niedziela, 22 listopada 2015

"Słońce świeci wszystkim"... Dzisiaj rano odeszła Monika Szwaja

Monika Szwaja (12 grudnia 1949 - 22 listopada 2015)

"Ja umiem zrobić mrówkę." Tak napisała o sobie Monika Szwaja.

Nie każdy pisarz musi marzyć o napisaniu Ulissesa... I Monika Szwaja o tym nie marzyła. Za to jej pozycja w świecie literatury kobiecej była nie do podważenia. Gdy otrzymałam dzisiaj sms od koleżanki z wiadomością o śmierci Moniki Szwai, zrobiło mi się smutno. Sięgnęłam do swoich notatek dotyczących książek w książkach, wypowiedzi pisarzy o książkach i czytaniu, wybrałam trzy...

M.: Czego oczekuje Pani po dobrej książce, myślę nie tylko o polskiej literaturze, ale i obcej?
 M.Sz.: Inteligencji, dystansu, poczucia humoru, mądrości, pięknego i żywego języka... same drobiazgi.

Taak, rzeczywiście, same drobiazgi...

Interesująca jest lista lektur, którą by stworzyła, gdyby miała na to wpływ...

M.: Jak Pani zdaniem powinna wyglądać dobra szkoła? Jakie pozycje umieściła by Pani na obowiązkowej szkolnej liście lektur?
 M.Sz.: To też pytanie na odpowiedź równą dwunastotomowej encyklopedii. Najważniejsze, żeby nauczyciele mieli dobre wykształcenie, dystans i brak kompleksów, a także szacunek i sympatię do swoich uczniów. A do szkolnych lektur zaliczyłabym - bez analizy literackiej, Boże broń - Kubusia Puchatka w przekładzie wyłącznie pani Tuwim, Alicję w krainie czarów w przekładzie Marianowicza, wiersze Brzechwy i Tuwima . Dla starszych (czyli już z analizą literacką) koniecznie Broniewskiego nierewolucyjnego, Eugeniusza Oniegina - Puszkina w przekładzie Tuwima (fragmentaryczny ale genialny), Mandelsztama i w ogóle sporo poezji, pod warunkiem, że nauczyciele nauczyliby się nie masakrować jej tak jak teraz. Z prozy koniecznie Kiplinga , oczywiście w tłumaczeniu Birkenmajera i mnóstwo innych klasyków. Dodatkowo Meissnera i Borchardta, żeby małolaty nabrały szacunku do pewnych postaw (w tym porządnej pracy). Wawrzyńca Żuławskiego z powodu oczywistych wartości. Och, dajcie mi szkołę, a ja ją urządzę!
To fragmenty wywiadu, którego Pani Szwaja udzieliła  28 maja 2004 roku Merlinowi [cały wywiad  jest  TUTAJ ]

Z okazji wydania książki Anioł w kapeluszu w roku 2013, portal Lubimy czytać poprosił Autorkę o odpowiedzi na wybrane pytania swoich czytelników...

Prowadzonemu przez panią wspólnie z kolegą wydawnictwu przyświeca dewiza: "Sol omnibus lucet" – „Słońce świeci wszystkim". Proszę wyjaśnić, co dokładnie miała pani na myśli?
Pat
 To Petroniusz miał na myśli, a ja za nim dopiero. Dla mnie jest to jedna z najpiękniejszych i najmądrzejszych myśli, jakie zostały wypowiedziane i, na szczęście, zapisane. Dewiza ta oznacza równość ludzi - dla wszystkich jednakowo świeci słońce na niebie. Dla biednych i bogatych, zdrowych i chorych, ładnych i brzydkich. Ergo: choćbyśmy byli w nieszczęściu, smutku i najczarniejszym dole (jak to się teraz mówi) - słońce świeci również dla nas.
Znam wielu ludzi, którzy swoim życiem udowadniają mądrość tego powiedzenia. Mając dla siebie niewiele życia i tego słońca - potrafią wykorzystać każdy jego okruszek.
[cały wywiad jest  TUTAJ ]

