Naprawdę???
Myślałam, czytając książkę Barbary Demick. Nie macie czego? Nie wiecie, że macie...
Lata indoktrynacji zrobiły swoje.
Ale ja nie o polityce chciałam, tylko o książkach i czytaniu...
![]() |
| Okładka pochodzi ze strony Empiku |
"Jako dziecko Jun-sang czytał wszystko, co wpadło mu w ręce – powieści, książki filozoficzne, historyczne i z nauk ścisłych, a nawet przemówienia Kim Ir Sena. Księgarnia w jego miasteczku sprzedawała opowiadania o okrutnych Amerykanach, o służalczych i tchórzliwych Koreańczykach z Południa i o bohaterstwie tych z Północy. Czasem można było w niej znaleźć powieści rosyjskie, Tołstoja albo Maksyma Gorkiego. Bibliotekę jego szkoły zaopatrywał Wydział Materiałów i Pomocy Naukowych, ojciec zgromadził spory zbiór książek z historii Grecji i Rzymu. Jun-sang z upodobaniem czytał o bohaterach starożytności – uwielbiał Hannibala, który skutecznie walczył z Rzymianami i, żeby nie wpaść w ręce wroga, popełnił samobójstwo, wypijając truciznę.
W Pjongjangu chciał już jednak czytać o nowszych czasach. Na zapleczu biblioteki uniwersyteckiej był niewielki zbiór koreańskich przekładów literatury zachodniej. Mogli z niego korzystać tylko najlepsi studenci. Na szczytach władzy ktoś uznał, że kraj potrzebuje elity intelektualnej, która pozna literaturę Zachodu. Na stronach tytułowych tych książek nie podawano nazwy wydawnictwa, ale Jun-sang słyszał pogłoski, że opublikował je Inmin Daehakseup Dang, Wielki Narodowy Dom Studiów, czyli wzorcowa biblioteka narodowa na placu Kim Ir Sena. W zbiorze tym znajdowały się nawet książki amerykańskie.
Jun-sang szczególnie lubił Przeminęło z wiatrem. Melodramatyzm tej powieści był bliski stylistycznie prozie koreańskiej. Uderzały go podobieństwa między wojną secesyjną a wojną koreańską. Był zdumiony, że naród może okazać taką zaciekłość w bratobójczej walce – to zaś dowodziło, że Amerykanom, tak samo jak Koreańczykom, nieobce są namiętności. Uznał, że los sprzyjał tym pierwszym, ponieważ, w odróżnieniu od Koreańczyków, utrzymali jedność narodową. Podziwiał też bohaterkę, bo Scarlett O’Hara wykazała się wielkim hartem ducha. Trochę przypominała mu dzielne heroiny kinematografii północnokoreańskiej, które niezłomnie walczyły o swoją ziemię, ale Scarlett była indywidualistką, a tę cechę rodzima literatura odrzucała. No i przede wszystkim, północnokoreańskie bohaterki nie wdawały się w romanse.
Na miarę jego kraju była to nieobyczajna książka. Jun-sang chciał jak najwięcej czytać. Pochłaniał wszystko, co tylko dało się wypożyczyć, od Gniewu aniołów Sidneya Sheldona po Sto lat samotności Márqueza. Przeczytał nawet Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi, klasyczny poradnik psychologiczny z lat trzydziestych, autorstwa Dale’a Carnegie. Ta książka wstrząsnęła nim, bo wcześniej nie miał pojęcia o zachodnim podejściu do biznesu. Nie mógł uwierzyć, że Carnegie każe czytelnikom uczyć się cieszyć ludźmi, kochać ich i szanować.
Jak to możliwe, że coś takiego wymyślił amerykański kapitalizm? – to pytanie nie dawało Jun-sangowi spokoju..."
Barbara Demick - Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej. Wydawnictwo Czarne 2023; tłumaczenie Agnieszki Nowakowskiej

Komentarze
Prześlij komentarz