sobota, 14 października 2017

Anna Szałapak...


Anna Szałapak - Grajmy Panu. Muzyka - Zygmunt Konieczny, słowa Agnieszka Osiecka
Nagranie z koncertu poświęconego pamięci Agnieszki Osieckiej, Zielono mi, Opole 1997

piątek, 29 września 2017

Wiesław Michnikowski...

Wiesław Michnikowski (3 czerwca 1922 - 29 września 2017)
Jej Ekscelencja i Papa Smerf
chorąży Zubryk, który bał się, jak strzelali...

oraz wiele innych ról filmowych i teatralnych. Ale dla mnie przede wszystkim kabarety. Sama nie wiem, czy wolałam Go w Dudku czy u Starszych Panów, w obu tych zespołach stworzył niezapomniane kreacje.

- tani drań o gołębim sercu...
- staruszek wiodący wesołe życie...
- rozżalony miłośnik utraconych pomidorów...
- gapowaty nabywca in spe tartaku, lasu, psa...
- gentleman bezradny wobec pękających rur...

i wiele innych.

Pan Michnikowski odszedł, zostały po nim Jego role, scenki, piosenki...

wtorek, 5 września 2017

Lew i ja jesteśmy trochę jak Romeo i Julia

Oto pierwsze, co powinniście wiedzieć na mój temat: ja, Tash Zelenka, jestem zakochana w hrabim Lwie Nikołajewiczu Tołstoju. Tak oficjalnie brzmi jego nazwisko, ale ponieważ łączą nas bliskie więzi, mówię na niego po prostu Lew.
Poznałam go w księgarni, miałam wówczas czternaście lat. Był początek roku szkolnego, a ja wyznaczyłam sobie ambitne cele. Zajęcia z angielskiego okazały się stanowczo zbyt łatwe. Minęły tylko dwa tygodnie, a ja zdążyłam się zanudzić na śmierć. Wyszukałam więc w internecie ranking słynnych powieści i sporządziłam skróconą listę lektur na nadchodzący rok. Na pierwszym miejscu znajdowała się Anna Karenina Lwa Tołstoja. Można powiedzieć, ze to Anna Arkadiewna Karenina nas sobie przedstawiła.
To była miłość od pierwszej linijki. Jeśli was ciekawi, oto jak ona brzmiała: "Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób".*
Czyż to nie jest doskonałe? Lew potrafi zawrócić dziewczynie w głowie. Tamtej nocy nie spałam do trzeciej, pochłonęłam pierwsze dwadzieścia rozdziałów Anny Kareniny. Zakochałam się i tak już zostało.
Lew i ja jesteśmy trochę jak Romeo i Julia. To, można powiedzieć, miłość tragiczna. Po pierwsze, mój tata nie przepada za Lwem, ponieważ jest on rosyjski do szpiku kości. Tata wolałby, żebym zakochała się w jakimś miłym czeskim pisarzu, takim jak Václav Havel czy Milan Kundera. Owszem, to bardzo porządni chłopcy i w ogóle, ale próbowaliście czytać Nieznośną lekkość bytu? Raczej Nieznośną pretensję pretensjonalności, prawda?
Kolejna przeszkoda: Lew nie żyje. Ostatecznie i nieodwołalnie. Już od stu siedmiu lat wącha kwiatki od spodu.
Nigdy jeszcze strumień wiernej miłości nie płynął tak spokojnie**.

*L. Tołstoj, Anna Karenina, tłum. K. Iłłakowiczówna, Kraków 2012, s. 9
** W. Szekspir, Sen nocy letniej, tłum. L. Ulrich. Tekst należy do domeny publicznej.

Kathryn Ormsbee: Milion odsłon Tash. Wydawnictwo Otwarte, Moondrive, Kraków 2017, s. 11-12 tłum. Zuzanna Byczek

niedziela, 3 września 2017

"W telewizji nie ma magii, a w radiu jest czar...

...Przypomniał mi się świetny przykład. Był to wiosenny poranek w 1975 roku. Budzę się gdzieś na wygwizdowie wawrzyszewskim. Jak tylko otwierałem jedno oko, włączałem radio Alina, które stało przy łóżku. Byłem między snem a dniem, i tak właśnie nazywał się poranny program Trójki. Tego poranka program prowadził Piotr Kaczkowski. W pewnym momencie usłyszałem, jak on opisuje rewelacyjny, przecudnej urody wschód słońca, które właśnie wstawało nad Warszawą. Słucham Piotra słucham, coraz bardziej się dobudzam. Miałem zasunięte kotary, a okna na zachód, więc żeby zobaczyć ten wschód słońca, musiałem przejść na drugą stronę mieszkania, do kuchni. Polazłem tam i widzę, że na niebie wisi chmura do ziemi, pada paskudny kapuśniaczek. Jednym słowem najbardziej paskudna pogoda pod psem. A Piotrek opisał taki wschód słońca, jaki chciał zobaczyć. To jest właśnie magia radia, że można stworzyć każdą rzeczywistość - tego w telewizji nie ma."

Wydawnictwo Czerwone i Czarne 2012, s. 127

sobota, 2 września 2017

Grzegorz Miecugow - Szkiełko i wokół

Piątkowy deszczowy wieczór "spędziłam" z nietuzinkowym człowiekiem. W rozmowie z Violettą Ozminkowski Grzegorz Miecugow opowiadał otwarcie i szczerze (czytając, myślałam sobie niekiedy, że zbyt szczerze i zbyt otwarcie, ale to moje subiektywne wrażenie, bez znaczenia dla innych czytelników) o swoim życiu i pracy. O tym, jak to się zaczęło i dlaczego ułożyło się tak, a nie inaczej. O sprawach wielkich i małych, o drobiazgach, z których składa się życie i o życiowych zakrętach. A ponieważ nikt z nas nie żyje w próżni, to i przez opowieść Miecugowa przewinęło się sporo znanych i uznanych osób, które w jakimś stopniu wpłynęły na jego życie i pracę. Rozmowa miała miejsce w drugiej połowie roku 2012 (wprawdzie daty nie podano, ale Miecugow wspomniał, że: "Właśnie odnaleziono kolejną elementarną cząstkę, bozon Higgsa..."[s. 228]) [odkrycie zostało ogłoszone 4 lipca 2012].

