sobota, 28 lutego 2015

miasto nie jest miastem, jeśli nie ma w nim księgarni...

Główna ulica, na której się znajdowali, sprawiała miłe wrażenie nawet w nocy i wyglądała staroświecko w najlepszym znaczeniu tego słowa - jakby od stu lat ludzie dbali o tę ulicę i nie chcieli tracić niczego, co polubili. 
Hinzelmann wskazał kolejno dwie tutejsze restauracje (niemiecką i drugą, którą opisał jako "Grecką, norweską, wszystkiego po trosze i bułeczka przy każdym talerzu"), a także piekarnię i księgarnię ("Zawsze powtarzam, że miasto nie jest miastem, jeśli nie ma w nim księgarni. Może nazywać się miastem, ale bez księgarni nikogo nie nabierze"). Zwolnił przejeżdżając obok biblioteki, by Cień mógł przyjrzeć się jej bliżej. Nad drzwiami migotały stare lampy gazowe - Hinzelmann pokazał mu je z dumą.
 - Ufundował ją w latach siedemdziesiątych dziewiętnastego wieku John Hennig, miejscowy baron drzewny. Chciał ją nzazwać Biblioteką Henniga, lecz po jego śmierci ludzie zaczęli mówić Biblioteka Lakeside i pozostanie już nią do końca swoich dni. Czyż to nie cudo? - W jego głosie pobrzmiewała duma, zupełnie jakby sam zbudował cały gmach. Budynek skojarzył się Cieniowi z zamkiem i Cień powiedział to głośno.
 - Zgadza się - przytaknął Hinzelmann. - Wieżyczki i tak dalej. Hennig chciał, żeby to tak wyglądało. Wewnątrz wciąż są stare sosnowe regały. Miriam Schultz chce wszystko wywalić i unowocześnić, ale wciągnięto je do rejestru zabytków i nic nie może na to poradzić.

Neil Gaiman: Amerykańscy bogowie. Wydawnictwo MAG, Warszawa 2007, s. 193, przełożyła Paulina Braiter

czwartek, 26 lutego 2015

Kiermasz książek

Czasami w maju dzień się zdarza,
gdy Bóg jest dobry dla pisarza,
gdy – mówiąc krótko bez osłonek –
przy n i m
ustawia się
ogonek.

Cóż to za radość, gdy kolejka
dłuższa niż nawet do Machejka,
a panny o okrągłych biodrach
przymilnie proszą o autograf!
On dziś idolem dla nich wszystkich...
On dziś – Połomski!
Ba – Olbrychski!

Omal nie wzleci nad fotelem,
kiedy wyznaniem go zaszczycą:
"Ach, Pan jest moim wielbicielem!"
Lub
"Jestem Pana ulubienicą!"

Wtedy pomimo strasznej buzi
pisze "Uroczej pannie Zuzi..."
i taką pychą przy tym tryska
jak najważniejsze spośród stworzeń...

Chociaż przecież – intelektualista,
albo i jeszcze gorzej.

Marian Załucki: Kiermasz książek. W: Kpiny i kpinki. Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1985, s. 366

niedziela, 22 lutego 2015

Dante i Virginia Woolf zostali oszczędzeni...

Następnie wchodzimy do drugiego pomieszczenia, gdzie są przechowywane książki z jej [Karen Blixen - przypisek paren] biblioteki, z krótkimi adnotacjami na marginesach, niedotyczącymi jednak literatury, lecz życia codziennego. Na odwrocie okładki książki Ernesta Hemingwaya Słońce też wschodzi wypisała listę dań: omlet, risotto, makaron... Z pewnością nie był to wyraz lekceważenia. Ten amerykański pisarz towarzyszył jej mężowi w safari, a kiedy w roku 1954 przyznano mu Nagrodę Nobla, publicznie oświadczył, że to ona powinna była ją otrzymać. Sprawiło jej to wielką przyjemność, zrekompensowało rozczarowanie brakiem uznania. Ozdobiła też Faulknera - na jednym z dwóch wydań Requiem dla zakonnicy spisała listę drzew do posadzenia w ogrodzie. Dante i Virginia Woolf zostali oszczędzeni. Karen fascynowała Grupa Bloomsbury. Widzę francuskie wydanie Harfy traw Trumana Capote'a, którego poznała w czasie triumfalnego objazdu z odczytami po Ameryce. Piękny jest ilustrowany tom Piotrusia Pana, bardzo zaczytany...

