sobota, 14 października 2017

Anna Szałapak...


Anna Szałapak - Grajmy Panu. Muzyka - Zygmunt Konieczny, słowa Agnieszka Osiecka
Nagranie z koncertu poświęconego pamięci Agnieszki Osieckiej, Zielono mi, Opole 1997

piątek, 29 września 2017

Wiesław Michnikowski...

Wiesław Michnikowski (3 czerwca 1922 - 29 września 2017)
Jej Ekscelencja i Papa Smerf
chorąży Zubryk, który bał się, jak strzelali...

oraz wiele innych ról filmowych i teatralnych. Ale dla mnie przede wszystkim kabarety. Sama nie wiem, czy wolałam Go w Dudku czy u Starszych Panów, w obu tych zespołach stworzył niezapomniane kreacje.

- tani drań o gołębim sercu...
- staruszek wiodący wesołe życie...
- rozżalony miłośnik utraconych pomidorów...
- gapowaty nabywca in spe tartaku, lasu, psa...
- gentleman bezradny wobec pękających rur...

i wiele innych.

Pan Michnikowski odszedł, zostały po nim Jego role, scenki, piosenki...

wtorek, 5 września 2017

Lew i ja jesteśmy trochę jak Romeo i Julia

Oto pierwsze, co powinniście wiedzieć na mój temat: ja, Tash Zelenka, jestem zakochana w hrabim Lwie Nikołajewiczu Tołstoju. Tak oficjalnie brzmi jego nazwisko, ale ponieważ łączą nas bliskie więzi, mówię na niego po prostu Lew.
Poznałam go w księgarni, miałam wówczas czternaście lat. Był początek roku szkolnego, a ja wyznaczyłam sobie ambitne cele. Zajęcia z angielskiego okazały się stanowczo zbyt łatwe. Minęły tylko dwa tygodnie, a ja zdążyłam się zanudzić na śmierć. Wyszukałam więc w internecie ranking słynnych powieści i sporządziłam skróconą listę lektur na nadchodzący rok. Na pierwszym miejscu znajdowała się Anna Karenina Lwa Tołstoja. Można powiedzieć, ze to Anna Arkadiewna Karenina nas sobie przedstawiła.
To była miłość od pierwszej linijki. Jeśli was ciekawi, oto jak ona brzmiała: "Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób".*
Czyż to nie jest doskonałe? Lew potrafi zawrócić dziewczynie w głowie. Tamtej nocy nie spałam do trzeciej, pochłonęłam pierwsze dwadzieścia rozdziałów Anny Kareniny. Zakochałam się i tak już zostało.
Lew i ja jesteśmy trochę jak Romeo i Julia. To, można powiedzieć, miłość tragiczna. Po pierwsze, mój tata nie przepada za Lwem, ponieważ jest on rosyjski do szpiku kości. Tata wolałby, żebym zakochała się w jakimś miłym czeskim pisarzu, takim jak Václav Havel czy Milan Kundera. Owszem, to bardzo porządni chłopcy i w ogóle, ale próbowaliście czytać Nieznośną lekkość bytu? Raczej Nieznośną pretensję pretensjonalności, prawda?
Kolejna przeszkoda: Lew nie żyje. Ostatecznie i nieodwołalnie. Już od stu siedmiu lat wącha kwiatki od spodu.
Nigdy jeszcze strumień wiernej miłości nie płynął tak spokojnie**.

*L. Tołstoj, Anna Karenina, tłum. K. Iłłakowiczówna, Kraków 2012, s. 9
** W. Szekspir, Sen nocy letniej, tłum. L. Ulrich. Tekst należy do domeny publicznej.

Kathryn Ormsbee: Milion odsłon Tash. Wydawnictwo Otwarte, Moondrive, Kraków 2017, s. 11-12 tłum. Zuzanna Byczek

niedziela, 3 września 2017

"W telewizji nie ma magii, a w radiu jest czar...

...Przypomniał mi się świetny przykład. Był to wiosenny poranek w 1975 roku. Budzę się gdzieś na wygwizdowie wawrzyszewskim. Jak tylko otwierałem jedno oko, włączałem radio Alina, które stało przy łóżku. Byłem między snem a dniem, i tak właśnie nazywał się poranny program Trójki. Tego poranka program prowadził Piotr Kaczkowski. W pewnym momencie usłyszałem, jak on opisuje rewelacyjny, przecudnej urody wschód słońca, które właśnie wstawało nad Warszawą. Słucham Piotra słucham, coraz bardziej się dobudzam. Miałem zasunięte kotary, a okna na zachód, więc żeby zobaczyć ten wschód słońca, musiałem przejść na drugą stronę mieszkania, do kuchni. Polazłem tam i widzę, że na niebie wisi chmura do ziemi, pada paskudny kapuśniaczek. Jednym słowem najbardziej paskudna pogoda pod psem. A Piotrek opisał taki wschód słońca, jaki chciał zobaczyć. To jest właśnie magia radia, że można stworzyć każdą rzeczywistość - tego w telewizji nie ma."

