niedziela, 3 października 2021

Przeczytane książki...


 "Była to, w wielu aspektach, księgarnia jej marzeń, przede wszystkim dlatego, że wszystkie te książki zostały już przeczytane.

Przeczytane książki są najlepsze."


Katarina Bivald - Księgarnia spełnionych marzeń. Wydawnictwo Amber, Warszawa 2014, s. 133; przekład Ewy Chmielewskiej-Tomczak

niedziela, 1 sierpnia 2021

Dziwna rzecz, książki stawały się dla niego coraz bardziej ważne.

 Włożył czek do pugilaresu i przeniósł górę książek na stół koło łóżka. Kupił je dwa dni temu, żeby mieć coś do czytania, kiedy nie będzie mógł spać. Dziwna rzecz, książki stawały się dla niego coraz bardziej ważne. Nie mogły wszystkiego zastąpić, ale sięgały w sferę, do której nic innego sięgnąć nie mogło. W pierwszych latach w Paryżu nie dotykał książek, były zbyt blade w porównaniu z tym, co przeżył. Teraz stały się wałem; jeśli nie chroniły, to w każdym razie można się było na nich wesprzeć. Nie pomagały wiele, ale były ochroną przed ostateczną rozpaczą, wtedy gdy cały świat cofał się w ciemność. To dosyć. Kiedyś powstały myśli, którymi obecnie gardzono i z których się wyśmiewano. Były jednak kiedyś i zostaną, to wystarcza.

 Erich Maria Remarque - Łuk Triumfalny. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2001, s. 332; przekład Wandy Melcer

wtorek, 27 lipca 2021

Dziś jest to sen o utraconym raju...

 - Kiedy stąd wyjdę, pojadę do Włoch. Do Fiesole. Mam tam cichy, stary dom z ogrodem. Zatrzymam się w nim na pewien czas. Będzie jeszcze chłodno. Zgaszone, wesołe słońce. W południe jaszczurki wylegujące się na nagrzanych ścianach. Wieczorem dzwony z Florencji. W nocy księżyc i gwiazdy za cyprysami. W domu są książki i duży kamienny kominek z drewnianymi ławami. Można na nich siedzieć przy ogniu. Żelazne kozły pod drzewo tak są zrobione, że na ich podpórkach można postawić szklanki. W ten sposób ogrzewa się czerwone wino. Pusto, tylko para staruszków doglądająca gospodarstwa.

Popatrzyła na Ravica.

- To piękne - powiedział. - Cicho, ogień, książki, spokój. Dawniej nazywano to życiem drobnomieszczańskim. Dziś jest to sen o utraconym raju.


Erich Maria Remarque - Łuk Triumfalny. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2001, s. 138; przekład Wandy Melcer

poniedziałek, 14 czerwca 2021

"Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz"

 "Stówka. Przeczytaj to jeszcze raz" to książka o książkach i czytaniu. Czy potrzebna jest jeszcze jakaś rekomendacja? Tak? Zatem jeszcze dodam, że felietony (dokładnie 101) napisały Anna Dziewit-Meller i Justyna Sobolewska.

Teraz to już na pewno nikogo do czytania namawiać nie muszę. :)

Miłej lektury!


Wydawnictwo: OsnoVa, 2021, 262 s.

niedziela, 9 maja 2021

O zapominaniu


 "Zazdroszczę i zawsze będę zazdrościć owej niezwykłej umiejętności zapominania, którą obdarzeni są niektórzy szczęśliwcy."


Carlos Ruiz Zafón - Miasto z mgły. Opowiadanie Blanca i pożegnanie. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2021, s. 19; przekład: Carlos Marrodán Casas

środa, 21 kwietnia 2021

To mój stały rytuał poprzedzający lekturę...


 Czasem, zanim zacznę czytać jakąś książkę, zwłaszcza nową, lubię ją po prostu potrzymać w dłoniach. Henry mawiał, że ogrzewam książki tak, jak Anglicy ogrzewają imbryki do herbaty. Owszem. To mój stały rytuał poprzedzający lekturę: potrzebuję dotknąć okładki, pogłaskać stronice. Zapoznać się z nimi. Powoli, bardzo powoli.


