piątek, 18 września 2015

Książki to fajna rzecz...

  Przyjrzał mi się dociekliwie i pokiwał z uznaniem głową. 
  - Ale pistolet to ty jesteś. Na dziurawym kajaku puścić się na takie jezioro, ho, ho... Ciekawy z ciebie chłopiec. Uciekasz z domu, a zabierasz ze sobą książki. 
  - Nie uciekłem - syknąłem przez zaciśnięte zęby. 
  - Dobra, dobra. Przede mną nie musisz się tłumaczyć. 
  - Jak pan nie wierzy, to trudno. A książki... to moje ulubione. Lubię czytać. 
  - A ja z książkami na bakier. Czasem przerzucę jakiś kryminał albo coś o wojnie... Wolę życie, takie na co dzień, prawdziwe. Z życia więcej się możesz nauczyć. I do kina lubię chodzić, bo tam przynajmniej widać, co się dzieje. 
  - Książki to zupełnie co innego. 
  - Rozumiem. 
  - W książkach też jest prawdziwe życie. Czasem, kiedy czytam książkę, zdaje mi się, że to ja ją napisałem. Kiedyś, dawno, może wtedy, kiedy mnie jeszcze nie było. 
  - Filozof z ciebie. 
  - Tak tylko sobie wyobrażam. Przeczytam książkę, a potem się zastanawiam, jak to właściwie jest; czy to prawda, czy zmyślenie. Książki to fajna rzecz. 
  - No, no, widzę, żeś uczony w piśmie. I nie nosisz głowy od parady. A teraz co ostatnio czytałeś? 
  - „Wojnę trojańską" Parandowskiego i „Odyseję". 
  - To o Indianach? 
  Parsknąłem i nagle głupio mi się zrobiło, bo myślałem, że ten człowiek nie miał przecież obowiązku czytać „Odysei". Tamten opuścił lekko głowę, jakby się zakłopotał, ale wnet zmieszanie pokrył uśmiechem. 
  - Widzisz, nie jestem tęgi w lekturze. Niełatwe miałem życie i, tak szczerze mówiąc, wołałem łowić ryby albo jeździć na łyżwach. Od dziecka nosiło mnie i nosiło. Do książek trzeba mieć cierpliwość, a ja jestem w gorącej wodzie kąpany. 
  - „Odyseja" to o starożytnych Grekach. 
  - Wieczne odpoczywanie racz im dać, Panie - zażartował. - Mnie ciekawi to, co jest dziś, co mnie otacza, czym żyję. 
  - Gdyby pan przeczytał, toby się panu na pewno spodobała. Bohaterem jest król Itaki, Odys, który walczył pod Troją.
  - O Troi to nawet jakiś film widziałem. Pamiętam, że na koniec wprowadzono w mury miasta drewnianego konia, a w tym koniu byli ukryci żołnierze. Nawet mi się to podobało. No i co z tym Odysem? 
  - Dziesięć lat walczył pod Troją, a potem dziesięć błądził po morzach i różnych krainach i miał fantastyczne przygody. A na Itace czekał na Odysa jego jedyny syn, Telemach. 
  - I nie mógł się doczekać. - Wstał. Widocznie znudziło go moje opowiadanie, a mnie zrobiło się żal, że nie chciał mnie do końca wysłuchać. Bo dziwnie lubiłem ten fragment opowieści o Odyseuszu. 

Adam Bahdaj: Telemach w dżinsach. KAW, Warszawa 1985, s. 18-19

niedziela, 13 września 2015

Odkładam na półkę gruby tom, jak pustą fiolkę...

(TP nr 3, 20 I 1985)

RELANIUM

Od najmłodszych lat, kiedy przeżywam trudny okres i za wszelką cenę chcę się uwolnić od pogmatwanych, mrocznych, obsesyjnych myśli sięgam po środek uspokajając. Tym, czym dla innych jest relanium, dla mnie są powieści Sienkiewicza. Znane nieomal na pamięć, sentymentalno-swojskie, łatwe - zawsze potrafią zwolnić obroty wiatraka kręcącego się w mózgu. Za każdym razem wydobywam z nich inny wątek, który na parę godzin przykuwa moją uwagę.

Ponieważ trudne okresy ostatnio zdarzały się dość często, Trylogię i Krzyżaków miałam przeczytane na świeżo, postanowiłam więc wrócić do najmniej może lubianego Quo vadis. Nasz czcigodny noblista, dobrotliwy mag mojego dzieciństwa, nie zawiódł; relanium podziałało.

