niedziela, 10 stycznia 2016

Nie wolno przestać marzyć

  - Byłem chłopcem do wszystkiego w księgarni - powiedział nagle pan Quarendon. - Zawsze lubiłem książki. Nie czytałem ich początkowo, ale to była przyjemna i czysta praca. Przenosiłem paczki z samochodów do sklepu, później pakowałem towar, myłem szyby, sprzątałem, a w każdą sobotę chodzili my do kina. A później wzięliśmy ślub i byłem tak samo szczęśliwy jak dziś. Może nawet szczęśliwszy, bo dzień i noc marzyłem, żeby zdobyć to, co mamy dzisiaj.
  Pani Quarendon uśmiechnęła się, ale nie dostrzegł tego, gdyż  szedł za nią.
[...]
  - Nie wolno przestać marzyć - przytaknął sobie zdecydowanym ruchem głowy. - Bo co pozostanie? Człowiek, który pracował przez całe życie, jaką radość może znaleźć w tym, że nagle pewnego dnia przestanie pracować tylko dlatego, że zarobił bardzo wiele pieniędzy? Pieniędzmi mierzy się sukces, ale same pieniądze nie są sukcesem. Zarobić milion, kiedy ma się sto milionów jest łatwiej niż zarobić sto funtów, kiedy ma się dziesięć. Już wtedy, na początku, zrozumiałem, że na każdego klienta, który kupił zwykłą powieść albo tomik poezji, wypada dziesięciu kupujących nowości z nieboszczykiem albo na pół rozebraną, ponętną, przerażoną dziewczyną na okładce. Na kogoś, kto umiałby opanować ten rynek i sterować nim, czekały góry złota. Ale miałem dwadzieścia lat i ani pensa przy duszy. Stu innych, bogatych, sprytnych i przedsiębiorczych zajmowało się tym od dziesięcioleci. Pamiętasz nasz pierwszy sklepik? Kupowałem rozsypujące się książki i sklejałem je w nocy, a ty ze mną. Sprzedawali nam je po parę pensów mali chłopcy, a kupowali je inni chłopcy płacąc pensa lub dwa więcej… i zbierałem te pensy nie mówiąc ci, po co je zbieram. Bałem się, że będziesz protestowała, płakała, byłaś wtedy w ciąży, Ryszard miał przyjść na świat. A wszystko wydawało się takie niepewne. Byliśmy biedni. Jak mogłem ci powiedzieć, że chcę wydrukować moją pierwszą książkę zanim dziecko się urodzi?
  Szli bardzo powoli. Sara Quarendon milczała.
  - Chciałem zostać wydawcą, a nie miałem nawet szylinga na zapłacenie pierwszemu autorowi. Autora zresztą także nie miałem ani tej wymarzonej książki. A gdybym ich miał, nie miałbym dość pieniędzy na opłacenie papieru, drukarni i kogoś, kto zrobiłby dobrą okładkę… To dziwne, ale wiedziałem, jak ma wyglądać ta okładka, chociaż było to zupełnie bez sensu, skoro nie znałem treści książki… Wiedziałem też, jak ma się nazywać wydawnictwo. QUARENDON PRESS! Tak, Saro. Usypiając marzyłem o tym, że ta nazwa znana będzie nie tylko w Londynie, ale w Nowym Yorku, Toronto, Melbourne, Johannesburgu, wszędzie na świecie, gdzie ludzie czytają po angielsku… W końcu znalazłem autora i książkę, a twoja matka pożyczyła nam sto funtów, które odłożyła sobie na starość…

Joe Alex - Cicha jak ostatnie tchnienie. Wydawnictwo Elipsa, Warszawa 2005, s 9-10

6 komentarzy:

  1. Nie wolno. Ale o ileż łatwiej, gdy się ma lat dwadzieścia i wszystko przed sobą...
    Chociaż jak mówią: dum spiro, spero.
    Przyjemnie mi się czytało ten fragment, chyba poszukam całości :) Miłego dnia na przekór pogodzie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, o wiele łatwiej marzyć, gdy się jest bardzo młodym. Ale myślę, że warto zachować w sobie tę odrobinę marzeń także w późniejszym wieku, to umila i ułatwia codzienne zmagania.

      Miło mi, że zainteresował Cię ten fragment, lubię takie kryminały, jakie pisał Alex, bez potoków krwi, okrucieństwa i wulgarności, za to z zagadką do rozwiązania. Życzę Ci ciekawej lektury.
      Dziękuję za życzenia i Tobie także życzę miłej niedzieli! :)

      Usuń
  2. Zachęciłaś mnie tym fragmentem do poszukania tej książki Alexa - ma taki delikatny tytuł.
    Marzenia, żeby się spełniały trzeba po prostu marzyć....

    Pozdrawiam jeszcze nowo rocznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trzeba mieć marzenia, żeby się mogły spełnić.
      Cieszę się, że zachęciłam Cię do poszukania książki, wierzę, że lektura Cię nie zawiedzie. Dla mnie to jeden z lepszych kryminałów tego autora.

      Dziękuję i także Tobie życzę wszystkiego dobrego w nowym roku. :)

      Usuń
  3. A wiesz, że ja nie czytałam ani jednej książki tego autora, a to przecież klasyk. Może to dlatego, że kryminały nie goszczą u mnie często, a nawet goszczą bardzo rzadko. A marzyć warto w każdym wieku, choć za młodu przychodzi to jak oddychanie, a kiedy ma się tych wiosen nieco więcej trzeba się troszkę bardziej wysilić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba znaleźć w sobie chęć do wyjścia ponad otaczającą nas rzeczywistość. Z wiekiem pewnie coraz nam trudniej od niej się oderwać. Ale warto, na pewno!

      Joe Alex jest jednym z pierwszych autorów kryminalnych, z którym wiele lat temu zawarłam znajomość. Sporo lat nie czytałam go, a teraz mam czas powtórek po latach. :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...