I jeszcze jeden fragment, tym razem zaczerpnięty ze strony Moniki Szwai...
Dużo w moich powieściach jest uśmiechu i śmiechu, wiele pogody i wielu dobrych, życzliwych ludzi. Podobno to źle. W Prawdziwej Literaturze nie ma happy endów. Jeden kolega, sam piszący tak właśnie radził mi przerobić Nudziarę – dorobić jej złe zakończenie. Niech to wszystko, co się tak ładnie wyklarowało, okaże się wymysłem głównej bohaterki, niech sama zje te śledzie, co je przygotowała na Wigilię. Wtedy – powiedział kolega jak najbardziej życzliwie – to będzie Prawdziwa Literatura.
Oczywiście, nic nie zmieniłam. Ja wiem, że aby zostać Artystą, nie powinno się śmiać. Życie bowiem wcale śmieszne nie jest. Moi koledzy, którzy śmiech dawkują oszczędnie, robią filmy smutne i ponure, a potem celebrują ich premiery – są Artystami. Ja nie. Ja jestem rzemieślnikiem telewizyjnym i mogę sobie być spokojnie rzemieślnikiem literackim. Chciałabym, żeby moje książki – tak jak mnie pomogły przetrwać złe chwile – pomogły znieść różne smuteczki życiowe moim Czytelniczkom. I Czytelnikom też; wiem o różnych Prawdziwych Mężczyznach w wieku od dziewiętnastu do siedemdziesięciu kilku lat, którzy Nudziarę przeczytali i teraz twierdzą, że z przyjemnością.

To może jest tak, jak w tej piosence Młynarskiego o dwóch artystach, z których jeden jest tuz i koryfeusz, a drugi umie zrobić mrówkę. Ja umiem zrobić mrówkę.

[Cały tekst "Monika o Monice" jest TUTAJ

niedziela, 15 listopada 2015

Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę...

Wróciła do książki. Edmunda Dantesa właśnie zrzucono ze skarpy w worku z kulą armatnią przywiązaną do stóp jako balast, bo strażnicy sądzili, że były to zwłoki zmarłego księdza, staruszka. "Morze jest cmentarzem zamku If", czytała zachłannie. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie, pomyślała, i przeszła do następnej strony, gdzie zaczynał się kolejny rozdział. "Dantes oszołomiony, niemal duszony, miał jednak na tyle przytomności umysłu, żeby wstrzymać oddech...". Do licha. Oby mu się udało wypłynąć, żeby potem wrócił do Marsylii i odzyskał swój statek, i zemścił się na wszystkich trzech sukinsynach, swoich kumplach, którzy tak podle go sprzedali. Teresa nigdy nie przypuszczała, że książka może tak całkowicie pochłonąć uwagę; teraz marzyła tylko o tym, żeby wszyscy dali jej święty spokój, żeby mogła wrócić do lektury, na zaznaczoną stronę, tam gdzie jest zakładka, gdzie przerwała czytanie.
Patricia dała jej tę książkę, a wcześniej wiele mówiła o czytaniu, kiedy Teresa dziwiła się, że ona tak dużo czasu spędza nad stronami swoich książek, że tyle rzeczy pakuje sobie do głowy i woli to od seriali - Teresa uwielbiała seriale meksykańskie, przypominały jej, rodzinne strony - od filmów i teleturniejów, tłumnie oglądanych w sali telewizyjnej przez inne więźniarki. Książki są bramą, przez którą wychodzisz na ulicę, mówiła Patricia. Dzięki nim uczysz się, mądrzejesz, podróżujesz, marzysz, wyobrażasz sobie, przeżywasz losy innych, swoje życie mnożysz razy tysiąc. Ciekawe, czy ktoś da ci więcej za tak niewiele. Pomagają też odpędzić różne złe rzeczy - samotność, upiory i tym podobne gówna. Czasem się zastanawiam, jak możecie znieść to wszystko wy, które nie czytacie. Nigdy nie powiedziała: przeczytaj to, weź to, weź tamto, czekała, żeby Teresa sama się zdecydowała, choć czasem widziała, jak ta przygląda się tym dwudziestu, trzydziestu książkom, które często się zmieniały, trochę pochodziło z biblioteki więziennej, inne przysyłali jej przyjaciele i krewni, a jeszcze inne zamawiała sobie u koleżanek wychodzących na wolność czy na przepustkę. Wreszcie któregoś dnia Teresa powiedziała: chciałabym przeczytać jakąś książkę, bo nigdy wcześniej tego nie robiłam. Miała w rękach Czulą jest noc, czy jakiś podobny tytuł, który zwrócił jej uwagę, bo brzmiał strasznie romantycznie, a na okładce był ładny obrazek z elegancką dziewczyną w kapeluszu, w stylu „bogata panienka z lat dwudziestych". Ale Patricia pokręciła głową, zabrała jej książkę z rąk i powiedziała: zaczekaj, na wszystko przyjdzie czas, najpierw przeczytaj coś, co ci się bardziej spodoba. I następnego dnia poszły do biblioteki więziennej i poprosiły Marcelę Króliczek, prowadzącą bibliotekę - Króliczek to było przezwisko: wlała swojej teściowej ług tej właśnie marki do butelki po winie - o wypożyczenie książki, którą Teresa właśnie wzięła do ręki. To jest o więźniu, takim jak my, wyjaśniła jej Patricia, widząc jej zmartwioną minę, że ma przeczytać takie opasłe tomisko. I popatrz, kolekcja jakaś tam, wydawnictwo Porrua, Meksyk. Przywędrowała tu z daleka, tak samo jak ty. Jesteście sobie przeznaczone. [...]