Marian Izaguirre - Tamte cudowne lata. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014, s.141; przekład Barbary Jaroszuk

piątek, 4 września 2020

...pachnące edycje po polsku i angielsku

 Poświatowską wybrałem z pewnością też dlatego, że w latach, kiedy byłem w szkole średniej, mieliśmy kółko recytatorskie i wystawialiśmy jej Opowieść dla przyjaciela. Teraz mam wszystkie wiersze poetki, które zostały wydane, nawet jakieś pachnące edycje po polsku i angielsku. A w tamtych dawnych, dość siermiężnie wydanych tomikach zapisywałem sobie daty, kiedy czytałem wybrane wiersze, żeby nie wracać za często do tych samych.


Marek Niedźwiecki - DyrdyMarki, czyli ja już nic nie muszę. Wielka Litera 2020, s. 84

sobota, 20 czerwca 2020

Suma doświadczeń naszego świata

 - Jeżeli pan chce mieć władzę nad ludźmi, to niech pan nie wyciąga wniosków z tak małego doświadczenia, jakie pan posiada... Niech pan lepiej przeczyta sobie to - podsunął mu po piasku mała, czerwoną książeczkę - suma doświadczeń naszego świata. I o sztuce jednak jest tu bardzo dużo.
  Spychała wziął książkę do ręki.
  - Faust - powiedział z pewnym rozczarowaniem.
  Zabrał książeczkę z rąk Spychały i począł ją przeglądać. Jego cienkie palce wchodziły pomiędzy kartki jakby pieściwym ruchem Zatrzymał się na chwilę, uśmiechnął i przeczytał:

          Faust

Der du die weite Welt umschweifst,
Geschäftiger Geist , wie nah ' fühl ' ich mich dir!
          Erdgeist
Du gleichst dem Geist , den du begreifst
Nicht mir!

           Verschwindet *



* Faust
Ty, co szeroki świat ogarniasz cały,
Duchu twórczości - jak mi jesteś bliski.

Duch Ziemi
Tylko tobie duch podobny jest ci zrozumiały,
ja - nie!

Znika


Jarosław Iwaszkiewicz - Sława i chwała. Tom 1; PIW, Warszawa 1989 (wyd. X), s. 13-14

piątek, 19 czerwca 2020

Carlos Ruiz Zafón (25.09.1964 - 19.06.2020)

Foto: RTVE
źródło zdjęcia
Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Carlosem Ruizem Zafónem - Cień wiatru zaczęłam czytać w niedzielny wieczór i zarwałam noc, bo nie mogłam się od książki oderwać... Pamiętam to dobrze, bo następnego dnia przeżywałam w pracy katusze po nieprzespanej nocy. Ale nie żałowałam ani chwili spędzonej tamtej nocy w towarzystwie Daniela. Kolejne książki pisarza: Gra anioła i Labirynt duchów może nie zrobiły na mnie aż takiego wrażenia, ale nazwisko Zafón elektryzowało mnie zawsze, gdy widziałam Jego nową książkę na księgarnianej półce.
Dzisiaj mam w domowej biblioteczce wszystkie Jego książki wydane w Polsce.

Tylko 55 lat... Ile książek jeszcze mógł napisać, ile razy spotkać się z czytelnikami...


czwartek, 18 czerwca 2020

Podróż w nieznane

źródło zdjęcia

Lektura każdej książki ma w sobie coś z podróży w nieznane. Otwierając tom, którego treść pozostaje dla nas jeszcze zagadką, stawiamy pierwszy krok w kierunku nowego świata. Uwalniamy się od otaczającej rzeczywistości, wyruszamy na poznanie tajemnicy.

Jan Tomkowski - Zamieszkać w bibliotece. [Rozdział: Podróże, ekspedycje, wyprawy]. Wydawnictwo dom na wsi, Ossa 2008, s. 112

wtorek, 16 czerwca 2020

... wybieram po prostu czytanie.

Okładka pochodzi ze strony
Wydawnictwa Znak
W Pani domu książki są wszędzie. Czy wciąż Pani wie, co gdzie się znajduje?