Sandra Petrignani: Domy pisarek. Podróż sentymentalna do domów, w których mieszkały. Karen Blixen w Rundstedlund. Wydawnictwo Książkowe Twój Styl, Warszawa 2004, s. 160, przełożyła Hanna Cieśla

środa, 18 lutego 2015

Widokówka z tego świata

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie,
z którego mam za darmo rozległe widoki:
gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie
tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową
ta sama mroźna próżnia
milczy swą nałogową
odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie.
Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej.
Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie
palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok.
Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie
słychać, co można widzieć,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili
dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki;
choć jak ją nazwą, co będą mówili
o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę
geologiczną, stojąc
na naszym próchnie, łgarstwie,
niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją
własną mieszankę śmiecia i rozpaczy -
nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija
kolejny stopień, rosnący pod stopą.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija
czas - i czy czas coś znaczy,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele,
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki
śmierci lub dożywocia - co niewiele
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy,
a jednak ta lektura
wciąga mnie, niedorzeczny
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która
swój mętny finał poznać mi pozwoli
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz
z moim bólem - jak boli
Ciebie Twój człowiek.


Stanisław Barańczak - Widokówka z tego świata, 1988

niedziela, 15 lutego 2015

Tam jest dom mój, gdzie książki moje...

Biblioteki publiczne nie są po to, by zastępować zbiory prywatne. Są po to, aby w nich czytać książki niedostępne, czy wyczerpane, książki, których posiadanie przekracza potrzeby, czy możliwości, albo zainteresowania czytelnika. Książki miłe sercu i rozumowi należy mieć na własność, by móc witać się z nimi i widywać kilka razy na tydzień, wyjmować je z półek, brać do rąk, wertować, przerzucać oczami, czytać znowu, za każdym razem inaczej. Nie trzeba mieć księgozbiorów idących w setki pozycji, wystarczy mieć sto książek, nawet pięćdziesiąt, ale szczególnych, swoich. Kto nie ma pięćdziesięciu własnych książek, jest człowiekiem niedocywilizowanym.
Nie ma piękniejszej dekoracji pokoju, niż rząd własnych książek, nie ma milszego mebla, niż półka z książkami, nie ma przyjaciół wierniejszych, nie ma spowiedników bardziej cierpliwych, nie ma bardziej oddanych kompanów w chwilach choroby, czy bezsenności, czy samotności, niż książki. Tam jest dom mój, gdzie książki moje, w nich różnica między hotelowym pokojem a mieszkaniem. Dlaczego Polacy nie zbierają ksiązek?

Marian Hemar: Awantury w rodzinie. Toast. Nakładem Polskiej Fundacji Kulturalnej, Londyn 1967, s. 197-198

środa, 11 lutego 2015

pogoda ducha

pogoda ducha

stoczyła walkę ze mną o mnie
nagich piersi się nie wstydząc
do nich tuliła
pocieszała
ona inaczej nie umie

serce miała woalką przykryte
nieprzeźroczystą mgłą
jaka nad rzeką o świtaniu się unosi

do ucha szepnęła
żeby resztę świata zostawić
gdzieś z boku
i z nią usiąść na polanie
pełnej niezapominajek
niedaleko rzepaku
kwitnącego słodkim zapachem
może jeszcze jakaś książka
kilka dźwięków wróbla
i krople wina czerwonego jak krew

Grzegorz Poźniak: Pogoda ducha. W: Uśmiech płaczącej gwiazdy. POLIHYMNIA, Lublin 2014, s. 10
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...