środa, 30 sierpnia 2017

Agatha Christie - Niedziela na wsi

Pani Agatha w bardzo dobrej formie. Kryminał, który nie jest klasycznym kryminałem; autorka na równi z morderstwem zajmuje się malowaniem jego tła - scenerii miejskiej i wiejskiej, charakterów bohaterów dramatu, niejednoznacznych relacji między nimi. Nic tu nie jest jasne, choć wszystko wydaje się jasne, nic nie jest skomplikowane dla świadków morderstwa, choć jest skomplikowane dla dociekliwego inspektora. No, ale jest przecież Herkules Poirot, więc o wyjaśnienie sprawy możemy być spokojni. Tak jak o pointę, dla czytelnika - jak zwykle u Agathy - zaskakującą.

Wydawnictwo Dolnośląskie 2015; przekład Jolanty Bartosik

niedziela, 27 sierpnia 2017

Aktor brał każdego popołudnia książkę i wyraźnie, jasno czytał głośno...

Pani Tańska dokładnie spełniła przyrzeczenie. Basia mogła wreszcie odpocząć, bo ojciec dostał się w dobre ręce. Staruszka zajęła się nim jak własnym synem. Objaśniona przez Basię o najdrobniejszym szczególe prymitywnego życia Bzowskiego, ulepszyła jedynie cierpliwą metodę bogacenia tego życia.
Wybornym jej pomysłem był rozkaz dzienny wydany Szotowi. Aktor brał każdego popołudnia książkę i wyraźnie, jasno czytał głośno. Bzowski przysłuchiwał się temu czytaniu z wyraźną przyjemnością. Po nieznacznym ruchu warg można było poznać, że niesłyszalnym szeptem powtarza skrzydlate słowa.
Szot czytał Pana Tadeusza, ślicznie, z głębokim wzruszeniem. Po niejakim czasie Bzowski przymknął oczy i zastygł w nieruchomości. Aktor myśląc, że Bzowski usnął, ściszał głos, wreszcie przerwał. W tej samej chwili nieszczęśliwy człowiek otworzył oczy i spojrzał na niego spojrzeniem błagalnym. Pani Tańska promieniała.
- Pan dobrze czyta, panie Szot! - rzekła z uznaniem. - Gdy panu w gardle zaschnie, może pan wypić kieliszek wina, ale tylko jeden. Niech pan nie próbuje żadnego szachrajstwa, bo zaznaczyłam paznokciem na etykiecie i wiem, ile jest w butelce.

Kornel Makuszyński - Awantura o Basię.

piątek, 25 sierpnia 2017

Jedna szklanka piwa to dla nas zdrowie, druga niweluje działanie pierwszej...

Agata Michalak i jej książka "o dobrym jedzeniu" (fot. materiały prasowe)
Każde zboże ma jakiś cel – zauważa. Żyto daje spokój, bo długo i spokojnie rośnie. Pszenica oddaje energię słońca, której potrzebuje do wzrostu. Jeśli komuś jej brakuje, trzeba go karmić pszenicą, a jeszcze lepiej orkiszem, samopszą lub płaskurką. Jęczmień – kasze, wywary, a nawet piwo – to źródło mądrości. – Jedna szklanka piwa to dla nas zdrowie, druga niweluje działanie pierwszej, a kolejne niestety działają na niekorzyść. Mądrość idzie do brzucha – śmieje się mój rozmówca.


Agata Michalak – O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 66

[rozmówcą Agaty Michalak był Mieczysław Babalski]



sobota, 19 sierpnia 2017

Janusz Głowacki (13 września 1938 - 19 sierpnia 2017)


Janusz Głowacki w programie Grażyny Torbickiej "Kocham kino", 22 grudnia 2013


Odszedł Janusz Głowacki.

Pisał opowiadania, felietony, eseje, dramaty..., ale ja zapamiętam go chyba przede wszystkim jako autora scenariuszy filmowych, m.in. tych:

Polowanie na muchy

Trzeba zabić tę miłość

Któż nie widział kultowego Rejsu, którego Janusz Głowacki był współscenarzystą...,




a z którego cytaty weszły do "słownika potocznej polszczyzny". 

