niedziela, 29 maja 2016

Wszystko, co robię w ciągu dnia, robię w oczekiwaniu na czas lektury

  Wszystko, co robię w ciągu dnia, robię w oczekiwaniu na czas lektury. Daj mi dobrą powieść lub pamiętnik, herbatę i przytulne miejsce, w którym mogę się zwinąć w kłębek, a znajdę się w niebie. Uwielbiam wnikać w myśli innej osoby, zachwyca mnie więź z ludźmi ożywającymi na stronach książki, bez względu na to, jak inna od mojej może być ich sytuacja. Nie tylko mam wrażenie, że tych ludzi znam, lecz także rozpoznaję w nich siebie. Zrozumienie, informacje, wiedzę, natchnienie, siłę - to wszystko i jeszcze więcej może dać dobra książka.
  Nie potrafię sobie wyobrazić ani gdzie, ani kim byłabym bez podstawowej umiejętności, jaka jest czytanie. [...]
  Książki były dla mnie drogą ucieczki. Teraz lekturę uważam za boską przyjemność, możliwość przeniesienia się w dowolne wybrane miejsce. Bez dwóch zdań to mój ulubiony sposób spędzania czasu. Wiem na pewno, że czytanie rozwija. Otwiera cię i udostępnia ci wszystko, co tylko zdołasz pomieścić w głowie. Najbardziej kocham w książkach to, że pozwalają wznieść się na wyższy poziom. I wspinać się dalej.

Oprah Winfrey - To, co wiem na pewno. Wydawnictwo Galaktyka, Łódź 2015, s. 34-35, przekład Doroty Kulikiewicz

piątek, 27 maja 2016

Jak się poczyta dobre książki, to te kiepskie potem zupełnie nie cieszą.

  Po otrzymaniu Pańskiego listu od razu udałam się do Hastings & Sons, jako że nie ma dla mnie milszego zajęcia niż buszowanie po księgarniach. Od lat tam chodzę i zawsze wyszperam książkę, której szukam - oraz trzy inne, o których nie miałam pojęcia, że chcę je nabyć. 
[s. 16]

===

  Właśnie to uwielbiam w czytaniu - w każdej książce odkrywam jakiś drobiazg, który skłania do przeczytania następnej pozycji, a tam znów jest coś, co prowadzi do kolejnej. I tak w postępie geometrycznym - bez końca i żadnej innej motywacji prócz czystej przyjemności.
[s. 17]

===

  Uwielbiam odwiedzać księgarnie i rozmawiać z księgarzami: jest to zupełnie inna, specyficzna rasa ludzi. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pracowałby za tak niską pensję, jaką mają ci sprzedawcy, ani żaden rozsądny kupiec nie podjąłby się handlu takim towarem - zysk jest wprost śmieszny. A zatem musi nimi powodować miłość do czytelników i czytania oraz to, że pierwsi mają dostęp do książkowych nowości.
[s. 21]

===

  Jak się poczyta dobre książki, to te kiepskie potem zupełnie nie cieszą.
[s. 55]

===

  Jedynym ratunkiem były książki i przyjaciele, bo człowiek przypominał sobie, że w życiu jest coś jeszcze. Elizabeth powiedziała kiedyś wiersz. Całego nie pamiętam, ale zaczynał się tak: "Czyż to mało znaczy cieszyć się słońcem, radośnie powitać wiosnę, kochać, zamyślić się, związać koniec z końcem"*. To naprawdę niemało. Mam nadzieję, że gdziekolwiek ona jest teraz, pamięta tamte słowa.

* Fragment wiersza Matthew Arnolda Z hymnu Empedoklesa pochodzącego ze zbioru Empedokles na Etnie.
[s. 65]


Wszystkie fragmenty pochodzą z książki Mary Ann Shaffer i Anne Barrows: Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Świat Książki, Warszawa 2010, przekład Joanny Puchalskiej

poniedziałek, 9 maja 2016

... przeczytał książkę dla młodzieży, autorstwa pewnej Szkotki, pod tytułem "Harry Potter".

  Wieczorami rozmowy z Miłoszem. Opowiadał na przykład, że przeczytał książkę dla młodzieży, autorstwa pewnej Szkotki, pod tytułem Harry Potter. Jego zdaniem, popularność tej książki w USA bierze się z kompensacji. Na amerykańskich uniwersytetach i w szkołach średnich liczy się wyłącznie ten, kto jest sprawny fizycznie, a nie ten, kto jest oczytanym okularnikiem. Tymczasem bohater książki pani Rowling jest przeciwieństwem takiego modelu, a gra w quidditch (którą Miłosz opisał nam ze szczegółami) jest przeciwieństwem wszelkich uniwersyteckich sprawności sportowych.


Michał Rusinek: Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej. Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, s. 137



niedziela, 8 maja 2016

Myślałem już nieraz, że dzieciakowi więcej przyjdzie złego niż dobrego z tego czytania.