Wydawnictwo Czerwone i Czarne 2012

środa, 30 sierpnia 2017

Agatha Christie - Niedziela na wsi

Pani Agatha w bardzo dobrej formie. Kryminał, który nie jest klasycznym kryminałem; autorka na równi z morderstwem zajmuje się malowaniem jego tła - scenerii miejskiej i wiejskiej, charakterów bohaterów dramatu, niejednoznacznych relacji między nimi. Nic tu nie jest jasne, choć wszystko wydaje się jasne, nic nie jest skomplikowane dla świadków morderstwa, choć jest skomplikowane dla dociekliwego inspektora. No, ale jest przecież Herkules Poirot, więc o wyjaśnienie sprawy możemy być spokojni. Tak jak o pointę, dla czytelnika - jak zwykle u Agathy - zaskakującą.

Wydawnictwo Dolnośląskie 2015; przekład Jolanty Bartosik

niedziela, 27 sierpnia 2017

Aktor brał każdego popołudnia książkę i wyraźnie, jasno czytał głośno...

Pani Tańska dokładnie spełniła przyrzeczenie. Basia mogła wreszcie odpocząć, bo ojciec dostał się w dobre ręce. Staruszka zajęła się nim jak własnym synem. Objaśniona przez Basię o najdrobniejszym szczególe prymitywnego życia Bzowskiego, ulepszyła jedynie cierpliwą metodę bogacenia tego życia.
Wybornym jej pomysłem był rozkaz dzienny wydany Szotowi. Aktor brał każdego popołudnia książkę i wyraźnie, jasno czytał głośno. Bzowski przysłuchiwał się temu czytaniu z wyraźną przyjemnością. Po nieznacznym ruchu warg można było poznać, że niesłyszalnym szeptem powtarza skrzydlate słowa.
Szot czytał Pana Tadeusza, ślicznie, z głębokim wzruszeniem. Po niejakim czasie Bzowski przymknął oczy i zastygł w nieruchomości. Aktor myśląc, że Bzowski usnął, ściszał głos, wreszcie przerwał. W tej samej chwili nieszczęśliwy człowiek otworzył oczy i spojrzał na niego spojrzeniem błagalnym. Pani Tańska promieniała.
- Pan dobrze czyta, panie Szot! - rzekła z uznaniem. - Gdy panu w gardle zaschnie, może pan wypić kieliszek wina, ale tylko jeden. Niech pan nie próbuje żadnego szachrajstwa, bo zaznaczyłam paznokciem na etykiecie i wiem, ile jest w butelce.

Kornel Makuszyński - Awantura o Basię.

piątek, 25 sierpnia 2017

Jedna szklanka piwa to dla nas zdrowie, druga niweluje działanie pierwszej...

Agata Michalak i jej książka "o dobrym jedzeniu" (fot. materiały prasowe)
Każde zboże ma jakiś cel – zauważa. Żyto daje spokój, bo długo i spokojnie rośnie. Pszenica oddaje energię słońca, której potrzebuje do wzrostu. Jeśli komuś jej brakuje, trzeba go karmić pszenicą, a jeszcze lepiej orkiszem, samopszą lub płaskurką. Jęczmień – kasze, wywary, a nawet piwo – to źródło mądrości. – Jedna szklanka piwa to dla nas zdrowie, druga niweluje działanie pierwszej, a kolejne niestety działają na niekorzyść. Mądrość idzie do brzucha – śmieje się mój rozmówca.


Agata Michalak – O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017, s. 66

[rozmówcą Agaty Michalak był Mieczysław Babalski]



sobota, 19 sierpnia 2017

Janusz Głowacki (13 września 1938 - 19 sierpnia 2017)


Janusz Głowacki w programie Grażyny Torbickiej "Kocham kino", 22 grudnia 2013


Odszedł Janusz Głowacki.

Pisał opowiadania, felietony, eseje, dramaty..., ale ja zapamiętam go chyba przede wszystkim jako autora scenariuszy filmowych, m.in. tych:

Polowanie na muchy

Trzeba zabić tę miłość

Któż nie widział kultowego Rejsu, którego Janusz Głowacki był współscenarzystą...,




a z którego cytaty weszły do "słownika potocznej polszczyzny". 

Mój ulubiony:

"Proszę pana, ja jestem umysł ścisły. Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę."

piątek, 18 sierpnia 2017

FREDAGSMYS - odpoczynek z najbliższymi

FREDAGSMYS - odpoczynek z najbliższymi

Połączenie świadomości, że to już piątek wieczór, z zaszyciem się w domowych pieleszach z najbliższymi (mys to po szwedzku "przytulność" - hygge może się schować!)...  Fredagsmys to w szwedzkiej kulturze koncepcja tak święta, że na jej cześć powstają piosenki. Nastaw się na wieczór w dresach (mjukisbyxor to dosłownie "miękkie spodnie") i z miską chrupek. Piątek wieczór to czas na relaks.