Mój ulubiony:

"Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę."

piątek, 18 sierpnia 2017

FREDAGSMYS - odpoczynek z najbliższymi

FREDAGSMYS - odpoczynek z najbliższymi

Połączenie świadomości, że to już piątek wieczór, z zaszyciem się w domowych pieleszach z najbliższymi (mys to po szwedzku "przytulność" - hygge może się schować!)...  Fredagsmys to w szwedzkiej kulturze koncepcja tak święta, że na jej cześć powstają piosenki. Nastaw się na wieczór w dresach (mjukisbyxor to dosłownie "miękkie spodnie") i z miską chrupek. Piątek wieczór to czas na relaks.

Co w tym jest lagom?
Przede wszystkim jadłospis na fredagsmys to przeciwwaga do zasad zdrowego odżywiania i wczesnego chodzenia spać w ciągu tygodnia. W piątek wieczór robi się to, co nam sprawia przyjemność. Fredagsmys to w zasadzie wymówka dla absolutnie wszystkiego, jeżeli tylko nie wymaga to zbytniego wysiłku. Żadne jedzenie nie jest dla fredagsmys zbyt proste czy zbyt kupne, żaden serial nie jest zbyt płytki. Jeżeli jest ci dobrze i niczym się nie przejmujesz, to osiągnąłeś właściwy stan ciała i umysłu.

DOBRA RADA #1
Przede wszystkim nie przesadzaj. Szwedzi - zawsze tak chętni do gotowania - w piątek raczej decydują się  na kupne dipy i zestawy przekąsek z gotowymi sosami. Wszystko w imię wygody.

DOBRA RADA #2
Pamiętaj, aby zawsze mieć w domu dużo świec (także podgrzewaczy), ubrać się wygodnie i wprawić w dobry nastrój. Bez tego fredagsmys nie będzie kompletny.


Linnea Dunne - LAGOM. Szwedzka sztuka życia. Burda Publishing Polska, Warszawa 2017, s. 24; tłumaczenie - Anna Trzcińska-Hildebrandt

środa, 9 sierpnia 2017

Wszyscy przypominamy książki

"Wszyscy przypominamy książki" - tłumaczyłeś. "Niektóre czyta się z zainteresowaniem, a potem wciąż do nich wraca, inne natomiast odstawia się na półkę po przerzuceniu kilku pierwszych stron. Są wśród nich również takie, które nie pozwalają czytającemu oderwać się nawet na chwilę, zabierają go w podróż do świata wyobrażeń i sprawiają, że chce w nim zamieszkać. Książki nie do zapomnienia, zostawiające po sobie wieczny ślad...."


Shirin Kader - Zaklinacz słów. Wydawnictwo Lambook, Kraków 2013, s. 64

wtorek, 8 sierpnia 2017

Czytam [...], jakbym jadła smakowite owoce...

Czytam nie tak, jakby tego wymagały moje marzenia na przyszłość, ale po prostu tak, jakbym jadła smakowite owoce. Obżeram się literaturą, czytam, co mi smakuje, myślę o tym, żyję tymi czasami - ot, bo znajduję w tym ogromną przyjemność. A nie dlatego,  że "kariera literacka wymaga ogromnego przygotowania".


Agnieszka Osiecka - Dzienniki i zapiski. Tom 4 - 1953. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, s. 201

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Chudy literat

Gdybyć to kupowano księgi, toby przecie
Człowiek jaką łachmanę zawiesił na grzbiecie.
Każdy chce darmo zyskać: jużbym mu ustąpił
Rozumu, byle tylko za papier nie skąpił.
Lecz w naszym kraju jeszcze ten dzień nie zawitał,
Żeby kto w domu pisma pożyteczne czytał.
Jeden drugiego gani, że czas darmo trawi.

Adam Naruszewicz: „Chudy literat” (fragment - cały utwór TU)


Adam Naruszewicz z książką "Historya Narodu Polskiego"
Mateusz Tokarski (ok. 1791)


niedziela, 6 sierpnia 2017

Wizyta w ich domu była dla mnie prawdziwą ucztą duchową.

- Wujku, Tomek wspominał, że byłeś na Masa Tierra, jak wygląda ta wyspa? - dopytywała się Natasza. 

Ignacy Domeyko
- Kilka lat temu ze Smugą łowiliśmy zwierzęta w Ameryce Południowej. Przy okazji udało nam się odwiedzić w Santiago potomków naszego sławnego Ignacego Domeyki. Z prawdziwym wzruszeniem oglądałem jego gabinet. Wokół ścian szafy biblioteczne, zbiory geologiczne, biurko, przy którym pracował rano i wieczorem, na biurku fotografie dzieci, a na ścianie duży, owalny portret pięknej brunetki, pani Sotomayor, żony Domeyki, z którą przeżył dwadzieścia lat. Przy kominku fotel na biegunach, nad kominkiem duże lustro w masywnej ramie. W słotne dni państwo Domeykowie siadali przy tym kominku. Wizyta w ich domu była dla mnie prawdziwą ucztą duchową. Właśnie w tym gabinecie, budzącym wspomnienia i dziwne tęsknoty, Smuga zaproponował wycieczkę na Mas a Tierra. 

