piątek, 29 maja 2015

Nie czyta się bezkarnie bzdur...

  Były to czasy upadku dawnej powieści klasycznej, która z Klelii* stała się tylko Lodoiską*, zawsze szlachetna ale coraz bardziej wulgarna, a stoczywszy się od panny de Scudéry do pani Barthélemy-Hadot i od pani de Lafayette do pani Burnon-Malarme*, rozpalała tkliwe serca stróżek paryskich i czyniła nawet pewne spustoszenia na przedmieściach. Pani Thénardier miała akurat tyle inteligencji, aby rozczytywać się w tego rodzaju książkach. Karmiła się nimi; topiła w nich cały swój zdrowy rozsądek; dlatego to kiedy była bardzo młoda, a nawet nieco później, wydawała się zawsze zamyślona przy boku męża, hultaja obdarzonego pewną dożą inteligencji, rozpustnika niepozbawionego wykształcenia, człowieka gruboskórnego i przebiegłego zarazem, który rozczytywał się w powieściach Pigault-Lebruna, ale we wszystkim, "co się tyczy płci", jak zwykł był mawiać w swoim żargonie, by skończonym chamem. Żona była młodsza od Thénardiera o jakieś dwanaście czy piętnaście lat. Z czasem, kiedy romantycznie rozpuszczone włosy zaczęły siwieć i Pamela* przemieniła się w Megierę, Thénardierowa stała się już tylko grubą i złą kobietą, która nałykała się głupich romansideł. Nie czyta się bezkarnie bzdur. Skutek tej lektury był taki, że starsza jej córka miała na imię Eponina. Młodsza, biedaczka, omal nie została Gulnarą. Powieści Ducray-Duminila*, która szczęśliwie odwróciła uwagę jej matki, zawdzięczała, że nazwaną ją tylko Anzelmą.


* Klelia - bardzo popularna w swoim czasie powieść pisarki francuskiej Madeleine de Scudéry (1607-1701) o naiwnej sentymentalnej akcji (dziejącej się w Polsce).

* Lodoiska - bardzo popularna w swoim czasie komedia bohaterska w trzech aktach, libretto Fillette-Loreau, muzyka Cherubiniego.

* Marie-Adélaide Barthélemy-Hadot (1763-1821) i Charlotte de Bournon-Malarme (1753-1830) - powieścioisarki francuskie, autorki bardzo płodne, ale pozbawione talentu. Marie Madeleine de Lafayette (1634-1693) - powieściopisarka francuska, autorka głośnej powieści psychologicznej Księżna de Clèves (La Princesse de Clèves). 

* Pamela - bohaterka sentymentalnej i bardzo popularnej w swoim czasie powieści pisarza angielskiego Richardsona (1689-1761)

* François-Guillaume Ducray-Duminil (1761-1819) - popularny w swoim czasie pisarz francuski, autor licznych powieści, łączył awanturniczą akcję swoich utworów z romantyczną nastrojowością.


Wiktor Hugo: Nędznicy. Tom 1. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, s. 207-208, przypisy s. 544-545, przełożyła Krystyna Byczewska

I oto starość, Justyno, gotowy rozdział, Pani Eliza już go nie napisze...

Podczas rozmowy o Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej Ada przypomniała mi o tym tekście Czesława Miłosza...


Czesław Miłosz - Rozbieranie Justyny

Wypaliły się dawno świece, Justyno.
Inni ludzie chodzą po twoich nadniemeńskich ścieżkach. A
ja wstępuję w związek z tobą prawie miłosny, Dotykając
twego ciężkiego, czarnego warkocza,
Który właśnie rozpuszczasz, ważąc w dłoni
Twoje obfite, na pewno, piersi, patrząc w lustrze
Na twoje szare oczy i bardzo czerwone wargi.
Jesteś duża i silna, szerokie plecy.
Dwudziestoczteroletnia, nie lubisz kiedy mówią
Do ciebie: panienko. Sny masz wyraziste.
Nie musisz się mnie wstydzić, jestem z tej epoki,
Która będzie nazwana bezwstydną. Pani Orzeszkowa
Zatrzymywała pióro. Romans twój z kuzynem
Zostawiony domysłom, krwi płynienie,
Plamy na prześcieradle, przemilczane.
Choć dla mnie twoja cielesność, Justyno,
Jest ważna, masz pojawić się zupełna,
Żeby twoja duma, gniewna prawość,
Jaśniały zadziwiając: skąd się biorą?
Jakie dialogi toczy ciało z duszą?
W twoim kraju dobro i zło mierzono Mogiłą.
Kto dochowa wierności, kto nie dochowa.
(Inaczej, wprowadzano znaczną korekturę
W zawsze niejasne chęci i motywy.)
Nie da się tej powieści streścić cudzoziemcom.
Dla nich ty jesteś jedynie dziewoja
Równość stanową głosząca u Georges Sand.
I oto starość, Justyno, gotowy
Rozdział, Pani Eliza już go nie napisze.

Urodziłaś synów i córki. Dorosły wnuki.
Opierasz ręce na sękatym kiju, matka rodu.
Ostatnia z twoich krewnych i rówieśnych.
W pylnym śniegu widzisz sanie, konwój sań,
Słyszysz krzyki żołnierzy, lament kobiet.
I wiesz, przeczuwasz, jak wygląda koniec
Jednej ziemskiej ojczyzny. Już nigdy echo
Pieśni na Niemnie śpiewanej, lotów jaskółek,
Nigdy owocobrania w zaściankowych sadach.
Zatrzaskują się, jedna po drugiej, sztaby wagonów.
Uwożą ciebie dawnym szlakiem w kraj mordu i mroku.