Ludzie mają bardzo różne układy, a ja mój nazwałabym przyrostem naturalnym. To porządkująca nazwa chaosu, który jest w mojej bibliotece. Oczywiście obiecuję sobie, że w końcu poukładam książki. Już kiedyś zresztą zostały ułożone, przy okazji zbudowania tych półek, jednak od tamtej pory wiele ich przybyło. Teraz mam w zasadzie tylko uporządkowany mój najbliższy dział, czyli to, czym aktualnie się zajmuję, a więc Kornel Filipowicz i inne rzeczy, które są mi potrzebne do pracy. Co ciekawe, człowiek zaczyna się w tym chaosie orientować. Jako wzrokowiec zapamiętuję, gdzie stoi dana książka. Wiem, gdzie jest Masłowska, a gdzie Philip Roth. Pamiętam też, co stoi w drugim rzędzie, bo książki są w dwóch rzędach. Oczywiście czasem się mylę i wydaje mi się, że coś tu powinno być, a na przykład kiedyś zostało przełożone – i można spędzić cały dzień na szukaniu książki. Dlatego w mojej bibliotece są pewne zarysy porządku, czyli na przykład seria Nike, dawna seria Świata Książki czy dział poezji. Najbardziej uporządkowaną mam „Literaturę na Świecie”, co jest bardzo użyteczne, gdy czegoś się szuka. Jednak generalnie to jest przyrost naturalny, z którym nauczyłam się żyć. Zazdroszczę wszystkim porządku alfabetycznego czy geograficznego, ale kiedy myślę, że powinnam się zabrać do porządkowania biblioteki, to, po pierwsze, brak mi czasu, a po drugie – wybieram po prostu czytanie

Aleksandra Rybka - Pokaż mi swoją bibliotekę.  [Fragment rozmowy z Justyną Sobolewską]. Wydawnictwo Znak, Kraków 2020, 400 s.

wtorek, 3 marca 2020

... przyjemnie znajomy zapach starych tomów

  Na dole w kuchni Emilie zrobiła sobie kawę, a potem poszła korytarzem do biblioteki. W wysokim pomieszczeniu, które ojciec zawsze chronił przed światłem, by nie zniszczyć książek, unosił się przyjemnie znajomy zapach starych tomów. Emilie postawiła filiżankę na sfatygowanym, pokrytym skórą blacie biurka ojca, podeszła do okna i odsunęła jedną z zasłon. Miliony drobinek kurzu uwolnionych nagle ze swoich kryjówek zawirowały w powietrzu, tańcząc w promieniach słońca.
  Emilie usiadła przy oknie i przypatrywała się półkom sięgającym od podłogi do sufitu. Nie miała pojęcia, ile woluminów liczy sobie biblioteka. Jej ojciec spędził większość ostatnich lat życia na katalogowaniu i rozszerzaniu kolekcji. Wstała i obeszła powoli bibliotekę. Półki kończyły się na wysokości, która czterokrotnie przewyższała jej wzrost. Czujne i niezruszone księgi zdawały się jej przypatrywać - swojej nowej pani - jakby zastanawiały się, jaki je czeka los.
  Emilie przypomniała sobie, jak siadywała tu z ojcem i grali w alfabet. Polegało to na tym, że mogła wybrać dowolne dwie litery, a wtedy ojciec szukał na półkach książki, której autor miał takie inicjały. Bardzo rzadko nie był w stanie znaleźć nic odpowiedniego. Nawet, kiedy starała się chytrze stawiać na X i Z, papa zawsze potrafił wyciągnąć jakieś wyblakłe, podniszczone wydanie chińskiej filozofii albo cienki tomik wierszy dawno zapomnianego rosyjskiego poety.
  Choć wiele lat patrzyła, jak Edouard zajmuje się książkami, teraz żałowała, że nie zwróciła baczniejszej uwagi na jego eklektyczne metody katalogowania i ustawiania zbiorów. Przeglądając półki, zorientowała się, że nie ma tu zwyczajnego porządku alfabetycznego. Na regale przed nią stały książki od Dickensa do Platona i Guy de Maupassanta.
  Wiedziała też, że kolekcja jest ogromnie rozległa i spis, jaki sporządził ojciec w rejestrach leżących w stertach na biurku, to tylko czubek góry lodowej. Sam ojciec wiedział, gdzie szukać, żeby znaleźć konkretną książkę niemal natychmiast, ale tę zdolność i jej sekret zabrał ze sobą do grobu.
  - Jeśli sprzedam ten dom, co ja z wami pocznę? - szepnęła książkom.