Alfred Szklarski - Tomek w Gran Chaco, Muza 2006


Ignacy Domeyko z żoną Henrykietą


sobota, 5 sierpnia 2017

pod ścianami stały szafy biblioteczne...

Okładka
Natomiast pokój, do którego wprowadzono Idę, reprezentował smak zgoła odmienny. Był spokojnym staroświeckim gabinetem, uchylone drzwi prowadziły na werandę. W oknach wisiały ciemne portiery, pod ścianami stały szafy biblioteczne, smakowicie wyładowane po brzegi. Tu i ówdzie na pociemniałej tapecie dał się dostrzec jakiś sztych z Napoleonem albo pożółkła fotografia grupy studentów przed Collegium Maius. Z przykurzonego sufitu zwisała nisko lampa z porcelanowym kloszem. Powietrze przesycał zapach fajkowego dymu i nikła woń kurzu pokrywającego książki. Pod jedną ze ścian stało potężne politurowane biurko, w ścianie przeciwległej widniały zamknięte drzwi z błyszczącą mosiężną klamką. Pośrodku, przy stoliku nakrytym do podwieczorku, piętrzył się masyw wytartego fotela o wysokim oparciu. Starszy pan spoczął na tym meblu z westchnieniem ulgi.



Małgorzata Musierowicz: "Ida sierpniowa". Akapit Press, Łódź 2002, 174 s.

piątek, 4 sierpnia 2017

O ileż piękniejsze byłoby życie

Okładka

O ileż piękniejsze byłoby życie, gdyby nikt Ignacego nie zmuszał do wyjazdów, pozostawiając go w spokoju przy jego własnym biurku, z idealną lampą do pracy ustawioną pod właściwym kątem i we właściwej odległości, z księgozbiorem pieczołowicie dobranym, dostępnym w każdej chwili na wyciągnięcie ręki! 


Małgorzata Musierowicz: "Kalamburka". Wydawnictwo Akapit Press, Warszawa 2004, 286 s.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Że nie wszystko odarto z tajni i uroku...

Długie rzęsy Laurki opuściły się błękitnym cieniem. Przymknęła oczy. Z przymkniętymi oczami odezwała się szeptem: Znacie ten wiersz Staffa? Pewno nie... Jest o tym, kogo kiedyś być może spotkam: Przychodzi do mnie nocą, Przychodzi do mnie nocą, bierze mnie w ramiona. I jest mi dobrze, cicho, choć nie wiem, kto ona... Mówi, że są podniebne, zawrotne przełęcze, gdzie stopy tylko jasne opierają tęcze; [...] Że nie wszystko odarto z tajni i uroku. I jest gdzie duszą błądzić o wieczornym zmroku. Szeptem swym mnie usypia u białego łona. I jest mi dobrze, cicho, choć nie wiem, kto ona... 

Całkowicie się pogubiły. Laurka marzy o miłości?

[...]

Nie wiemy skąd, nie wiemy dokąd, tylko trzymamy się za ręce. Jak opuszczony martwy okręt, płyniemy w noc – i nic już więcej. O żono – nie mów! I tak wiemy, że nie poradzi żadne słowo. I naszych dusz firmament niemy, jak czarna otchłań ponad głową. Jak pod nogami czarne głusze, i nie wiadomo, co nam padnie? Czy wzlecieć między gwiazdy w górze, czy też z gwiazdami spocząć na dnie? Nie, to nie Staff. To mój drugi ukochany poeta, Iwaszkiewicz.

Milczały. Były pewne, że znają swoją piękną Laurką na wylot. Nie znały. Takiej nie. 