Co w tym jest lagom?
Przede wszystkim jadłospis na fredagsmys to przeciwwaga do zasad zdrowego odżywiania i wczesnego chodzenia spać w ciągu tygodnia. W piątek wieczór robi się to, co nam sprawia przyjemność. Fredagsmys to w zasadzie wymówka dla absolutnie wszystkiego, jeżeli tylko nie wymaga to zbytniego wysiłku. Żadne jedzenie nie jest dla fredagsmys zbyt proste czy zbyt kupne, żaden serial nie jest zbyt płytki. Jeżeli jest ci dobrze i niczym się nie przejmujesz, to osiągnąłeś właściwy stan ciała i umysłu.

DOBRA RADA #1
Przede wszystkim nie przesadzaj. Szwedzi - zawsze tak chętni do gotowania - w piątek raczej decydują się  na kupne dipy i zestawy przekąsek z gotowymi sosami. Wszystko w imię wygody.

DOBRA RADA #2
Pamiętaj, aby zawsze mieć w domu dużo świec (także podgrzewaczy), ubrać się wygodnie i wprawić w dobry nastrój. Bez tego fredagsmys nie będzie kompletny.


Linnea Dunne - LAGOM. Szwedzka sztuka życia. Burda Publishing Polska, Warszawa 2017, s. 24; tłumaczenie - Anna Trzcińska-Hildebrandt

środa, 9 sierpnia 2017

Wszyscy przypominamy książki

"Wszyscy przypominamy książki" - tłumaczyłeś. "Niektóre czyta się z zainteresowaniem, a potem wciąż do nich wraca, inne natomiast odstawia się na półkę po przerzuceniu kilku pierwszych stron. Są wśród nich również takie, które nie pozwalają czytającemu oderwać się nawet na chwilę, zabierają go w podróż do świata wyobrażeń i sprawiają, że chce w nim zamieszkać. Książki nie do zapomnienia, zostawiające po sobie wieczny ślad...."


Shirin Kader - Zaklinacz słów. Wydawnictwo Lambook, Kraków 2013, s. 64

wtorek, 8 sierpnia 2017

Czytam [...], jakbym jadła smakowite owoce...

Czytam nie tak, jakby tego wymagały moje marzenia na przyszłość, ale po prostu tak, jakbym jadła smakowite owoce. Obżeram się literaturą, czytam, co mi smakuje, myślę o tym, żyję tymi czasami - ot, bo znajduję w tym ogromną przyjemność. A nie dlatego,  że "kariera literacka wymaga ogromnego przygotowania".


Agnieszka Osiecka - Dzienniki i zapiski. Tom 4 - 1953. Prószyński i S-ka, Warszawa 2017, s. 201

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Chudy literat

Gdybyć to kupowano księgi, toby przecie
Człowiek jaką łachmanę zawiesił na grzbiecie.
Każdy chce darmo zyskać: jużbym mu ustąpił
Rozumu, byle tylko za papier nie skąpił.
Lecz w naszym kraju jeszcze ten dzień nie zawitał,
Żeby kto w domu pisma pożyteczne czytał.
Jeden drugiego gani, że czas darmo trawi.

Adam Naruszewicz: „Chudy literat” (fragment - cały utwór TU)


Adam Naruszewicz z książką "Historya Narodu Polskiego"
Mateusz Tokarski (ok. 1791)


niedziela, 6 sierpnia 2017

Wizyta w ich domu była dla mnie prawdziwą ucztą duchową.

- Wujku, Tomek wspominał, że byłeś na Masa Tierra, jak wygląda ta wyspa? - dopytywała się Natasza. 

Ignacy Domeyko
- Kilka lat temu ze Smugą łowiliśmy zwierzęta w Ameryce Południowej. Przy okazji udało nam się odwiedzić w Santiago potomków naszego sławnego Ignacego Domeyki. Z prawdziwym wzruszeniem oglądałem jego gabinet. Wokół ścian szafy biblioteczne, zbiory geologiczne, biurko, przy którym pracował rano i wieczorem, na biurku fotografie dzieci, a na ścianie duży, owalny portret pięknej brunetki, pani Sotomayor, żony Domeyki, z którą przeżył dwadzieścia lat. Przy kominku fotel na biegunach, nad kominkiem duże lustro w masywnej ramie. W słotne dni państwo Domeykowie siadali przy tym kominku. Wizyta w ich domu była dla mnie prawdziwą ucztą duchową. Właśnie w tym gabinecie, budzącym wspomnienia i dziwne tęsknoty, Smuga zaproponował wycieczkę na Mas a Tierra. 

Alfred Szklarski - Tomek w Gran Chaco, Muza 2006


Ignacy Domeyko z żoną Henrykietą


sobota, 5 sierpnia 2017

pod ścianami stały szafy biblioteczne...

Okładka
Natomiast pokój, do którego wprowadzono Idę, reprezentował smak zgoła odmienny. Był spokojnym staroświeckim gabinetem, uchylone drzwi prowadziły na werandę. W oknach wisiały ciemne portiery, pod ścianami stały szafy biblioteczne, smakowicie wyładowane po brzegi. Tu i ówdzie na pociemniałej tapecie dał się dostrzec jakiś sztych z Napoleonem albo pożółkła fotografia grupy studentów przed Collegium Maius. Z przykurzonego sufitu zwisała nisko lampa z porcelanowym kloszem. Powietrze przesycał zapach fajkowego dymu i nikła woń kurzu pokrywającego książki. Pod jedną ze ścian stało potężne politurowane biurko, w ścianie przeciwległej widniały zamknięte drzwi z błyszczącą mosiężną klamką. Pośrodku, przy stoliku nakrytym do podwieczorku, piętrzył się masyw wytartego fotela o wysokim oparciu. Starszy pan spoczął na tym meblu z westchnieniem ulgi.