Lucinda Riley - Tajemnice zamku. Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz, Warszawa 2015, s. 34-35; przełożyła Anna Esden-Tempska

czwartek, 13 czerwca 2019

Któż się dzisiaj pasjonuje poezją - poza poetami i ich żonami?

   Jest jeszcze strefa ciszy, strefa milczenia. Poezja mówi, ale zawsze, czy prawie zawsze, mówi znad granicy milczenia. W przeciwieństwie do tych oratorów, którym trzeba wskazywać zegar, żeby wreszcie umilkli, poezja na ogół takich przestróg nie potrzebuje, milczenie pracuje w niej, kryje się tuż pod powierzchnią.
   Czy jednak możemy tyle nadziei pokładać w poezji? Któż się dzisiaj pasjonuje poezją - poza poetami i ich żonami? Powoli zanika postać krytyka literackiego, specjalisty od poezji, miłośnika poezji. Wielkie dzienniki na ogół ją ignorują, telewizja nie interesuje się nią....


Adam Zagajewski - Substancja nieuporządkowana. Esej O zdziwieniu. Wydawnictwo Znak, Kraków 2019, s. 86

sobota, 1 czerwca 2019

Chris Skaife - Strażnik kruków



Okładka przyciąga wzrok. Wielki (w naturze dorosły kruk ma ok. 60 cm długości i waży ponad kilogram), dominujący czarny ptak na czerwonym tle wygląda mniej więcej tak groźnie, jak w mojej wyobraźni. Ale… kruki w Tower? Może dać książce szansę? Dałam i nie żałuję.

Okazało się (i niech mi wybaczą ignorancję czytelnicy lepiej zorientowani w ornitologii), że zarówno od osoby strażnika, jak i kruków zależą losy królestwa. Przynajmniej tak głosi legenda. Póki kruki na wieży Tower, póty Anglicy mogą spać spokojnie…

Autorem książki jest strażnik pałacu i twierdzy Jej Królewskiej Mości, członek Przybocznej Gwardii Królewskiej, strażnik kruków, czyli osoba kompetentna. Na dodatek okazał się wspaniałym gawędziarzem… Pisze lekko, ze sporą dozą poczucia humoru i dystansem do siebie.

I na podkreślenie zasługuje fakt, że Chris jest prawdziwym pasjonatem:
„… kiedy nie spędzam czasu z krukami, czytam o nich. Jako strażnik kruków od dawna zbieram legendy i opowieści o tych ptakach z całego świata. Mam na ten temat wiele publikacji książkowych, a do tego całe teczki rozmaitych wycinków i kserokopii, zapiski moich poprzedników, listy od ornitologów i przyrodników specjalizujących się w krukach – moja pasja w tym względzie jest, jak widzicie, nieposkromiona. Jestem ornitofilem, ornitoświrem i ornitożercą; nic, co ptasie, nie jest mi obce.” [str. 169]

Strażnika i jego podopiecznych łączy fascynująca więź. „Jako strażnik kruków mogę obserwować życie i zwyczaje jednego z najciekawszych gatunków zwierząt na ziemi. Przekonałem się, że kruki wiele łączy z ludźmi: są wszechstronne, mięsożerne i potrafią przystosować się do równych warunków, stać je zarówno na wspaniałomyślność, jak i na okrucieństwo, przeważnie jednak potrafią się między sobą dogadywać…” [str. 17]

Relację Chrisa rozpoczyna lista obecności z charakterystyką poszczególnych ptasich rezydentów wieży. I ten jego osobisty stosunek do swoich podopiecznych widać wyraźnie. Gdyby nie pewność, że mowa o ptakach, można by w pierwszej chwili pomyśleć, że Chris opisuje swoich kolegów – ludzi.
„Jeśli kiedyś odwiedzicie Tower, z łatwością rozpoznacie Munin – to ten kruk, który na mój widok leci w odwrotnym kierunku! Po wielu latach podchodów, utarczek i negocjacji określiłbym nasze wzajemne stosunki jako chłodny szacunek.” [str. 25]

To tylko jeden z wielu przykładów, które bym tu chętnie przytoczyła. :)