Arturo Pérez-Reverte - Królowa Południa. Wydawnictwo MUZA, Warszawa 2003, 552 s., przekład Joanny Karasek

czwartek, 12 listopada 2015

Czytanie daje wiedzę...

Hector Darby podszedł bliżej, z twarzą zniekształconą przez szkło podniesionego do ust kieliszka. Wychylił jego zawartość, po czym nakazał:

- Rozejrzyj się dokoła i powiedz mi, co widzisz.
- Salon.
- A w tym salonie?
- Książki i...
- O czym one są?
- Nie wiem. Żadnej nie czytałem.
- To może od razu wszystkie przeczytasz i wtedy mi powiesz?
- Jest ich za dużo. - Daniel zamrugał, nie pojmując, ku czemu zmierza ta rozmowa. 
W dziwacznej brodzie Darby'ego zarysowała się szczelina brzydkiego uśmiechu.
- A zatem nie potrafisz stwierdzić, o czym są te książki, ponieważ jest ich za dużo. Utrzymujesz natomiast, że zdołałeś dokonać całościowej lektury rzeczywistości, choć pod względem bogactwa znaczeń nieskończenie przewyższa ona moją skromną bibliotekę. - Darby zawrócił w stronę barku i ponownie napełnił swój kieliszek. - Widzisz, Danielu, ja czytałem te książki i mogę ci powiedzieć, co z nich wynika. - Pociągnął kolejny łyk. - A
wynika z nich, co następuje: nie ma rzeczy niemożliwych.
- Tak uważają osoby wierzące - odparł Daniel z wyraźnym lekceważeniem w głosie. - Powinienem był się domyślić, że i wy do nich należycie...
Darby zastygł, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem.
- Jesteś, z tego co widzę, młodzieńczo bezrefleksyjny, Danielu.
- Czy tak określa pan ludzi niewierzących? - wybuchnął Daniel.
- Tak określam ludzi głupich.
- Pan Kean nas nie zna, Hectorze - odezwała się spod okna dziewczyna. W jej głosie brzmiał wyrzut. Siedziała teraz na marmurowym parapecie, wciąż wyglądając na zewnątrz, a jej obrysowana słonecznym blaskiem sylwetka przypominała rzeźbę. - Poza tym, w zaistniałej sytuacji, mógłbyś mu chyba oszczędzić swoich ironicznych uwag.
- Przepraszam - uśmiechnął się Darby. - Ale powinieneś czasem pomyśleć, Danielu, zanim się odezwiesz. Bez urazy. Maya, owszem, jest wierząca, ja natomiast nie. Nigdy nie byłem i nigdy nie będę - oświadczył z mocą, tonem, który pozwolił się Danielowi domyślić, że to temat dla niego szczególny.
- W takim razie kim pan jest?
- Jestem po prostu dziwakiem - odparł z powagą Darby. - Jak zauważyłeś, zbieram i czytam książki. Każdy, kto czyta, staje się dziwakiem. Czytanie daje wiedzę, a ponieważ wokół dominuje raczej ignorancja, wiedza oznacza dziwactwo.