Małgorzata Musierowicz: "Ida sierpniowa". Akapit Press, Łódź 2002, 174 s.

piątek, 4 sierpnia 2017

O ileż piękniejsze byłoby życie

Okładka

O ileż piękniejsze byłoby życie, gdyby nikt Ignacego nie zmuszał do wyjazdów, pozostawiając go w spokoju przy jego własnym biurku, z idealną lampą do pracy ustawioną pod właściwym kątem i we właściwej odległości, z księgozbiorem pieczołowicie dobranym, dostępnym w każdej chwili na wyciągnięcie ręki! 


Małgorzata Musierowicz: "Kalamburka". Wydawnictwo Akapit Press, Warszawa 2004, 286 s.

czwartek, 3 sierpnia 2017

Że nie wszystko odarto z tajni i uroku...

Długie rzęsy Laurki opuściły się błękitnym cieniem. Przymknęła oczy. Z przymkniętymi oczami odezwała się szeptem: Znacie ten wiersz Staffa? Pewno nie... Jest o tym, kogo kiedyś być może spotkam: Przychodzi do mnie nocą, Przychodzi do mnie nocą, bierze mnie w ramiona. I jest mi dobrze, cicho, choć nie wiem, kto ona... Mówi, że są podniebne, zawrotne przełęcze, gdzie stopy tylko jasne opierają tęcze; [...] Że nie wszystko odarto z tajni i uroku. I jest gdzie duszą błądzić o wieczornym zmroku. Szeptem swym mnie usypia u białego łona. I jest mi dobrze, cicho, choć nie wiem, kto ona... 

Całkowicie się pogubiły. Laurka marzy o miłości?

[...]

Nie wiemy skąd, nie wiemy dokąd, tylko trzymamy się za ręce. Jak opuszczony martwy okręt, płyniemy w noc – i nic już więcej. O żono – nie mów! I tak wiemy, że nie poradzi żadne słowo. I naszych dusz firmament niemy, jak czarna otchłań ponad głową. Jak pod nogami czarne głusze, i nie wiadomo, co nam padnie? Czy wzlecieć między gwiazdy w górze, czy też z gwiazdami spocząć na dnie? Nie, to nie Staff. To mój drugi ukochany poeta, Iwaszkiewicz.

Milczały. Były pewne, że znają swoją piękną Laurką na wylot. Nie znały. Takiej nie. 

Ewa Ostrowska - O zmierzchu. Oficynka 2017, s. 64-66

środa, 2 sierpnia 2017

Wanda Chotomska (1929 - 2017)

Wanda Chotomska

ZA GÓRAMI, ZA LASAMI 
Za górami, za lasami 
było miasto z mieszkańcami: 
zdun tam piekł torciki z kafli, 
piekarz stawiał piece z wafli, 
szklarz diamentem łowił ryby, 
rybak siecią wprawiał szyby, 
górnik prał bieliznę w pralni, 
praczka poszła do kopalni, 
kowal dmuchał w młot zajadle, 
trębacz zamilkł przy kowadle, 
fryzjer brzytwą mieszał sosy, 
kucharz łyżką ścinał włosy, 
nauczyciel siedział w kasie, 
kasjer uczył dzieci w klasie, 
krawiec igłą kosił łąkę, 
rolnik kosą szył jesionkę, 
stolarz chorych badał heblem, 
lekarz trąbką robił meble, 
lodziarz w szkole zamiatał schody, 
woźny miotłą kręcił lody, 
blacharz z blachy robił buty, 
a szewc łatał dach zepsuty… 

Rzeźnik wiersz ten deklamował, 
pokiełbasił wszystkie słowa.  


To tylko jeden wierszyk z bardzo wielu, które dla dzieci napisała Pani Chotomska.
Bardzo szkoda, że nie powstaną kolejne...

Pani Wanda Chotomska odeszła dzisiaj, 2 sierpnia, w Warszawie.



W całym domu leżały na podłodze piramidy książek

- Meggie ciągnęła go za sobą tak gwałtownie, że uderzył boleśnie palcami bosych stóp o stertę książek. Bo o cóż innego? W całym domu leżały na podłodze piramidy książek. Książki nie tylko stały na regałach, jak u innych ludzi, ale walały się pod stołami, krzesłami, w rogach pomieszczeń. Były w kuchni i w toalecie, na telewizorze i w szafach ubraniowych - małe sterty, duże sterty, książki grube, cienkie, stare, nowe... Czekały na Meggie na stole przy śniadaniu -kusząc otwartymi stronami, w słotne dni przepędzały nudę, a czasem można się było o nie potknąć. 

- Meggie zawsze uważała, że Mo ma bardzo dużo książek. Kiedy jednak przestąpiła próg domu ciotki Elinor, zmieniła zdanie. 
Nie było tu bezładnych stert na podłodze jak u nich w domu. Każda książka miała swoje miejsce. Tam gdzie inni ludzie mają tapety, obrazy lub po prostu pusty kawałek ściany - u Elinor znajdowały się regały. W holu wejściowym, przez który ich poprowadziła, były to białe regały sięgające aż pod sam sufit, w pokoju, do którego następnie przeszli, regały były czarne jak płytki posadzki - podobnie w ciągnącym się dalej korytarzu. 

- Mówił coś jeszcze, ale ona już nie słuchała. Patrzyła tylko na książki. 
Regały, w których były ustawione, pachniały świeżym drewnem. Sięgały aż pod sam sufit. Sufit był błękitny, zwisały z niego maleńkie lampy, niczym gwiazdy na uwięzi. Pod regałami stały wąskie schodki na kółkach czekające tylko na to, aby niecierpliwego czytelnika wynieść aż do najwyższych półek. Były tu pulpity do czytania, na których leżały rozłożone księgi przykute łańcuchami z połyskującego mosiądzu. Były tu szklane witryny, w których książki o stronach upstrzonych plamami starości wabiły cudownymi ilustracjami.