W pewnym momencie Chris przyznaje też, że uwielbia oprowadzać wycieczki. Wierzę, bo jest urodzonym gawędziarzem, jego opowieść jest potoczysta, dowcipna, żartobliwa, a kilka razy sprawiła, że uśmiechnęłam się szeroko. Podstawowa zasada przewodnika, którą przekazuje się każdemu kolejnemu nowicjuszowi: „choć oni sami będą opowiadać daną anegdotę po raz tysięczny, muszę pamiętać, że oprowadzani przez nich turyści słyszą ją właśnie po raz pierwszy.” [str. 135]
Muszę to sobie zapamiętać…

„Nigdy nie nazywajcie uniformu strażnika kostiumem, dobrze? Ponieważ to nie jest kostium! Kostiumy to przebrania, a uniform stanowi oznakę przynależności do określonej profesji. Ten nasz zaprojektowano w połowie XIX wieku jako wygodniejszą formę ubioru. Do tamtej pory strażnicy codziennie musieli wkładać strój ceremonialny. Obecnie nosimy pełną wersję jedynie w ważne święta państwowe i z okazji wizyt królowej. Utrzymanie galowego uniformu w dobrym stanie i czystości stanowi nie lada wyzwanie! (Na przykład słynna kryza zrobiona jest z mocno nakrochmalonego płótna, ciasno plisowanego i umocowanego na grubym drucie. Ma sprawić, że nosząca go osoba będzie się trzymać prosto w obecności władcy – i uwierzcie mi, że to działa).” 
[str. 128]



Z opowieści Chrisa dowiemy się, jak mieszkają kruki, co jedzą, jak spędzają dzień, ale i tego, jak wygląda praca strażnika, jak zachowują się turyści, tłumnie odwiedzający wieżę Tower. Ponadto sporo ciekawostek o samej wieży Tower. I co to jest KerPlunk. :)
Otrzymujemy też sporą dawkę inspiracji z literatury i sztuki.

Jak już zdradziłam, nie lubiłam kruków. Czy to się zmieniło teraz, gdy zamknęłam książkę? Przyznaję, że tak. Może nie na tyle, że mogę się zaliczyć do grona ich miłośników, ale z pewnością dostrzegam w nich coś więcej niż tylko czarną groźną postać na gałęzi. I bardzo chętnie pojechałabym do Londynu, żeby posłuchać opowieści Wspaniałego Przewodnika.


Christopher Skaife: Strażnik kruków. Moje życie wśród kruków w Tower. Wydawnictwo Znak, Kraków 2019; przekład Aleksandry Kamińskiej



Tekst zamieściłam wcześniej na blogu Biblioteki Uniwersyteckiej


piątek, 24 maja 2019

Uwielbiam zaszywać się w swojej bibliotece...

I nagle jakimś cudem znalazłem się tu, w zamku w środku Londynu, i w każdej wolnej chwili - czy to na urlopie, czy wczesnym rankiem albo późnym wieczorem - szperam w książkach, wyszukując nowe informacje o Tower i o krukach. Zrobił się ze mnie niezły mól książkowy! Uwielbiam zaszywać się w swojej bibliotece i zgłębiać jakieś zagadnienie związane z krukami - takie dłuższe, na co najmniej trzy nabicia fajki. Czemu Munin bywa agresywna? Dlaczego Harris tak lubi siedzieć na trawie? Jaki nowy dźwięk naśladuje Merlina? [...] Z przyjemnością mogę powiedzieć, że nasz dom, skryty przy północno-zachodnim odcinku zewnętrznych murów twierdzy, w niczym nie przypomina zakurzonego bunkra - przeciwnie, to oaza ciszy i spokoju w samym sercu metropolii. A w jednym zakamarku tego miłego zakątka kryją się moje biurko i biblioteczka. W myślach nazywam ją Kruczą Kwaterą Główną, swoim przytulnym gniazdkiem.

Christopher Skaife: Strażnik kruków. Moje życie wśród kruków w Tower. Wydawnictwo Znak, Kraków 2019, s. 166, przekład Aleksandry Kamińskiej

wtorek, 21 maja 2019

nie człowiek pisze książki, lecz książki wykorzystują ludzi, by zostać napisanymi...

W powiedzeniu, iż to nie człowiek pisze książki, lecz książki wykorzystują ludzi, by zostać napisanymi, skryło się przeczucie tego dość powszechnego doświadczenia relacji ze słowem pisanym: nadmiaru mądrości tekstu względem autora tekstu. Napisałem i dopiero potem zacząłem rozumieć napisane; zacząłem dostrzegać głębsze znaczenie napisanego. W bardziej dosadnej wersji powiedzenie brzmi tak: "Pisarze są głupsi od swoich książek".
...
Tak zaczyna się nowa książka Jacka Dukaja. A ja mam przeczucie, że dalej będzie równie interesująco.