Tym razem na pierwszy plan wysunął się nie Petroniusz i jego gemmy, nie krwisty Chilon Chilonides, lecz obraz ginącego Rzymu. Potęgi, która jeszcze trwa i jest groźna, ale której miotanie się coraz bardziej przypomina konwulsje. Systemu, w którym zawiodła ideologia i nie fascynuje już nikogo poza granicami wielkiego imperium i nie motywuje wewnętrznie działań jego twórców. Jedynym spoiwem pozostał strach przed porażonym lękiem imperatorem, tępe posłuszeństwo pretorianów i przelotne sojusze zwaśnionych patrycjuszy, którzy bronią już tylko swoich insul i miejsca w przedsionku Palatynu.

Odkładam na półkę gruby tom, jak pustą fiolkę, i przygotowuję sobie następną. Może Ogniem i mieczem?


Ewa Szumańska: Pięć lat. [Przedruk felietonów z Tygodnika Powszechnego z lat 1982-1987], Warszawa: Niezależna Oficyna Wydawnicza 1989, s. 45

piątek, 4 września 2015

Teksty Agnieszki są sprzęgnięte z jej nazwiskiem

Teksty Agnieszki są sprzęgnięte z jej nazwiskiem. Nawet wtedy, gdy Tadeusz Różewicz, ekspert od miksowania gatunków, osadzi w swoim wierszu pod tytułem Czytanie książek kilka zmodyfikowanych wersów zasłyszanego przeboju, pomijając nazwisko autora, wiemy, o kim mowa.

Wracam do listopada 1978
czytam dalej Walkę o treść
Irzykowskiego
"...zgon realizmu uważa się za rzecz,
która się rozumie sama przez się [...]"
jednak rację miał Irzykowski
nie Witkacy
pomyślałem i poszedłem
wyrzucić śmieci
włączyłem radio
słuchałem dziwnych (?)
słów współczesnej polskiej piosenki
"...wyłączy nam prąd wykidajło
pchajmy więc taczki obłędu
jak Bajron"

Ula Ryciak: Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015, s. 218

===

A to cały wiersz Tadeusza Różewicza, przywołany przez Ulę Ryciak:

Tadeusz Różewicz - Czytanie książek

Ja niżej podpisany                
Tadeusz
Syn Władysława i Stefanii
urodzony w roku 1921
w mieście Radomsku

obudziłem się ze słońcem
miałem uczucie że zbliża się
do mnie poezja
ale to było złudzenie
(poezja zakryła oblicze)
zjadłem płatki owsiane
ogoliłem się
patrząc w lustro
pomyślałem "no tak"
poszedłem po gazetę
jest 5 listopada 1978
"jak ten czas leci"
jest już lipiec `84
wieczór godzina 20.00
od rana pada deszcz
za oknem szum i plusk
czytam o Dostojewskim
(okrutny talent)
przerywam czytanie
patrzę na drzewa
myślę o wieczności

jak ten czas leci

Wracam do listopada 1978
czytam dalej Walkę o treść
Irzykowskiego
...zgon realizmu uważa się za rzecz,
która się rozumie sama przez się(...)
jednak rację miał Irzykowski
nie Witkacy
pomyślałem i poszedłem
wyrzucić śmieci
włączyłem radio
słuchałem dziwnych (?)
słów współczesnej piosenki
wyłączy nam prąd wykidajło
pchajmy więc taczki obłędu
jak bajron

coraz częściej nie kończę wierszy
opowiadań listów
nie skończyłem listu do Wirpszy
dowiedziałem się że umarł
napisałem kartkę do Zbyszka
wysłałem bez adresu
zwrócono mi
Zbyszek uśmiecha się jeszcze
ale jego Żona płacze
i mówi że
nie może mówić

19 maja 1988 roku
byłem w Buczkowicach
u Stanisława Gębali
właśnie zegar na kościelnej wieży
wybił godzinę dwunastą
Głos Rembrandta (z książki którą zamknąłem):
Zostań w domu
- mówił do młodego artysty,
który chciał jechać w świat -
zostań w domu. Życia nie starczy
na poznanie cudów, jakie
się tam znajdują...
na otwartym zeszycie drżą
cienie gałęzi
jabłonka przekwita
płatki opadają na stolik
na trawę na książkę

Tadeusz Różewicz: Czytanie książek. W: Płaskorzeźba. Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1991, 136 s.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...