Cornelia Funke - Atramentowe serce. Wydawnictwo Egmont, 2006, 512 s.; przekład - Jan Koźbiał

wtorek, 1 sierpnia 2017

Półki stojące najbliżej okaleczonej ściany zalewane były deszczem...


Drzwi znajdujące się między kuchnią a zburzoną kaplicą wiodły do owalnej sali bibliotecznej. Wnętrze wydawało się całe, tylko w górnej części ściany przed dwoma miesiącami pocisk artyleryjski wyrwał wielką dziurę. Komnata dostosowała się do tego okaleczenia, godząc się na kaprysy pogody, nocne gwiazdy, ptasi śpiew. Znajdowała się w niej sofa, fortepian przykryty szarym płóciennym pokrowcem, wypchana głowa niedźwiedzia i wysokie regały zastawione książkami. Półki stojące najbliżej okaleczonej ściany zalewane były deszczem, który podwajał ciężar ustawionych na nich książek. Przez dziurę wdzierało się też światło błyskawic, prześlizgując się po pokrowcu fortepianu i po dywanie.


Michael Ondaatje - Angielski pacjent. Wydawnictwo Książnica, Katowice 2006, 256 s.; przekład - Wacław Sadkowski

poniedziałek, 31 lipca 2017

Kiedy przeczytam nową książkę...

Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazł nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałem - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem. 

[przysłowie chińskie]

niedziela, 30 lipca 2017

Nie ruszając się z miejsca człowiek przechadza się po krajach, które widzi oczyma duszy,...

- Moja żona wcale się ogrodem nie zajmuje - wtrącił Karol - i choć zalecają jej ruch, woli całe dnie spędzać w swoim pokoju na lekturze.
- To tak jak ja - zauważył Leon - bo rzeczywiście, czyż może być coś milszego, jak siedzieć z książką wieczorem przy kominku, podczas gdy wiatr bije w szyby, a w pokoju pali się lampa?
- Prawda? - powiedziała Emma, wlepiając wen czarne, szeroko otwarte oczy.
- Nie myśli się wówczas o niczym - ciągnął Leon - i tak mijają godziny. Nie ruszając się z miejsca człowiek przechadza się po krajach, które widzi oczyma duszy, i fantazja wplatając się w baśń igra ze szczegółami lub biegnie za głównym wątkiem. I zdaje się nam, że sami jesteśmy bohaterami tych opowieści, że pod ich szatą biją nasze serca.

Gustaw Flaubert - Pani Bovary. s. 71; przekład - Aniela Micińska. Tom 3 z Kolekcji Hachette, wydany w porozumieniu z wydawnictwem Świat Książki

sobota, 29 lipca 2017

Książki kupuję, zbieram, czytam...

Aforyzmu o książce nie potrafię niestety wymyślić. Książki kupuję, zbieram, czytam, nawet je pisuję – i zanadto kocham, aby zbywać je aforyzmami. 

Julian Tuwim

piątek, 28 lipca 2017

Jak czytać arcydzieła?

Żeńka machnęła ręką i znów położyła książkę na twarzy. Zaskoczona odczytałam tytuł i autora: J. Joyce "Ulisses". Podeszłam i wzięłam dzieło do ręki - było otwarte na jedenastej stronie, a przecież wczoraj leżało na ławce z zakładką na piętnastej!
  - No coś ty, czytasz od tyłu? - zapytałam.
  - W przypadku arcydzieł nie ma znaczenia, jak je czytasz. Są takie uniwersalne...


Tatiana Polakowa: Mąż do zadań specjalnych. Wydawnictwo Weltbild, Warszawa 2011, s. 6; przekład Ewy Skórskiej.

czwartek, 27 lipca 2017

Rozmowa z najwspanialszymi ludźmi

Czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów - Kartezjusz

René Descartes



środa, 26 lipca 2017

Poeci i odkrywcy...

Dobrzy poeci przypominają mi wielkich odkrywców. Dobierając właściwe słowa, wprawiają w ruch myśli w mojej głowie, trochę jak opowieści odkrywców, które czytałem w dzieciństwie.

Erling Kagge - Cisza. MUZA SA, Warszawa 2017, s. 16; z norweskiego przełożyła Iwona Zimnicka

wtorek, 25 lipca 2017

Kazimierz Wierzyński - Rozmowa w bibliotece

Weź mnie stąd, z górnej półki, zza szkła biblioteki,
Wyjmij z opraw skórzanych i wyprowadź z ksiąg.
Chcę wrócić, jak emigrant, z podróży dalekiej,
Z papieru, z martwych liter, żywy, do twych rąk.

Zawołaj mnie po prostu, imię moje wymów,
Gorącym głosem roztrąć szkielety mych słów,
Wyprowadź mnie z tych książek, uwolnij mnie z rymów
I z potrzasku oswobódź zatrzaśniętych strof.

Chcę iść ulicą nocną pod dawne twe okno,
Gdzie ongi przez rolety twój wzywał mnie cień,
Raz jeszcze być samotny tą nocą samotną
I jeszcze raz szczęśliwy obudzić się w dzień.

Nie umieć nazwać oczu twych ani postaci,
Ani smutku wysłowić w zawiłości zdań,
Naprawdę czuć, że jeśli się ciebie utraci,
Rozpacz słów nie wykrztusi przez ściśniętą krtań.

