starannym kaligraficznym pismem. A we wtorki i czwartki odkurzała, ponieważ warstwa kurzu na książce jest karygodnym znakiem niedbałości. Początkowo używała do tego wilgotnej ściereczki, ale grzbiety poczernione latami zapomnienia pod wpływem wody pokrywały się ciemną powłoką, co tylko pogarszało sytuację. Wtedy Tere poradziła jej, że lepszy będzie odkurzacz, a w razie jego braku tradycyjna miotełka z piór. Musiała wybrać opcję tradycyjną, bo nawet nie przeszło jej przez myśl, że mogłaby zapytać pana Adriana, czy posiada coś takiego jak odkurzacz. A na książkach, którymi teraz się zajmowała, nagromadziła się spora warstwa kurzu, i musiała ją jak najszybciej usunąć, zanim on ją dostrzeże.
Pan Adrian był dla niej zagadką. Może był milionerem; na pewno samotnym. Nigdy nie wychodził z domu, ciągle czytał, porządkował książki, redagował fiszki albo je przeglądał, albo też rozpakowywał, ciesząc się jak dziecko, paczki z nowymi nabytkami, a były to w większości książki sfatygowane, stare, niektóre bardzo stare. Te książki to jego obsesja. 

Jaume Cabré - Kurz (opowiadanie ze zbioru "Podróż zimowa". Marginesy, Warszawa 2018, s. 75-76, tłumaczenie Anny Sawickiej

niedziela, 1 lipca 2018

jak mówi Maria Dąbrowska...

Kiedy byłem małym chłopcem, puszczałem z matką latawce. Patrzyłem, jak wzbijały się w niebo tak wysoko, na ile starczyło sznurka.  Pytałem mamę, wskazując na niebo:
  - Co tam jest, mamo?
  - Przestrzeń - odpowiadała.
  - A co to jest przestrzeń, mamo?
  - To jest coś, co nie ma końca, synku...
Nie mogłem wtedy zrozumieć, że coś może nie mieć końca.
Panie Profesorze, "to" chyba naprawdę nie ma końca, skoro - jak mówi Maria Dąbrowska -"żyjemy, umieramy, a życia wciąż wystarcza. Z nami czy bez nas noce i dnie jednakowo się toczą, jakby nas wcale nie było na tym świecie".


Jerzy Antczak: Noce i dnie mojego życia. Axis Mundi 2009, s. 378

środa, 27 czerwca 2018

Jedna z kilku pierwszych prawdziwych książek, jakie przeczytałam.

A pamiętasz jakieś książki z młodości, które zapierały dech i nie dawały spać? Ja miałam tak ze Stu latami samotności. Nawet jak ją odkładałam, to mi się wydawało, że cały czas te żółte motyle latają dookoła.

Mnie też kiedyś poruszyła. Mam ją, stoi gdzie indziej. Otwierają się w niej obrazy, które są pięknym i celnym skrótem różnych prawd o świecie. Ale miała też taką właściwość, że podczas pierwszego czytania opróżniała się do dna.Nie mogłam już nic od niej dostać za drugim razem.

A tu masz Czarodziejską górę.

Kiedyś to była moja najważniejsza książka. Jedna z kilku pierwszych prawdziwych książek, jakie przeczytałam. Od dawna do niej nie wracam, bardzo dobrze pamiętam, co w niej jest. Dwa grube tomy, a czytałam powoli, więc to długo trwało i przez ten czas moje życie kręciło się wokół niej. Nic nie zrobiłam z tego, czego ode mnie chcieli w szkole, w klasie maturalnej. Wtedy ta książka była mi pilniej potrzebna niż to, co musiałam umieć, żeby zdać maturę.

Dowiedziałam się z niej rzeczy absolutnie podstawowych. Że istnieję, że moje istnienie jest dla innych widoczne, jakkolwiek by mi się to wydawało nieprawdopodobne, i że czas naprawdę upływa, co ma swoje konsekwencje. Że mija bezpowrotnie i co to znaczy "bezpowrotnie", i że wszystko inne też ma swoje konsekwencje.W mojej klasie każdy to już od dawna wiedział z innych źródeł. Byłam jak zwierzę leśne, które się nauczyło czytać i łata swoją wiedzę o życiu z pomocą Tomasza Manna.


Jaka piękna iluzja. Magdalena Tulli w rozmowie z Justyną Dąbrowską. Znak, Kraków 2017, s. 142-143



środa, 6 czerwca 2018

"O obrazie Landseera" - Branwell Brontë, niesłusznie zapomniany brat sióstr Brontë

Edwin Henry Landseer (1802-1873) - The Old Shepherd's Chief Mourner (1837)

O obrazie Landseera
Najgłówniejszy Żałobnik Pasterza - Pies Czuwający
o Zmierzchu przy Grobie swego Pana.*

W promieniach Sławy nikną łzy oddania;
  Ci, co u szczytów, skąd wyszli, nie pomną;
  Bogactw i uciech splendory ogromne,
Wszystko to, za czym ród ludzki ugania -
Czego nadzieja szuka, rozmysł wzbrania -
  Mąci lub gubi myśli poświęcone
  Postaciom lubym, co leżą uśpione;
Lecz tobie obce są nasze starania -
  Sługo, co umiesz tak wdzięcznie się płaszczyć -
I nasza duma; jednak nad mogiłą,
Gdzie przedtem tylu ludzi się tłoczyło,
  TWÓJ tylko słyszę skowyt z dna rozpaczy -
  TY schniesz z tęsknoty, że go nie zobaczysz -
Gdyby mogła - wskrzesiłaby go twoja miłość!

                                                            ok. 1841

* Wiersz zainspirowany obrazem Edwina Henry'ego Landseera The Old Shepherd's Chief Mourner (1837); w Polsce jest on znany jako Wierny pies przy trumnie zmarłego pasterza.
[przypisek]

Branwell Brontë - Poezje. C&T, Toruń 2018, s. 95, przekład Doroty Tukaj

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...