Wydawnictwo Czerwone i Czarne 2012, s. 127

sobota, 2 września 2017

Grzegorz Miecugow - Szkiełko i wokół

Piątkowy deszczowy wieczór "spędziłam" z nietuzinkowym człowiekiem. W rozmowie z Violettą Ozminkowski Grzegorz Miecugow opowiadał otwarcie i szczerze (czytając, myślałam sobie niekiedy, że zbyt szczerze i zbyt otwarcie, ale to moje subiektywne wrażenie, bez znaczenia dla innych czytelników) o swoim życiu i pracy. O tym, jak to się zaczęło i dlaczego ułożyło się tak, a nie inaczej. O sprawach wielkich i małych, o drobiazgach, z których składa się życie i o życiowych zakrętach. A ponieważ nikt z nas nie żyje w próżni, to i przez opowieść Miecugowa przewinęło się sporo znanych i uznanych osób, które w jakimś stopniu wpłynęły na jego życie i pracę. Rozmowa miała miejsce w drugiej połowie roku 2012 (wprawdzie daty nie podano, ale Miecugow wspomniał, że: "Właśnie odnaleziono kolejną elementarną cząstkę, bozon Higgsa..."[s. 228]) [odkrycie zostało ogłoszone 4 lipca 2012].

Wydawnictwo Czerwone i Czarne 2012

środa, 30 sierpnia 2017

Agatha Christie - Niedziela na wsi

Pani Agatha w bardzo dobrej formie. Kryminał, który nie jest klasycznym kryminałem; autorka na równi z morderstwem zajmuje się malowaniem jego tła - scenerii miejskiej i wiejskiej, charakterów bohaterów dramatu, niejednoznacznych relacji między nimi. Nic tu nie jest jasne, choć wszystko wydaje się jasne, nic nie jest skomplikowane dla świadków morderstwa, choć jest skomplikowane dla dociekliwego inspektora. No, ale jest przecież Herkules Poirot, więc o wyjaśnienie sprawy możemy być spokojni. Tak jak o pointę, dla czytelnika - jak zwykle u Agathy - zaskakującą.

Wydawnictwo Dolnośląskie 2015; przekład Jolanty Bartosik

niedziela, 27 sierpnia 2017

Aktor brał każdego popołudnia książkę i wyraźnie, jasno czytał głośno...

Pani Tańska dokładnie spełniła przyrzeczenie. Basia mogła wreszcie odpocząć, bo ojciec dostał się w dobre ręce. Staruszka zajęła się nim jak własnym synem. Objaśniona przez Basię o najdrobniejszym szczególe prymitywnego życia Bzowskiego, ulepszyła jedynie cierpliwą metodę bogacenia tego życia.
Wybornym jej pomysłem był rozkaz dzienny wydany Szotowi. Aktor brał każdego popołudnia książkę i wyraźnie, jasno czytał głośno. Bzowski przysłuchiwał się temu czytaniu z wyraźną przyjemnością. Po nieznacznym ruchu warg można było poznać, że niesłyszalnym szeptem powtarza skrzydlate słowa.
Szot czytał Pana Tadeusza, ślicznie, z głębokim wzruszeniem. Po niejakim czasie Bzowski przymknął oczy i zastygł w nieruchomości. Aktor myśląc, że Bzowski usnął, ściszał głos, wreszcie przerwał. W tej samej chwili nieszczęśliwy człowiek otworzył oczy i spojrzał na niego spojrzeniem błagalnym. Pani Tańska promieniała.
- Pan dobrze czyta, panie Szot! - rzekła z uznaniem. - Gdy panu w gardle zaschnie, może pan wypić kieliszek wina, ale tylko jeden. Niech pan nie próbuje żadnego szachrajstwa, bo zaznaczyłam paznokciem na etykiecie i wiem, ile jest w butelce.

Kornel Makuszyński - Awantura o Basię.

piątek, 25 sierpnia 2017

Jedna szklanka piwa to dla nas zdrowie, druga niweluje działanie pierwszej...