Naprawdę wrócić w ciemność, przez którą ogromem
Powietrze ślepych natchnień, jak huragan, szło.
O szczęście, uderz we mnie wielkim niewiadomem,
Zniszcz książki bezrozumne, rozbij zimne szkło!

poniedziałek, 24 lipca 2017

Zobaczyć świat w ziarenku piasku

Chwila i wieczność stają się jakby jednością. Oczywiście nauczyłem się, że są one swoimi przeciwieństwami. Znajdują się na dwóch różnych końcach skali. Czasami jednak nie potrafię odróżnić wieczności od krótkiej chwili, podobnie jak poeta William Blake:

Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie - nieskończoność czasu.

Dla takich przeżyć żyję.


Erling Kagge - Cisza. Wydawnictwo MUZA, Warszawa 2017, s. 88-89; przekład Iwony Zimnickiej


[przekład wiersza Williama Blake'a, Wyrocznie niewinności - z którego fragment cytuje Erling Kagge  - Zygmunt Kubiak - przypisek paren]

niedziela, 23 lipca 2017

Co to jest klasyka?

Klasyka to książki, które każdy chciałby znać, a nikt nie chce czytać - Mark Twain

piątek, 21 lipca 2017

Zbigniew Herbert: Podróż do Krakowa

Jak tylko pociąg ruszył 
zaczął wysoki brunet 
i tak mówi do chłopca 
z książką na kolanach 

- kolega lubi czytać 

- A lubię - odpowie tamten - 
czas szybciej leci 
w domu zawsze robota 
tu w oczy nikogo nie kole 

- No pewnie macie rację 
a co czytacie teraz 

- Chłopów - odpowie tamten - 
bardzo życiowa książka 
tylko trochę za długa 
i w sam raz na zimę 

Wesele także czytałem 
to jest właściwie sztuka 
bardzo trudno zrozumieć 
za dużo osób 

Potop to co innego 
czytasz i jakbyś widział 
dobra - powiada - rzecz 
prawie tak dobra jak kino 

Hamlet - obcego autora 
też bardzo zajmujący 
tylko ten książę duński 
trochę za wielki mazgaj 

tunel 
ciemno w pociągu 
rozmowa się nagle urwała 
umilkł prawdziwy komentarz 

na białych marginesach 
ślad palców i ziemi 
znaczony twardym paznokciem 
zachwyt i potępienie

czwartek, 20 lipca 2017

...do ulubionych książek wracałem po kilka razy

Często czytałem książki. Nie byłem oczytany, natomiast do ulubionych książek wracałem po kilka razy. 
[...] 
Niekiedy po kilkakrotnym przeczytaniu książki zamykałem oczy i wciągałem do płuc jej zapach. Samo wąchanie i dotykanie kartek sprawiało, że czułem się szczęśliwy.


Haruki Murakami - Norwegian Wood. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2006, s. 51; przekład: Dorota Marczewska i Anna Zielińska-Elliott

wtorek, 18 lipca 2017

Jestem u braci Grimm

Droga pani Schubert, sąsiad do mnie: "Wróciłem do dzieciństwa, aby już więcej nie czytać Dostojewskiego, Nietzschego, Marksa. Teraz czytam bajki. Kiedy jechałem do portu, aby odebrać prochy mojej matki płynące z Australii, wpatrywałem się bezskutecznie w zachodzące słońce. Czerwona kula toczyła się w miejscu. Od jutra może mnie pan spotkać jedynie pod moją nieobecność. Jestem u braci Grimm".

Ewa Lipska: Pęknięte oko czasu (Droga pani Schubert...). Wydanie dwujęzyczne: polsko-francuskie. Przekład Elżbiety Jogałły. Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt 2017, s. 126

poniedziałek, 17 lipca 2017

Już Francesco Petrarca wiedział, że...

Nie wystarcza mieć książki u siebie, trzeba je znać;
nie trzeba ich w skrzyni chować, – ale w pamięci;
nie układać w szafie, – ale w swojej głowie;
kto postępuje inaczej, stoi niżej od księgarza,
który je sprzedaje, albo szafy, która je zamyka.

Francesco Petrarca
(1304 - 1374)

niedziela, 16 lipca 2017

Mówi się, że nie wolno oceniać książki po okładce

Mówi się, że nie wolno oceniać książki po okładce. Każdy prawdziwy czytelnik może potwierdzić, że rada ta jest bezsensowna. Prawdziwy czytelnik doskonale zna niezwykłą przyjemność trzymania w ręku dobrze wydanego dzieła - zwraca uwagę na jego wagę i fakturę okładki, skrzypnięcie grzbietu przy otwieraniu stron, słodki, lekko zakurzony aromat pożółkłych kartek, kiedy przebiega przez nie palcami. Książka jest nie tylko składnicą myśli - to coś żywego, co potrzebuje miłości, ciepła i ochrony.

Jonathan Auxier - Sophie Quire, ostatnia strażniczka książek. MAC Edukacja, Warszawa 2017; tłumaczenie: Marta Szelichowska



sobota, 15 lipca 2017

Gdzie są te listy... Julia Hartwig (1921-2017)

Gdzie są te listy, w których ktoś napisze:

Czekamy na ciebie, a przy nas łagodność, spokój  i ogród szumiący drzewami.
Tutaj milczenie nie będzie przymusem, ani nie będzie przymusem rozmowa.
Gdzie są te sny, w których znajdziemy pokrzepienie,
gdzie tarasy pochmurnych zamków nad brzegami rzek
i gdzie niewytłumaczone szczęście kołyszące nas jak rytm pociągu
w drodze do bezpiecznego schronienia, w którym nie mieszka potwarz ani nóż.

I gdzie jest miejsce dla szaleńca, który wzgardził zdrowiem,
dla wszystkiego, co nagłe, dla błyskawicy, burzy, lecącego meteorytu.
Gdzie schron dla wygnańców i ich wyobrażeń o tym, czym może być świat i oni sami.
Gdzie jest miejsce dla drzewa, które pamięta dawne losy drzew,
dla zwierzęcia, które nie zapomniało o swoim dawnym królestwie
i dla małych rybek, które łowiliśmy rękami jako dzieci na piaszczystym brzegu morza.