Na przykład tak:
"Jak długo człowiek musi pracować? Tak długo, jak długo nie wymyśli sposobów, by pracowano za niego - potem Homo sapiens tylko "siedzi i patrzy na pracę". Lubi ją mieć przy sobie. Żeby serce nie pękło z żalu.

Jacek Dukaj: Po piśmie. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019, s. 7 i 63

środa, 15 maja 2019

Bibliotheca caput omnium. Studenci wśród książek - książki wśród studentów. Czyli rzecz o studiowaniu w dawnych wiekach - wykład w Bibliotece Uniwersyteckiej


Bibliotheca caput omnium. Studenci wśród książek - książki wśród studentów. Czyli rzecz o studiowaniu w dawnych wiekach 
Wykład dr Alicji Szulc odbył się wczoraj, 14 maja 2019 roku, w ramach Tygodnia Bibliotek.


Sala była pełna...


A po studiach... Peregrynacya dwuletnia każdemu Polakowi potrzebna. Święte słowa! :)






I jeszcze po wykładzie był czas na refleksje...


Zdjęcia zrobiłam 14 maja 2019 roku.

sobota, 13 kwietnia 2019

Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman rozmawiają O wszystkim


Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman… Pierwsza myśl – dwa światy. A jednak niezupełnie – dwa elementy dominują w życiu obu panów: podróże i muzyka, bo jeden z nich dzięki muzyce zjeździł cały świat, chociaż twierdzi, że podróżować nigdy nie lubił i nie lubi, dla drugiego podróże były sposobem na życie, a dzięki nim poznał muzykę, jaką niewielu ma możliwość usłyszeć. Sam zresztą przyznaje, że „nie jestem koneserem muzyki. Jednak w czasie podróży – bo to w końcu jest część mojego zawodu – wielokrotnie dotykałem spraw muzyki czy śpiewu. Muszę powiedzieć, że nawet czasami diabli mnie biorą, bo jak słucham współczesnych utworów, hip-hopów i tym podobnych, to nasuwają mi się obrazy z Afryki Środkowej. Miałem tam okazję oglądać takie spektakle, w których półnadzy albo zupełnie nadzy aktorzy tańczyli i śpiewali – jeżeli to można nazwać śpiewem, bo przeważnie mruczeli. Poza tym mieli jakieś instrumenty, których nie potrafi nazwać nikt poza wybitnymi specjalistami” [s. 39]

Mam wrażenie, że to muzyka jest punktem najściślej ich łączącym i to ona dominuje w całej rozmowie, mimo starań pana Wiesława: „Dlatego ja bardzo mało mówię tu o śpiewaniu, bo to nie ma sensu. Wymieniam tylko niektóre nazwiska. Dobrze się stało, że rozmawiamy raczej o naszych prywatnych spojrzeniach na to, co się dzieje wokół, o naszym stosunku do kraju, do ludzi.” [s. 140]

O sprawach wielkich i małych, o polityce, architekturze i ratowaniu zabytków, kulturze, świecie znanym z telewizji i tym, do którego kamery nie docierają, o swojej młodości i o planach na przyszłość.

Panowie mają spore doświadczenie życiowe (książka jest zapisem rozmowy, która odbyła się w roku 2009), szczęśliwie jednak nie sprawiają wrażenia zmęczonych życiem i mają dystans do świata i siebie oraz poczucie humoru.

„Olgierd Budrewicz: Ta amerykańska różnorodność mnie czasami dobija: poprosiłem kiedyś znajomą, która leciała do USA, żeby przywiozła mi do pokoju taki spray z ładnym zapachem. Ta kupiła siedem, bo nie potrafiła wybrać!

Wiesław Ochman: Teraz musisz sobie urządzić siedmiopokojowe mieszkanie…” [s. 64-65]

Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman – dwa światy, muzyka i egzotyka, jak to w pewnym momencie zostało sformułowane. Ale pewnie to prawda, że aby się przyjaźnić, nie trzeba być bardzo podobnym, bo panowie znali się od lat i potrafili rozmawiać O WSZYSTKIM.


Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman rozmawiają O wszystkim. Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2010, 151 s.


Tekst zamieściłam wcześniej na blogu BU

piątek, 12 kwietnia 2019

Ucieczka od świata z książką w ręku...

OLGIERD BUDREWICZ: Ach, ta magia lektur...
WIESŁAW OCHMAN: To prawdziwy czar: nie ma nic piękniejszego, niż ucieczka od świata z książką w ręku. Książka nigdy nie zginie, bo jest to bardzo osobista rzecz. Zamykasz się z nią, jesteś sam, twoja wyobraźnia zaczyna pracować, sam decydujesz, jak zobaczyć przyrodę, postaci, przedmioty.
OLGIERD BUDREWICZ: I uczucia. Na przykład "Miłość w czasach zarazy". gruba i piękna książka Marqueza, jest jednym wielkim hymnem na cześć miłości. Oczywiście, przy okazji znajdziemy tu wszelkie możliwe nieprzyjemności, zdrady, katastrofy. Autor opisuje Kolumbię sprzed ponad stu lat tak wspaniale, że wypada mi tylko otworzyć usta i podziwiać. A miłość do matki? Romain Gary wspaniale opisuje ją w "Obietnicy poranka". Jest kilka takich właśnie książek, które cenię szczególnie: ich autorzy czują tak, jak czuje normalny, przyzwoity człowiek.
...

Olgierd Budrewicz i Wiesław Ochman rozmawiają O wszystkim. Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2010, s. 69

piątek, 5 kwietnia 2019

To, co najciekawsze, wciąż jest przed nami...