Agata Michalak i jej książka "o dobrym jedzeniu" (fot. materiały prasowe)
Każde zboże ma jakiś cel – zauważa. Żyto daje spokój, bo długo i spokojnie rośnie. Pszenica oddaje energię słońca, której potrzebuje do wzrostu. Jeśli komuś jej brakuje, trzeba go karmić pszenicą, a jeszcze lepiej orkiszem, samopszą lub płaskurką. Jęczmień – kasze, wywary, a nawet piwo – to źródło mądrości. – Jedna szklanka piwa to dla nas zdrowie, druga niweluje działanie pierwszej, a kolejne niestety działają na niekorzyść. Mądrość idzie do brzucha – śmieje się mój rozmówca.


Agata Michalak – O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 66

[rozmówcą Agaty Michalak był Mieczysław Babalski]



sobota, 19 sierpnia 2017

Janusz Głowacki (13 września 1938 - 19 sierpnia 2017)


Janusz Głowacki w programie Grażyny Torbickiej "Kocham kino", 22 grudnia 2013


Odszedł Janusz Głowacki.

Pisał opowiadania, felietony, eseje, dramaty..., ale ja zapamiętam go chyba przede wszystkim jako autora scenariuszy filmowych, m.in. tych:

Polowanie na muchy

Trzeba zabić tę miłość

Któż nie widział kultowego Rejsu, którego Janusz Głowacki był współscenarzystą...,




a z którego cytaty weszły do "słownika potocznej polszczyzny". 

Mój ulubiony:

"Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę."

piątek, 18 sierpnia 2017

FREDAGSMYS - odpoczynek z najbliższymi

FREDAGSMYS - odpoczynek z najbliższymi

Połączenie świadomości, że to już piątek wieczór, z zaszyciem się w domowych pieleszach z najbliższymi (mys to po szwedzku "przytulność" - hygge może się schować!)...  Fredagsmys to w szwedzkiej kulturze koncepcja tak święta, że na jej cześć powstają piosenki. Nastaw się na wieczór w dresach (mjukisbyxor to dosłownie "miękkie spodnie") i z miską chrupek. Piątek wieczór to czas na relaks.

Co w tym jest lagom?
Przede wszystkim jadłospis na fredagsmys to przeciwwaga do zasad zdrowego odżywiania i wczesnego chodzenia spać w ciągu tygodnia. W piątek wieczór robi się to, co nam sprawia przyjemność. Fredagsmys to w zasadzie wymówka dla absolutnie wszystkiego, jeżeli tylko nie wymaga to zbytniego wysiłku. Żadne jedzenie nie jest dla fredagsmys zbyt proste czy zbyt kupne, żaden serial nie jest zbyt płytki. Jeżeli jest ci dobrze i niczym się nie przejmujesz, to osiągnąłeś właściwy stan ciała i umysłu.

DOBRA RADA #1
Przede wszystkim nie przesadzaj. Szwedzi - zawsze tak chętni do gotowania - w piątek raczej decydują się  na kupne dipy i zestawy przekąsek z gotowymi sosami. Wszystko w imię wygody.

DOBRA RADA #2
Pamiętaj, aby zawsze mieć w domu dużo świec (także podgrzewaczy), ubrać się wygodnie i wprawić w dobry nastrój. Bez tego fredagsmys nie będzie kompletny.


Linnea Dunne - LAGOM. Szwedzka sztuka życia. Burda Publishing Polska, Warszawa 2017, s. 24; tłumaczenie - Anna Trzcińska-Hildebrandt

środa, 9 sierpnia 2017

Wszyscy przypominamy książki

"Wszyscy przypominamy książki" - tłumaczyłeś. "Niektóre czyta się z zainteresowaniem, a potem wciąż do nich wraca, inne natomiast odstawia się na półkę po przerzuceniu kilku pierwszych stron. Są wśród nich również takie, które nie pozwalają czytającemu oderwać się nawet na chwilę, zabierają go w podróż do świata wyobrażeń i sprawiają, że chce w nim zamieszkać. Książki nie do zapomnienia, zostawiające po sobie wieczny ślad...."


Shirin Kader - Zaklinacz słów. Wydawnictwo Lambook, Kraków 2013, s. 64

wtorek, 8 sierpnia 2017

Czytam [...], jakbym jadła smakowite owoce...

Czytam nie tak, jakby tego wymagały moje marzenia na przyszłość, ale po prostu tak, jakbym jadła smakowite owoce. Obżeram się literaturą, czytam, co mi smakuje, myślę o tym, żyję tymi czasami - ot, bo znajduję w tym ogromną przyjemność. A nie dlatego,  że "kariera literacka wymaga ogromnego przygotowania".