Gdzie jest miejsce dla skargi i odmowy, dla godności i lojalnej przyjaźni,
gdzie są nie wydeptane ścieżki w lesie i prosta droga do nieba.
Gdzie jest wiara płynąca nie z uciemiężenia, ale z siły i nielekceważenia rozumu.
Gdzie jest świadectwo pełne i wiarogodne, które nie boi się śmiechu ani szyderstwa.


Wczoraj, 14 lipca 2017 roku, zmarła Julia Hartwig...

Julia Hartwig
(14 sierpnia 1921 - 14 lipca 2017)

odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało...

Dlaczego dostęp do półek jest tak ważny? Otóż jednym z nieporozumień, jakie dominują nad pojęciem biblioteki, jest pogląd, że idzie się tam po książkę, której tytuł się zna. Rzeczywiście, często się zdarza, że idzie się do biblioteki, bo chce się książki o znanym tytule, ale główną funkcją biblioteki, a przynajmniej funkcją biblioteki w moim domu i w domach wszystkich znajomych, jakich możemy odwiedzać, jest odkrywanie książek, których istnienia się nie podejrzewało, a które, jak się okazuje, są dla nas niezwykle ważne.


Umberto Eco - O bibliotece. Świat Książki, Warszawa 2007, s. 27-28, tłumaczenie: Adam Szymanowski


Domowa biblioteka Umberto Eco

piątek, 14 lipca 2017

...czytanie to jest odnajdywanie własnych bogactw i własnych możliwości przy pomocy cudzych słów.

Jarosław Iwaszkiewicz (PAP)

Co czytać? – Wszystko. Jeżeli się pragnie wyciągać pożytek z czytania, wyciąga się go z każdego czytania.
Bo czytanie to jest odnajdywanie własnych bogactw i własnych możliwości przy pomocy cudzych słów.

Jarosław Iwaszkiewicz


czwartek, 13 lipca 2017

Biblioteka była największym zbiorem magicznych tekstów w całym multiversum...

   Oczywiście, paliło się też światło w Bibliotece. Biblioteka była największym zbiorem magicznych tekstów w całym multiversum. Spoczywały tam na półkach tysiące woluminów pełnych okultystycznej wiedzy.
   Podobno, ponieważ wielkie ilości magii potrafią mocno odkształcić zwykły świat, Biblioteka nie przestrzegała normalnych zasad czasu i przestrzeni. Podobno ciągnęła się po wieczność. Podobno całymi dniami można by wędrować wśród odległych regałów, podobno gdzieś tam żyły całe plemiona zagubionych studentów, podobno niezwykłe istoty czaiły się w zapomnianych wnękach, a polowały na nie istoty jeszcze dziwniejsze (1).
   Rozsądni studenci, poszukujący co odleglejszych tomów, pamiętali o robieniu kredą znaków na półkach i uprzedzali kolegów, by zaczęli ich szukać, gdyby nie wrócili na kolację.
   A że magię tylko z grubsza da się uwięzić, książki w Bibliotece też były czymś więcej niż tylko drewnem przerobionym na papier.
   Pierwotna magia strzelała iskrami z ich grzbietów, uziemiając się nieszkodliwie w miedzianych przewodach, w tym właśnie celu przybitych do półek. Delikatne desenie błękitnego ognia pełzały po regałach i rozbrzmiewał dźwięk - jakby papierowy szept - podobny do wydawanego przez kolonię szpaków. 
   To w ciszy nocy rozmawiały ze sobą książki.

(1) To nieprawda. Prawda jest taka, że każdy duży zbiór nawet zwyczajnych książek deformuje przestrzeń, o czym łatwo można się przekonać, odwiedzając jeden z tych naprawdę staroświeckich antykwariatów - jeden z tych, które wyglądają jak zaprojektowane przez M. Eschera, kiedy miał zły dzień, mają więcej schodów niż podestów i długie rzędy półek kończące się małymi drzwiczkami, z pewnością zbyt niskimi, żeby przeszedł przez nie pełnowymiarowy człowiek. Tłumaczy to następujące równanie: wiedza = potęga = energia = materia = masa.
Dobra księgarnia to po prostu elegancka czarna dziura umiejąca czytać.

Terry Pratchett: Straż! Straż! (Świat Dysku 8). Prószyński i S-ka 2005, s. 2; przełożył Piotr W. Cholewa 

środa, 12 lipca 2017

Papier, nieskazitelnie biały pomimo swojego wieku, szeleścił tak, jakby świeżo go zadrukowano...

   Znalazłem je w głębi biblioteki, choć wcale ich nie szukałem: dwadzieścia osiem dużych tomów oprawnych w skórę koloru kasztanowego zniszczoną przez czas, sfatygowaną przez dwa i pół wieku używania. Nie wiedziałem, że tam są - myszkowałem pośród regałów, szukając czegoś innego, i naraz zaskoczył mnie napis na grzbiecie: Encyclopédie, ou Dictionnaire raisonné. To było pierwsze wydanie. To, które zaczęło się ukazywać drukiem w 1751 roku i którego ostatni tom wyszedł w roku 1772. Oczywiście znałem owo dzieło. Przynajmniej jako tako. Nawet niewiele brakowało, żebym je kupił od mojego przyjaciela księgarza i antykwariusza Luisa Bardona pięć lat wcześniej, kiedy mi je zaproponował, gdyby umówiony klient się wycofał.
[...]
  Zatem tego poranka w bibliotece Hiszpańskiej Akademii Królewskiej - zajmuję tam od dwunastu lat fotel T - stałem naprzeciwko dzieła, które stanowiło kompendium największej intelektualnej przygody osiemnastego wieku: triumfu rozumu i postępu nad ciemnymi mocami wcześniejszego świata. Systematyczny zbiór siedemdziesięciu dwóch tysięcy haseł, szesnastu i pół tysiąca stron i siedemnastu milionów słów, potępiony przez Kościół katolicki, zawierający najbardziej rewolucyjne myśli tamtych czasów, nad którego autorami i wydawcami zawisła groźba więzienia i śmierci. Zastanawiałem się, jak to dzieło, które przez tak długi czas znajdowało się na indeksie ksiąg zakazanych, dotarło w to miejsce. Kiedy i w jaki sposób? Promienie słońca wpadające przez okna biblioteki malowały wielkie świetliste prostokąty na ziemi, tworząc atmosferę jak na obrazach Velazqueza, a przede mną lśniły złotawe grzbiety dwudziestu ośmiu tomów stojących na półkach. Wyciągnąłem rękę, wyjąłem jeden z nich i otworzyłem na stronie tytułowej:

