sobota, 3 stycznia 2015

Czytał je potem w nocy na wyrywki...

Zrozumieli się bez słów. Maggie z rumieńcem na twarzy odwijała zawinięty w szary papier prezent od Piotra, a on otwierał otrzymane od niej Sonety Williama Szekspira. Czytał je potem w nocy na wyrywki, próbując rozszyfrować trudną treść zaklętą w staroangielski język. Ukłucie w sercu poczuł koło północy, gdy trafił na sonet 56. Jakoś dziwnym trafem poradził sobie z nim bardzo sprawnie, za to strzała wypuszczona przez Szekspira kilka stuleci wcześniej ugodziła go na tyle skutecznie, że nie zmrużył już oka do rana, próbując ujarzmić huczące mu w głowie słowa wiersza.

Sonet LVI
Słodka miłości, wróć, by nie mówiono,
Że siły twoje od twych pragnień słabsze,
Pragnienia, choć je dzisiaj nakarmiono,
Jutro powrócą, tak ostre jak zawsze.
Więc wróć! Choć dzisiaj twoje głodne oczy
Mrużą się, ciężkie sennym nasyceniem,
Jutro spójrz znowu i ducha miłości
Nie chciej zabijać zbyt długim znużeniem.
Niech odpoczynek będzie oceanem
Dzielącym brzegi, na które przybyło
Dwoje kochanków młodych, by nad ranem
Pobłogosławić wracającą miłość.
Lub zwij to zimą, której mroźna szata
Po trzykroć każe oczekiwać lata.*

"Dwoje kochanków nad ranem..." - powtarzał w myślach nieskończoną ilość razy. Po raz pierwszy od tygodni wyciągnął z szuflady stolika nocnego małą kartkę, z której dużymi ciepłymi oczami spoglądała na niego Swieta. Dotknął rysunku opuszkami palców. Bolało. Zakopane skrzętnie uczucia odezwały się ponownie. Leżał na plecach i wpatrywał się w twarz, która wywróciła jego życie do góry nogami, nawet wtedy, gdy leżący na sąsiednim łóżku Hucul, chcąc zakończyć katusze przyjaciela, wyłączył lampkę nocną.


Adrian Grzegorzewski: Czas tęsknoty. Między Słowami, Kraków 2014, s. 294-295

* Sonet w przekładzie Macieja Słomczyńskiego


Sonet LVI w oryginale:

Sweet love, renew thy force; be it not said
Thy edge should blunter be than appetite,
Which but to-day by feeding is allayed,
To-morrow sharpened in his former might:
So, love, be thou, although to-day thou fill
Thy hungry eyes, even till they wink with fulness,
To-morrow see again, and do not kill
The spirit of love, with a perpetual dulness.
Let this sad interim like the ocean be
Which parts the shore, where two contracted new
Come daily to the banks, that when they see
Return of love, more blest may be the view;
   As call it winter, which being full of care,
   Makes summer's welcome, thrice more wished, more rare.


A tu w przekładzie Jana Kasprowicza:

Odświeżaj moc swą, miłości, ażeby
Nie powiedziano, żeś tępsza od głodu,
Co przesiawszy dzisiaj swe potrzeby,
Jutro zaostrza swą żądzę. Powodu
Tego się trzymaj! Oczy swe z ochotą
Otwieraj jutro, choć w dzisiejszej dobie
Giną z przesytu, i ciągłą tępotą
Ducha miłości nie zabijaj w sobie!
Smutna zaś przerwa niech będzie jak morze
Dzielące brzegi: narzeczeni młodzi
W codziennej na nich zjawiają się porze
I coraz większa miłość k'nim przychodzi:
      Albo jak zima: przykra jest, lecz za to
      Po trzykroć milsze będzie dla nas lato.


2 komentarze:

  1. Jeden sonet, dwa tłumaczenia. Dzieli je sporo lat od siebie i na tym przykładzie widać, jak nasz język, jak sposób wyrażania uczuć się zmienia i jak wiele zależy od tłumacza, szczególnie w poezji.
    Dziękuję Ci za tę lekcję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dopiero porównanie dwóch, lub więcej, wersji tłumaczenia daje obraz, jak trudna jest praca tłumacza, zwłaszcza tłumacza poezji. Bo przecież nie tylko treść tu się liczy, także rytm i (jeśli trzeba) rym...
      Pozdrawiam Cię serdecznie. :-)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...