Agnieszka Osiecka - Dzienniki i zapiski. Tom 4 - 1953. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, s. 201

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Chudy literat

Gdybyć to kupowano księgi, toby przecie
Człowiek jaką łachmanę zawiesił na grzbiecie.
Każdy chce darmo zyskać: jużbym mu ustąpił
Rozumu, byle tylko za papier nie skąpił.
Lecz w naszym kraju jeszcze ten dzień nie zawitał,
Żeby kto w domu pisma pożyteczne czytał.
Jeden drugiego gani, że czas darmo trawi.

Adam Naruszewicz: „Chudy literat” (fragment - cały utwór TU)


Adam Naruszewicz z książką "Historya Narodu Polskiego"
Mateusz Tokarski (ok. 1791)


niedziela, 6 sierpnia 2017

Wizyta w ich domu była dla mnie prawdziwą ucztą duchową.

- Wujku, Tomek wspominał, że byłeś na Masa Tierra, jak wygląda ta wyspa? - dopytywała się Natasza. 

Ignacy Domeyko
- Kilka lat temu ze Smugą łowiliśmy zwierzęta w Ameryce Południowej. Przy okazji udało nam się odwiedzić w Santiago potomków naszego sławnego Ignacego Domeyki. Z prawdziwym wzruszeniem oglądałem jego gabinet. Wokół ścian szafy biblioteczne, zbiory geologiczne, biurko, przy którym pracował rano i wieczorem, na biurku fotografie dzieci, a na ścianie duży, owalny portret pięknej brunetki, pani Sotomayor, żony Domeyki, z którą przeżył dwadzieścia lat. Przy kominku fotel na biegunach, nad kominkiem duże lustro w masywnej ramie. W słotne dni państwo Domeykowie siadali przy tym kominku. Wizyta w ich domu była dla mnie prawdziwą ucztą duchową. Właśnie w tym gabinecie, budzącym wspomnienia i dziwne tęsknoty, Smuga zaproponował wycieczkę na Mas a Tierra. 

Alfred Szklarski - Tomek w Gran Chaco, Muza 2006


Ignacy Domeyko z żoną Henrykietą


sobota, 5 sierpnia 2017

pod ścianami stały szafy biblioteczne...

Okładka
Natomiast pokój, do którego wprowadzono Idę, reprezentował smak zgoła odmienny. Był spokojnym staroświeckim gabinetem, uchylone drzwi prowadziły na werandę. W oknach wisiały ciemne portiery, pod ścianami stały szafy biblioteczne, smakowicie wyładowane po brzegi. Tu i ówdzie na pociemniałej tapecie dał się dostrzec jakiś sztych z Napoleonem albo pożółkła fotografia grupy studentów przed Collegium Maius. Z przykurzonego sufitu zwisała nisko lampa z porcelanowym kloszem. Powietrze przesycał zapach fajkowego dymu i nikła woń kurzu pokrywającego książki. Pod jedną ze ścian stało potężne politurowane biurko, w ścianie przeciwległej widniały zamknięte drzwi z błyszczącą mosiężną klamką. Pośrodku, przy stoliku nakrytym do podwieczorku, piętrzył się masyw wytartego fotela o wysokim oparciu. Starszy pan spoczął na tym meblu z westchnieniem ulgi.



Małgorzata Musierowicz: "Ida sierpniowa". Akapit Press, Łódź 2002, 174 s.

piątek, 4 sierpnia 2017

O ileż piękniejsze byłoby życie

Okładka

O ileż piękniejsze byłoby życie, gdyby nikt Ignacego nie zmuszał do wyjazdów, pozostawiając go w spokoju przy jego własnym biurku, z idealną lampą do pracy ustawioną pod właściwym kątem i we właściwej odległości, z księgozbiorem pieczołowicie dobranym, dostępnym w każdej chwili na wyciągnięcie ręki! 


Małgorzata Musierowicz: "Kalamburka". Wydawnictwo Akapit Press, Warszawa 2004, 286 s.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Że nie wszystko odarto z tajni i uroku...

Długie rzęsy Laurki opuściły się błękitnym cieniem. Przymknęła oczy. Z przymkniętymi oczami odezwała się szeptem: Znacie ten wiersz Staffa? Pewno nie... Jest o tym, kogo kiedyś być może spotkam: Przychodzi do mnie nocą, Przychodzi do mnie nocą, bierze mnie w ramiona. I jest mi dobrze, cicho, choć nie wiem, kto ona... Mówi, że są podniebne, zawrotne przełęcze, gdzie stopy tylko jasne opierają tęcze; [...] Że nie wszystko odarto z tajni i uroku. I jest gdzie duszą błądzić o wieczornym zmroku. Szeptem swym mnie usypia u białego łona. I jest mi dobrze, cicho, choć nie wiem, kto ona... 