José Carlos Somoza - Klucz do otchłani. Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2009, s. 56, przełożyła Barbara Jaroszuk

czwartek, 5 listopada 2015

Szelestem kartek...

Szelestem kartek
Można się upić do dna
Zapachem druku
Legalnie uzależnić

Pragnąc spełnienia marzeń



Marta Świć - [...]. W: a jednak... lecę. Towarzystwo Miłośników Podlasia. Biała Podlaska 2015, s. 11

środa, 4 listopada 2015

Chłonęła je, rozkoszując się każdym zapisanym w nich słowem...

Światło pracowni zawsze było nasycone i czyste, nawet wtedy, gdy słońce przestawało zaglądać do środka przez okna i chowało się za węgłem domu. Pomieszczenie zdawało się promieniować nawet w nocy, kiedy nad wzgórzami i przycupniętą między nimi doliną zapadała ciemność, przykrywając wszystko miękkim całunem szarości i wyciszenia.
To tutaj pani Lu nauczyła Josephine czytać. Tu przynosiła z biblioteki książki z wytłoczonymi złotymi literami nazwiskami ich autorów: Coopera, Dumasa, Dickensa, Poego. Ich okładki były powyginane, kartki pokryte ciemnymi plamami pleśni, ale Josephine zawsze dotykała ich z szacunkiem, upewniwszy się najpierw, że ma czyste ręce. Chłonęła je, rozkoszując się każdym zapisanym w nich słowem, swym kolejnym małym zwycięstwem. I sama pisała litery, starannie odwzorowywała ich kształty na kartkach papieru, które zaraz potem wrzucała do ognia. Kilka takich sekretnych kartek jednak zachowała i przemyciła pod spódnicą do swojego pokoju na poddaszu.
- Tylko ani słowa panu - powtarzała szeptem dziedziczka. - Obie miałybyśmy poważne kłopoty.

Tara Conklin - Służąca, Świat Książki, Warszawa 2015, s. 52, przekład: Justyna i Sławomir Studniarz

wtorek, 3 listopada 2015

Straszne wierszyki


Gdy liście zwarzy chłód listopada
i wiatr za oknem szaleje dziki,
zapuszczam story, przy stole siadam
i wtedy piszę straszne wierszyki.

Zegar dwunastą wybija właśnie,
na schodach słychać rozgardiasz głuchy:
To idą do mnie, gdy światło zgaśnie,
strachy, upiory, wiedźmy i duchy.

Trochę opuszcza mnie już odwaga,
aby przyjmować gości tak srogich:
W szybę mi puka znów Baba-Jaga,
z kąta diabelskie wystają rogi.

Świt ich przepędza w nieznane strony,
więc w tę wizytę sam już nie wierzę,
ale ślad przecież pozostał po nich:
kompres na głowie, wiersz na papierze!

Włodzimierz Ścisłowski: Straszne wierszyki. W: Straszne wierszyki. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987, s. 5

niedziela, 1 listopada 2015

mocowanie się z myślami

tłumaczyłam sobie że takie jest życie
jeszcze nie przywykłam
ale staram się zachowywać normalnie

powietrze uboższe w tlen
o kilka palących się zniczy
płytko oddycham

nie potrafię pogodzić się ze świadomością
że ziemia jest Ci bliższa

Joanna Danuta Bieleń: Mocowanie się z myślami. W: : Słowa skierowane do najbliższego Boga. FDF, Warszawa 2014, s. 21
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...