Choć nigdy ciebie nie było, zapalmy świece
Tutaj w pracowni, czy nawet w naszym kościele.

I wosk spływa soplami, i ludy handlują, i wieloryby pląsają koło Lahaina, i niewdzięczne pokolenia wznoszą sobie domy, i francuscy policjanci dostali nowe peleryny, i słońce jeszcze raz wschodzi i...

czwartek, 28 maja 2015

Codziennie, do późna, Teresa czytywała głośno powieści...

   Wcale co innego działo się w sypialni pani Emilii. Błękitny ten pokój błękitna lampa, u sufitu zwisająca, co nocy napełniała światłem, do księżycowego bardzo podobnym. Oprócz tej lampy do późna zwykle paliła się tam jeszcze jedna, tuż przy łóżku pani Emilii umieszczona i czytającej Teresie przyświecająca. Codziennie, do późna, Teresa czytywała głośno powieści, pamiętniki, podróże w trzech językach pisane, bo ta mizerna, podstarzała panna, z twarzą przypominającą uwiędłą różę i chorobliwie erotycznym wyrazem ust i oczu, wcale dobrze znała trzy obce języki. Tej nocy książką, którą czytały, była podróż po Egipcie*. Tyle naczytały się razem o wszystkich krajach Europy, że od jakiegoś czasu powędrowały już dalej, do innych części świata. Egipt podobał się pani Emilii do tego stopnia, że obudził w niej uczucie niewysłowionej tęsknoty. Wszystko, co o nim czytała, było tak nowym, uderzającym wyobraźnię, ponętnym. Czemuż nie urodziła się w Egipcie?

* Na podstawie tych ani późniejszych informacji nie da się ustalić, o jaką (czyją) relację z podróży do Egiptu chodzi.

Eliza Orzeszkowa: Nad Niemnem. Tom 2. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wroclaw-Warszawa-Kraków 2009, s. 47-48

sobota, 23 maja 2015

Dożywotnia wierność najmilszej lekturze...

   Istnieją lektury, szczególnie te nader ważne, istotne, wczesne, z okresu młodości i niepowtarzalnej już potem chłonności wyobraźni, dla której wszystko prawie jest pierwsze, które pozostają na całe życie źródłem fascynacji. Dla mnie były to: Faust i Odyseja. Ale to wcale nie znaczy, że do tych wielkich fascynacji pragnie się wciąż powracać. Wystarczy świadomość, że są, istnieją nie opodal, ciągle ważne, żywe, jakiś model czy wzór służący do porównań czy ocen. Natomiast obok tamtych każdy z nas ma ulubione książki, które aczkolwiek nie są przedmiotem aż niemal kultu czy przynajmniej zachwytu, służą jednak jako lektury najmilsze, te, do których sięgamy i kiedy mamy okazję do radości, i kiedy trzeba nam uspokojenia, tak jak zażywamy środek przeciw bólowi.
   Otóż na pierwszym miejscu wśród tych najmilszych książek, do których sięgam wciąż z jednakową satysfakcją, których całe fragmenty znam na pamięć, a wiele z nich posłużyło do utworzenia czegoś w rodzaju szyfru czy gwary, czegoś, co przypomina mówienie na przykład tak zwanym wiechem, w pojęciu warszawskiego slangu, czy jakimś z dzieciństwa zapamiętanymi myślowym skrótem porozumiewawczym - umieściłem Klub Pickwicka Karola Dickensa. Wieczne źródło radości i pogody. Dożywotnia wierność tej najmilszej lekturze wraz z nieodłącznym jej składnikiem, jakimi są ryciny Phiza.

Andrzej Kuśniewicz: Moja historia literatury. Państwowy Instytut Wydawniczy 1980, s. 153

"Who are you, you rascal?" said the captain, administering several pokes to Mr. Pickwick's body with the thick stick. "What's your name?" by Phiz (Hablot K. Browne). Household Edition (1874) of Dickens's Pickwick Papers, p. 113. Engraved by Wentworth

[Rycina Phiza wraz z podpisem pochodzi ze strony victorianweb.org ]

sobota, 2 maja 2015

Poznawać miasto przez książki, jakie w nim sprzedają

  Gregorius pozostał długo w antykwariacie. Poznawać miasto przez książki, jakie w nim sprzedają - zawsze tak robił. Pierwszą zagraniczną podróż w czasach studenckich odbył do Londynu. Na promie w drodze powrotnej do Calais uświadomił sobie, że w ciągu trzech dni poza schroniskiem młodzieżowym, Muzeum Brytyjskim i licznymi księgarniami nie zobaczył prawie wcale miasta. Przecież te same książki mogły równie dobrze stać gdzie indziej! - mówili ludzie, kręcąc głową i zdumiewając się, ile stracił. Tak, ale w rzeczywistości nie stoją gdzie indziej - odpowiadał Gregorius.
  I oto stał przed sięgającymi sufitu regałami z portugalskimi książkami, których właściwie nie mógł przeczytać, i czuł, jak nawiązuje łączność z miastem.

Pascal Mercier: "Nocny pociąg do Lizbony". Oficyna Literacka Noir sur Blanc, Warszawa 2008, s. 65, tłumaczyła Magdalena Jatowska
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...