Ewa Ostrowska - O zmierzchu. Oficynka 2017, s. 64-66

środa, 2 sierpnia 2017

Wanda Chotomska (1929 - 2017)

Wanda Chotomska

ZA GÓRAMI, ZA LASAMI 
Za górami, za lasami 
było miasto z mieszkańcami: 
zdun tam piekł torciki z kafli, 
piekarz stawiał piece z wafli, 
szklarz diamentem łowił ryby, 
rybak siecią wprawiał szyby, 
górnik prał bieliznę w pralni, 
praczka poszła do kopalni, 
kowal dmuchał w młot zajadle, 
trębacz zamilkł przy kowadle, 
fryzjer brzytwą mieszał sosy, 
kucharz łyżką ścinał włosy, 
nauczyciel siedział w kasie, 
kasjer uczył dzieci w klasie, 
krawiec igłą kosił łąkę, 
rolnik kosą szył jesionkę, 
stolarz chorych badał heblem, 
lekarz trąbką robił meble, 
lodziarz w szkole zamiatał schody, 
woźny miotłą kręcił lody, 
blacharz z blachy robił buty, 
a szewc łatał dach zepsuty… 

Rzeźnik wiersz ten deklamował, 
pokiełbasił wszystkie słowa.  


To tylko jeden wierszyk z bardzo wielu, które dla dzieci napisała Pani Chotomska.
Bardzo szkoda, że nie powstaną kolejne...

Pani Wanda Chotomska odeszła dzisiaj, 2 sierpnia, w Warszawie.



W całym domu leżały na podłodze piramidy książek

- Meggie ciągnęła go za sobą tak gwałtownie, że uderzył boleśnie palcami bosych stóp o stertę książek. Bo o cóż innego? W całym domu leżały na podłodze piramidy książek. Książki nie tylko stały na regałach, jak u innych ludzi, ale walały się pod stołami, krzesłami, w rogach pomieszczeń. Były w kuchni i w toalecie, na telewizorze i w szafach ubraniowych - małe sterty, duże sterty, książki grube, cienkie, stare, nowe... Czekały na Meggie na stole przy śniadaniu -kusząc otwartymi stronami, w słotne dni przepędzały nudę, a czasem można się było o nie potknąć. 

- Meggie zawsze uważała, że Mo ma bardzo dużo książek. Kiedy jednak przestąpiła próg domu ciotki Elinor, zmieniła zdanie. 
Nie było tu bezładnych stert na podłodze jak u nich w domu. Każda książka miała swoje miejsce. Tam gdzie inni ludzie mają tapety, obrazy lub po prostu pusty kawałek ściany - u Elinor znajdowały się regały. W holu wejściowym, przez który ich poprowadziła, były to białe regały sięgające aż pod sam sufit, w pokoju, do którego następnie przeszli, regały były czarne jak płytki posadzki - podobnie w ciągnącym się dalej korytarzu. 

- Mówił coś jeszcze, ale ona już nie słuchała. Patrzyła tylko na książki. 
Regały, w których były ustawione, pachniały świeżym drewnem. Sięgały aż pod sam sufit. Sufit był błękitny, zwisały z niego maleńkie lampy, niczym gwiazdy na uwięzi. Pod regałami stały wąskie schodki na kółkach czekające tylko na to, aby niecierpliwego czytelnika wynieść aż do najwyższych półek. Były tu pulpity do czytania, na których leżały rozłożone księgi przykute łańcuchami z połyskującego mosiądzu. Były tu szklane witryny, w których książki o stronach upstrzonych plamami starości wabiły cudownymi ilustracjami.

Cornelia Funke - Atramentowe serce. Wydawnictwo Egmont, 2006, 512 s.; przekład - Jan Koźbiał

wtorek, 1 sierpnia 2017

Półki stojące najbliżej okaleczonej ściany zalewane były deszczem...


Drzwi znajdujące się między kuchnią a zburzoną kaplicą wiodły do owalnej sali bibliotecznej. Wnętrze wydawało się całe, tylko w górnej części ściany przed dwoma miesiącami pocisk artyleryjski wyrwał wielką dziurę. Komnata dostosowała się do tego okaleczenia, godząc się na kaprysy pogody, nocne gwiazdy, ptasi śpiew. Znajdowała się w niej sofa, fortepian przykryty szarym płóciennym pokrowcem, wypchana głowa niedźwiedzia i wysokie regały zastawione książkami. Półki stojące najbliżej okaleczonej ściany zalewane były deszczem, który podwajał ciężar ustawionych na nich książek. Przez dziurę wdzierało się też światło błyskawic, prześlizgując się po pokrowcu fortepianu i po dywanie.


Michael Ondaatje - Angielski pacjent. Wydawnictwo Książnica, Katowice 2006, 256 s.; przekład - Wacław Sadkowski
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...