Gdy zaproponowano mi napisanie tekstu o książce, na którą chciałabym zwrócić uwagę czytelników, nie zastanawiałam się długo, o jakiej publikacji chcę pisać, właściwie od razu pojawiła się myśl – dobrze, o dziennikach Agnieszki Osieckiej! Jakżeby inaczej… Przecież Osiecka to dla mnie guru polskiej poezji (nie tylko śpiewanej). I dopiero wtedy, gdy usiadłam, żeby coś sensownego napisać, zrozumiałam, w co się wpakowałam! Bo jak opisać w kilku(nastu) zdaniach wydawnictwo obliczone na wiele tomów? Niemożliwe! Ale cóż, słowo się rzekło, kobyłka u płotu…
Agnieszka Osiecka – człowiek – legenda i historia polskiej piosenki drugiej połowy XX wieku.  I chociaż wiadomo, że w swoich tekstach przemycała elementy autobiograficzne, to z niczym nie da się porównać zapisków prowadzonych dzień po dniu przez ponad 50 lat. Notatek, o których wiedziało bardzo niewiele osób z jej otoczenia, a które teraz do wydania przygotowuje – za sprawą jej córki, Agaty Passent – Fundacja Okularnicy.
Dzienniki są wydawane bardzo porządnie; pod względem edytorskim mamy do czynienia ze wspaniałą robotą. Bardzo szczegółowe przypisy (chwilami przychodziło mi do głowy, że nawet nieco zbyt szczegółowe, ale tak, wiem, czepiam się…), szczęśliwie zamieszczone na dole strony, więc nie trzeba co chwilę kartkować książki, jeżeli chce się śledzić nie tylko zapiski Agnieszki, ale i tropy odsłaniane przez edytorów…
Pamiętam swoją ekscytację sprzed 5 lat, gdy w dniu premiery nabyłam Dzienniki 1945-1950 i, nie mogąc doczekać się czytania, kartkowałam je już w tramwaju, jadąc do domu. Pamiętam zapał i lekkie uczucie pobłażania dla dziewczynki, która zapisywała sobie, co jadła na obiad, kiedy była w szkole i na pływalni, z kim i o czym rozmawiała…  Przy kolejnych tomach odbiór zapisków się zmienił, z ekscytacji i fascynacji przeszedł w fazę spokojnego i cierpliwego zainteresowania, a niekiedy znużenia lub ekscytacji.
Lektura Dzienników bywa trudna, niekiedy nawet nudna…, bo nudne bywa czytanie o tym, co codziennie robi kilkuletnia dziewczynka lub rozważań nastolatki o kolejnych przyjaźniach,  zauroczeniach i miłościach, tych wielkich i tych przelotnych… No, ale przecież Agnieszka była wtedy przeciętną dziewczynką i niesprawiedliwością z mojej strony byłoby oczekiwanie jakiejś pogłębionej analizy jej ówczesnego świata. A jednak fakt, że autorkę tych zapisków znamy doskonale od innej strony i wiemy, co wydarzy się później (mam na myśli, oczywiście, tylko jej wizerunek publiczny), bardzo pomaga w przetrwaniu nudniejszych fragmentów. Bo jesteśmy pewni, że to, co najciekawsze, wciąż jest przed nami. A już teraz, po lekturze tych pierwszych tomów Dzienników  wiemy, że czekać naprawdę warto! Bo i czasy przełomowe, burzliwe i ciekawe, i osoba, która je komentuje, absolutnie niebanalna. Na osłodę i jako balsam pojawiają się smaczki, zapowiadające tę prawdziwą duchową ucztę, jak choćby refleksje o nocy wigilijnej, wybrane przeze mnie nieprzypadkowo, bo przecież nasza Wigilia Anno Domini 2018 już za niecałe trzy tygodnie…
„Noc wigilijna. Niebo jak z granatowego, lśniącego papieru, a na nim pełno wesoło migających gwiazdek – złotych i ognistych. Śnieg z białego, skrzypiącego marcepanu otula gałęzie drzew i miękko pierzynką ściele się u płóz mknących saneczek zaprzęgniętych w białe myszki, szczury i skrzydlate pegazięta. Słychać tylko dzwoneczki sanek wesoło wyśpiewujące melodie wigilijnych bajek. Przycupnięte przy drodze chałupki wyglądają jak domki Baby Jagi z cukru i piernika. Śmieją się ciepłymi światełkami kwadratowych okien, za którymi pstra i czekoladowa choinka cieszy rozkrzyczane dzieciaki. Rumiane i nieznośne, na pół z lękiem, na pół radośnie zerkają w stronę drzwi: Zaraz przyjdzie święty Mikołaj. W kąciku pod drzewkiem Święta Rodzina przyjmuje podarki.
„Stille Nacht, heilige Nacht…” 
Jest ładnie. Życie ma 5 lat i rumiane buziaki”1
Całe szczęście, że Agnieszka – która o swojej chorobie i nieuchronnym odejściu wiedziała na tyle wcześnie, że zdążyła uporządkować swój dobytek (napisała o tym Magda Umer w przedmowie do równie ciekawego wydawnictwa Listy na wyczerpanym papierze, Agora 2016) – nie zniszczyła tych najwcześniejszych, często naiwnych, ale zawsze szczerych i pisanych nie pod publiczkę ani z myślą o przyszłych czytelnikach, zapisów, jak zrobiłaby pewnie większość z nas, jak ja sama zrobiłabym z pewnością! Bo dzięki temu stopniowo otrzymujemy całościowy obraz osoby, bez której życie kulturalne drugiej połowy XX wieku byłoby o wiele uboższe.
Obawiam się tylko jednego: jeżeli na razie, po 5 latach od wydania pierwszego tomu i po 5 tomach, jesteśmy w roku 1955 (Agnieszka ma 19 lat, a lata początkowe to często notatki skrótowe i mniej obszerne niż te późniejsze, które mogą nie zmieścić się w jednym woluminie), a tempo wydawania kolejnych roczników się zwolni, czy zdołam doczekać ostatniego tomu? I czy dam radę go przeczytać, zanim starcza zaćma zamgli mi wzrok? Bardzo bym tego chciała!
1 Agnieszka Osiecka: Dzienniki 1952, Prószyński i S-ka, Warszawa 2015, s. 527.
Dotychczas w Wydawnictwie Prószyński i S-ka ukazały się następujące tomy Dzienników:
Agnieszka Osiecka, Dzienniki 1945-50, Warszawa 2013.
Agnieszka Osiecka, Dzienniki 1951, Warszawa 2014.
Agnieszka Osiecka, Dzienniki 1952, Warszawa 2015.
Agnieszka Osiecka, Dzienniki 1953, Warszawa 2017.
Agnieszka Osiecka, Dzienniki 1954-1955, Warszawa 2018.

Tekst zamieściłam wcześniej na blogu Biblioteki Uniwersyteckiej.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...