niedziela, 14 września 2014

Przyczyną tego błogostanu była okoliczność, że dzieci wtedy czytały.

... I zapamiętałem jeszcze, że w tej szkole nie trzeba było niczego się uczyć. Jakoś tak się działo, że nabywana wiedza sama wchodziła do głowy. Przyczyną tego błogostanu była okoliczność, że dzieci wtedy czytały. Czytały w domu książki kupowane przez rodziców albo pożyczane od kolegów. Było ambicją znać podstawową lekturę danego okresu głównie po to, aby móc się ścigać z innymi znajomością wyczytanej wiedzy. Na początku były oczywiście bajki - Andersena, braci Grimm, Marii Konopnickiej, niejakiego bardzo wspaniałego pana Wyrobka, czeskiej Bożeny Niemcowej. Potem na firmamencie zajaśniał Kornel Makuszyński. I coraz więcej i coraz dojrzalej. Walery Przyborowski, Karol May, Cooper, Stevenson, Curwood, London, Kipling, Amicis, Molnar, wreszcie Quo Vadis, Krzyżacy i, po raz pierwszy w dwunastym roku życia, korona wszechrzeczy, Trylogia. Jak wiadomo, wszystko już o Trylogii powiedziano. Od zachwytów na temat talentów Sienkiewicza w konstruowaniu fabuły, mistrzostwa w kreowaniu postaci i rozmachu malarskiej wizji w tworzeniu pejzażu itd. itd. - do odsądzania pisarza od czci i wiary za fałszerstwo historyczne, naiwny prymitywizm głównych bohaterów, za infantylny gust. Nie mam ani kompetencji, ani zamiaru dodawać swoich trzech groszy do sporu uczonych w tej sprawie. Muszę jednak powtórzyć to, co też zostało stwierdzone, a co umyka wszelkiej ocenie. Dzieło Henryka Sienkiewicza stało się dla mojego pokolenia własnością duchową, jak polska książeczka do nabożeństwa, jak polski krajobraz ze słotną jesienią, kwietną wiosną i latem z płaczącymi wierzbami i pęczniejącymi od dostatku zbożami. Czy to dobrze czy źle? Chyba dobrze, że mamy coś własnego, co niepowtarzalne, i jak idiom nie dające się przetłumaczyć na żaden inny język świata bez utraty tego szczególnego wizerunku rzeczywistości, który bierze się z naszych historycznych uwarunkowań, narodowego charakteru, słowem - z tej a nie innej szerokości geograficznej. [...]

Gustaw Holoubek: Wspomnienia z niepamięci. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 1999, s. 35-36



3 komentarze:

  1. Świetnie Gustaw Holoubek usystematyzował czytane w przeszłości książki.
    Z malutkimi wyjątkami podpisuje się pod tym stopniowaniem młodzieńczego czytelnictwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzieńcze lektury są bardzo ważne, bowiem kształtują nas jako dorosłych czytelników...
      Jeżeli będziesz miała ochotę i możliwość dotarcia, to polecam Ci niedawno wydaną książkę "Co czytali sobie, kiedy byli mali", to zbiór rozmów - wspomnień o książkach dzieciństwa.

      Usuń
    2. Już czytałam o tej książce, może uda i się ją kiedyś przeczytać.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...