Encyclopédie,
ou
Dictionnaire raisonné des sciences, des arts et des métiers,
par une  société de gens de lettres.
Tome premier
MDCCLI
Avec approbation et privilège du Roy

  Przewróciłem kilka kart na chybił trafił. Papier, nieskazitelnie biały pomimo swojego wieku, szeleścił tak, jakby świeżo go zadrukowano. Dobry szlachetny papier bezdrzewny, pomyślałem, odporny na czas i ludzką głupotę, jakże różny od kwaśnej celulozy współczesnego papieru, którego kartki po kilku latach żółkną, stają się łamliwe i niszczeją.. Przytknąłem do nich nos, z przyjemnością wdychając powietrze.Nawet zapach był świeży. Zamknąłem księgę, odstawiłem ją na półkę i wyszedłem z biblioteki.


Arturo Pérez-Reverte: Misja: Encyklopedia. Wydawnictwo Znak, Kraków 2017, s. 13-15, przekład Joanny Karasek

środa, 22 lutego 2017

wykańczałam panie w bibliotece publicznej...

Od najmłodszych lat czytałam jak szalona - w domu było mnóstwo książek, w tym przygodowych - gruzy wokół naszego domu zmieniały się więc w wysokie góry, Daleką Północ albo Dziki Zachód. Bliskość Odry i statków prowokowała marzenia o morskich podróżach. Wyobraźnia harcowała w najlepsze.
s. 9

Literatura w postaci książek pojawiła się również wcześnie, bo rodzina była ogólnie rzecz biorąc czytająca i nikt nie protestował przeciwko czytaniu szczeniakowi bajek, "Kubusia Puchatka" i "Alicji w krainie czarów". Szybciutko nauczyłam się sama to robić i wykańczałam panie w bibliotece publicznej, wymieniając po trzy książeczki dziennie. Nie wierzyły, że połykam je w tym tempie, a ja naprawdę nie oszukiwałam.
s. 15

Książki były we wszystkich naszych domach i już. Nawet w latach biedy i sprzedawania antyków. Podobnie jak w uroczej powieści Marii Pruszkowskiej "Przyślę panu list i klucz", cukiernica na stole służyła głównie jako podpórka do mniejszych i większych tomików. W to, że czytanie przy jedzeniu jest niegrzeczne albo niezdrowe nikt nie wierzył. Czytało się wszędzie i zawsze. To były czasy beztelewizyjne! Mieliśmy taki wielki fotel - w mieszkaniu śródmiejskim siadywałam w nim, opierając stopy o ciepły piec i pochłaniając kolejne powieści. Książki książkom w końcu pomogły - kiedy zaczęłam zarabiać na własnych, mogłam wreszcie urządzić to, na co nigdy nie miałyśmy dość forsy: domową bibliotekę. Cały [uczciwie mówiąc - piwniczny] pokój w półkach! Książki w jednym rządku, a nie upchnięte kupkami. No, ale niestety, ani mamy, ani Małgosi już nie ma. Syn znienacka wydoroślał i się wyprowadził. W domu jestem ja, dwa psy, kot i książki. Pani Gosposia kiedyś je policzyła i wyszło jej cztery tysiące. Patrzcie państwo, a ja myślałam, że tylko dwa.
s. 25


Monika Szwaja - Dupersznyty ...czyli zapiski stanu szwajowego. Wydawnictwo SOL, Warszawa 2017

niedziela, 19 lutego 2017

Danuta Szaflarska (1915 - 2017)

Danuta Szaflarska
6.02.1915 - 19.02.2017
fot. Marlena Bielińska
Kilka dni temu pisałam o Jej 102. urodzinach. Jaka to była miła rocznica.

Dzisiaj wiadomość z tych najgorszych... Kilka godzin temu Danuta Szaflarska zmarła w Warszawie.


niedziela, 12 lutego 2017

Odeszła Krystyna Sienkiewicz

Krystyna Sienkiewicz. Różowe zjawisko, 2015

Krystyna Sienkiewicz
14 lutego 1935 - 12 lutego 2017

Zapamiętamy ją z wielu ról charakterystycznych w filmie, teatrze, kabarecie, trudno nie znać piosenek w Jej interpretacji, ale warto spędzić trochę czasu z Jej książkami wspomnieniowymi

Haftowane gałgany (wraz z Agnieszką Osiecką), 1988

Cacko, 2013
i tą ostatnią, wydaną w zeszłym roku

Skrawki, 2016
...lub odszukać gdzieś w bibliotece lub antykwariacie zbiorek Jej opowiadań

...zgadnij, z kim leżę?
Nie trzeba przeszukiwać Internetu, żeby posłuchać Jej piosenek ...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...