  Młynarz [pan Tulliver - przypisek paren] śmiał się hałaśliwie, a jego twardą twarz rozjaśniało ciepłe uczucie, gdy poklepywał po plecach małą córeczkę, potem zaś ujął jej dłonie i tak trzymał ją pomiędzy kolanami. 
  - Cóż to, nie można powiedzieć nic złego o Tomku, hę? -  zapytał, mrugając ku niej, potem zaś, nieco zniżonym głosem, jakby Madzia nie mogła go słyszeć, zwrócił się do Rileya. - Wszystko rozumie, co się mówi. Powinieneś pan słyszeć, jak czyta - z miejsca, jakby to już dawno znała. I ciągle siedzi z książką. Ale to niedobrze, niedobrze... - dodał smutnie, dławiąc w sobie tę niepotrzebną radość. - Kobieta nie powinna być za mądra, to się może tylko na złe dla niej obrócić. Powiadam panu - tu znowu radość wyraźnie wzięła górę nad złymi przeczuciami - powiadam panu, że czyta i rozumie wszystko, co stoi w książkach, lepiej niż niejeden dorosły!
  Policzki Madzi zaczął pokrywać rumieniec triumfu i podniecenia, pan Riley z pewnością zacznie teraz odczuwać dla niej pewien szacunek, bo jasne było, że dotąd miał ją za nic.
  Taksator przerzucał kartki książki, trudno było coś wyczytać w tej twarzy o wysoko sklepionych brwiach. Nagle spojrzał na dziewczynkę i rzekł:
  - Chodź tutaj i powiedz mi coś o tej książce. Znalazłem w niej parę obrazków i chciałbym wiedzieć, co one znaczą.
  Policzki Madzi pokrył jeszcze ciemniejszy rumieniec; podeszła bez wahania do łokcia pana Rileya, odrzuciła z oczu czarną grzywę i ująwszy róg książki, zaczęła tłumaczyć.
  - Powiem panu chętnie, co one znaczą. To straszny obrazek, prawda? Ale nie mogę się powstrzymać i ciągle na niego patrzę. Ta stara kobieta w wodzie to czarownica - wrzucili ją do rzeki, żeby zobaczyć, czy to czarownica, czy nie, i jeśli umie pływać, to jest czarownicą, a jeśli utopi się na śmierć, wie pan, to znaczy, że jest niewinna i wcale nie czarownica, tylko biedna, stara, głupia kobieta. Ale niech pan powie co jej z tego przyjdzie, jak już będzie nieżywa? Chyba to, myślę, że pójdzie do nieba i Pan Bóg jej jakoś wynagrodzi. A ten straszny kowal, co tak się śmieje, wsparty pod boki... czy on nie okropny?... Powiem panu, kto to taki. To diabeł, naprawdę - tu Madzia podniosła nieco głos i mówiła dobitnie - a nie prawdziwy kowal; to diabeł przybiera postać złych ludzi i chodzi po świecie, i zmusza innych, żeby robili złe rzeczy, i najczęściej przybiera postać złego człowieka, bo, wie pan, jeśliby ludzie zobaczyli, że to diabeł, taki ryczący, to by od niego uciekli, a on nie mógłby ich zmusić, żeby robili, co on chce.
  Pan Tulliver przysłuchiwał się temu wykładowi skamieniały ze zdumienia.
  - Cóż za książkę wzięła ta smarkata! - wybuchnął wreszcie.
  - To Historia Szatana Daniela Defoe, może nie najlepsza lektura dla małej dziewczynki - wyjaśnił pan Riley - jakże się ona znalazła między pańskimi książkami?
  Madzia była spłoszona i nieco urażona.
  - To jedna z tych, które kupiłem na wyprzedaży u Partridge'a - wyjaśnił pan Tulliver. - Wszystkie były jednakowo oprawione, ładna oprawa, sam pan widzisz, i myślałem, że to bez wyjątku dobre książki. Znalazłem między innymi Jeremy Taylora Pobożne życie i śmierć, czytam to często w niedzielę - (młynarz miał poczucie pewnej zażyłości z owym wielkim pisarzem, ponieważ sam nosił imię Jeremy) - a oprócz niej jest jeszcze gromada innych - przeważnie kazania, tak mi się zdaje. A że wszystkie mają takie same okładki, myślałem, że są, jakby to powiedzieć, tego samego gatunku. Ale teraz widać, że nie można sądzić po okładkach. Osobliwy jest ten świat.
  - Cóż - zaczął pan Riley górnym, pouczającym tonem, głaszcząc Madzię po głowie - radzę ci odłożyć Historię Szatana i znaleźć sobie jakąś ładniejszą książkę. Nie masz ładniejszych?
  - O, mam! - chęć udowodnienia, iż ma różnorodną lekturę, dodała Madzi sił. - Ja wiem, że to troszkę nieładnie czytać tę książkę ale lubię w niej obrazki i wymyślam sobie do nich sama różne opowiadania, wie pan. Ale mam jeszcze Bajki Ezopa i książkę o kangurach i innych zwierzętach, i Wędrówkę pielgrzyma...
   Aaaa, to bardzo ładna książka - pochwalił ją pan Riley. - Trudno o lepszą.
  - Ale tam też jest dużo o diable - oświadczyła Madzia triumfalnie. - Pokażę panu jego rysunek, kiedy jest we własnej postaci i walczy z Chrześcijaninem.
  Skoczyła błyskawicznie w kąt pokoju, wlazła na krzesło, wyciągnęła z malutkiej biblioteczki zniszczony, stary egzemplarz Bunyana i otworzyła go natychmiast, nie próbując nawet szukać, na właściwym obrazku.
  - O, tutaj jest - tłumaczyła wracając szybko do pana Rileya. - Tomek pomalował go dla mnie farbami, kiedy był w domu podczas ostatnich wakacji. Ciało całe czarne, wie pan, oczy czerwone jak ogień, bo ma w środku sam ogień, który wyłazi przez oczy.
  - Przestań już, przestań - rozkazał stanowczo pan Tulliver, który czuł się dość niezręcznie, słuchając tych swobodnych uwag o zewnętrznym wyglądzie istoty dostatecznie potężnej, by stwarzać adwokatów. - Zamknij tę książkę i żebym więcej nie słyszał czegoś podobnego. Myślałem już nieraz, że dzieciakowi więcej przyjdzie złego niż dobrego z tego czytania. Idź i poszukaj matki.


George Eliot - Młyn nad Flossą. Hachette Livre Polska, Warszawa [2005], przekład Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej, s. 18-20
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...