Całkowicie się pogubiły. Laurka marzy o miłości?

[...]

Nie wiemy skąd, nie wiemy dokąd, tylko trzymamy się za ręce. Jak opuszczony martwy okręt, płyniemy w noc – i nic już więcej. O żono – nie mów! I tak wiemy, że nie poradzi żadne słowo. I naszych dusz firmament niemy, jak czarna otchłań ponad głową. Jak pod nogami czarne głusze, i nie wiadomo, co nam padnie? Czy wzlecieć między gwiazdy w górze, czy też z gwiazdami spocząć na dnie? Nie, to nie Staff. To mój drugi ukochany poeta, Iwaszkiewicz.

Milczały. Były pewne, że znają swoją piękną Laurką na wylot. Nie znały. Takiej nie. 

Ewa Ostrowska - O zmierzchu. Oficynka 2017, s. 64-66

środa, 2 sierpnia 2017

Wanda Chotomska (1929 - 2017)

Wanda Chotomska

ZA GÓRAMI, ZA LASAMI 
Za górami, za lasami 
było miasto z mieszkańcami: 
zdun tam piekł torciki z kafli, 
piekarz stawiał piece z wafli, 
szklarz diamentem łowił ryby, 
rybak siecią wprawiał szyby, 
górnik prał bieliznę w pralni, 
praczka poszła do kopalni, 
kowal dmuchał w młot zajadle, 
trębacz zamilkł przy kowadle, 
fryzjer brzytwą mieszał sosy, 
kucharz łyżką ścinał włosy, 
nauczyciel siedział w kasie, 
kasjer uczył dzieci w klasie, 
krawiec igłą kosił łąkę, 
rolnik kosą szył jesionkę, 
stolarz chorych badał heblem, 
lekarz trąbką robił meble, 
lodziarz w szkole zamiatał schody, 
woźny miotłą kręcił lody, 
blacharz z blachy robił buty, 
a szewc łatał dach zepsuty… 

Rzeźnik wiersz ten deklamował, 
pokiełbasił wszystkie słowa.  


To tylko jeden wierszyk z bardzo wielu, które dla dzieci napisała Pani Chotomska.
Bardzo szkoda, że nie powstaną kolejne...

Pani Wanda Chotomska odeszła dzisiaj, 2 sierpnia, w Warszawie.



W całym domu leżały na podłodze piramidy książek

- Meggie ciągnęła go za sobą tak gwałtownie, że uderzył boleśnie palcami bosych stóp o stertę książek. Bo o cóż innego? W całym domu leżały na podłodze piramidy książek. Książki nie tylko stały na regałach, jak u innych ludzi, ale walały się pod stołami, krzesłami, w rogach pomieszczeń. Były w kuchni i w toalecie, na telewizorze i w szafach ubraniowych - małe sterty, duże sterty, książki grube, cienkie, stare, nowe... Czekały na Meggie na stole przy śniadaniu -kusząc otwartymi stronami, w słotne dni przepędzały nudę, a czasem można się było o nie potknąć. 

- Meggie zawsze uważała, że Mo ma bardzo dużo książek. Kiedy jednak przestąpiła próg domu ciotki Elinor, zmieniła zdanie. 
Nie było tu bezładnych stert na podłodze jak u nich w domu. Każda książka miała swoje miejsce. Tam gdzie inni ludzie mają tapety, obrazy lub po prostu pusty kawałek ściany - u Elinor znajdowały się regały. W holu wejściowym, przez który ich poprowadziła, były to białe regały sięgające aż pod sam sufit, w pokoju, do którego następnie przeszli, regały były czarne jak płytki posadzki - podobnie w ciągnącym się dalej korytarzu. 

- Mówił coś jeszcze, ale ona już nie słuchała. Patrzyła tylko na książki. 
Regały, w których były ustawione, pachniały świeżym drewnem. Sięgały aż pod sam sufit. Sufit był błękitny, zwisały z niego maleńkie lampy, niczym gwiazdy na uwięzi. Pod regałami stały wąskie schodki na kółkach czekające tylko na to, aby niecierpliwego czytelnika wynieść aż do najwyższych półek. Były tu pulpity do czytania, na których leżały rozłożone księgi przykute łańcuchami z połyskującego mosiądzu. Były tu szklane witryny, w których książki o stronach upstrzonych plamami starości wabiły cudownymi ilustracjami.

Cornelia Funke - Atramentowe serce. Wydawnictwo Egmont, 2006, 512 s.; przekład - Jan Koźbiał
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...