niedziela, 30 listopada 2014

...bodaj najsłynniejsza anglojęzyczna księgarnia na kontynencie. Shakespeare and Company.

[...]Podczas pobytu w Paryżu autor Komu bije dzwon jeszcze nieraz okaże się człowiekiem pełnym sprzeczności, często dającym się ponieść zbyt bujnej wyobraźni lub po prostu okłamującym innych, co po latach sam niejako potwierdził w przedmowie do pośmiertnie wydanych wspomnień z tamtego okresu: "Jeżeli czytelnik woli, książkę tę można uważać za beletrystykę. Ale jest zawsze szansa, że taka książka beletrystyczna może rzucić pewne światło na coś, co zostało opisane jako fakt"* W rzeczywistości daleko było Hemingwayowi do pomnikowego i dość uproszczonego wizerunku przedstawionego w filmie Allena, ale jedno twórca Manhattanu oddał znakomicie już w pierwszej scenie z udziałem tej postaci - dla przyszłego noblisty najważniejsze było pisarstwo.

SYLVIA BEACH I SHAKESPEARE AND COMPANY
12 Rue de l'Odéon w Paryżu
Tu mieściła się księgarnia
Shakespeare and Company.
Zdjęcie współczesne.
Nic więc dziwnego, że jednym z pierwszych miejsc, które odwiedził młody dziennikarz była bodaj najsłynniejsza anglojęzyczna księgarnia na kontynencie. Shakespeare and Company, mieszcząca się wówczas na 12. rue de l'Odéon (obecnie 37, rue de Bûcherie - więcej na temat tej lokalizacji w rozdziale "Przed zachodem słońca i inne filmy o miłości, czyli romantyczny Paryż") została założona przez Sylvię Beach w 1919 roku, po tym jak zdecydowała się ona osiedlić nad Sekwaną. Współpraca z sąsiadującym "La Maison des Amis des Livres" (Domem Przyjaciół Książek) i jej właścicielką Adrienne Monnier bardzo szybko przerodziła się w coś więcej niż przyjaźń. Te dwie niezwykłe kobiety spędziły ze sobą resztę życia, a ich wieloletnia działalność okazała się kluczowa dla francuskich i anglosaskich literatów. Dla pierwszych - bo wspomniane panie tłumaczyły wszystkie najważniejsze dzieła Amerykanów i Brytyjczyków na język francuski. To właśnie one jako pierwsze po latach przybliżyły twórczość Hemingwaya rodakom Adrienne. Dla drugich - ponieważ w Shakespeare and Company istniała także wypożyczalnia książek w rodzimym języku gości zza oceanu. Co więcej, emigranci mogli tam odbierać swoją pocztę, a dla nowoprzybyłych księgarnia stanowiła punkt kontaktowy z osiadłymi już rodakami.[...]

* E. Hemingway, Ruchome święto, Warszawa, 1966

Rozdział: "O północy w Paryżu, czyli Amerykanie nad Sekwaną", s. 141-143

James Joyce oraz Sylvia Beach i Adrienne Monnier w Shakespeare and Company, Paryż 1920

George Whitman
w oknie swojej księgarni, 2008
fot. Olivier Meyer
[...]W tym miejscu kończy się fantastyczny film Richarda Linklatera - Przed wschodem słońca. Nie wiemy, jak kończy się historia Jessego (Ethan Hawke) i Celine (Julie Delpy). Dziewięć lat później - w obrazie Przed zachodem słońca - dojrzalsi już bohaterowie spotykają się w Paryżu. Jesse jest mężczyzną w średnim wieku i właśnie przyjechał nad Sekwanę, gdzie promuje swoją bestsellerową książkę w słynnej Shakespeare & Co. Warto podkreślić, że nie jest to ta sama księgarnia, o której opowiadaliśmy przy okazji Sylvii Beach i szalonych lat dwudziestych w rozdziale "O północy w Paryżu", czyli Amerykanie nad Sekwaną. Po tym, jak zamknęli ją Niemcy, panna Beach nie zdecydowała się ponownie jej otworzyć. Poznała jednak trzydziestopięcioletniego George'a Whitmana, który w roku 1948 osiadł w Paryżu, by studiować na Sorbonie między innymi literaturę francuską. W 1951 roku postanowił założyć księgarnię na 37, rue de la Bûcherie, gdzie funkcjonuje ona do dzisiaj. Początkowo nazwana La Mistral, podobno na cześć pierwszej miłości właściciela, wkrótce została przemianowana na Shakespeare & Co., by uczcić legendę straconego pokolenia lat dwudziestych. George Whitman prowadził księgarnię przez sześćdziesiąt lat - wspierał młodych pisarzy, organizując wieczorki literackie, a nawet zapewniając im nocleg. Taka możliwość istnieje do dzisiaj pod warunkiem, że twórca zobowiąże się do pracy na rzecz księgarni w wymiarze dwóch godzin dziennie, a także będzie czytał jedną książkę na dobę, co jest bardzo niską ceną za darmowe noclegi tuż nad brzegiem Sekwany z widokiem na pobliską Notre Dame. Podobno niegdyś trafił się oryginał, który w Shakespeare & Co. mieszkał siedem lat! [...]

Rozdział "Przed zachodem słońca i inne filmy o miłości, czyli romantyczny Paryż", s. 256-257

Shakespeare & Co. Antiquarian Books, Paryż.
fot. Simple Dolphin Flickr.com

Wnętrze księgarni Shakespeare & Co.
fot. Toshio Kishiyama Flickr.com

Łóżko (nad nim tablica pamiątkowa) na trzecim piętrze księgarni Shakespeare & Co.
fot. Glynnis Ritchie Flickr.com

Oba fragmenty pochodzą z książki Michała Bąka: Filmowy Paryż, czyli magia kina i miasta. Dom Wydawniczy PWN, Warszawa 2014, tytuły rozdziałów oraz numery stron podałam pod każdym fragmentem. Zdjęcie okładki pochodzi ze strony Wydawnictwa.
Żółte cieniowanie tła jest zgodne z tekstem książki. Dla przejrzystości zmieniłam znak przypisu we fragmencie pierwszym z "6" na "*"

piątek, 28 listopada 2014

Gdy ostatni raz korzystałem z biblioteki, wciąż mieli wielkie, długie szafki katalogowe...

To prawda, że czytam dużo książek, ale przeważnie je kupuję, zwykle z drugiej ręki. Gdy ostatni raz korzystałem z biblioteki, wciąż mieli wielkie, długie szafki katalogowe. Nawet w szkole, kiedy komputery stały się standardem, nadal korzystałem z katalogów kartkowych. Lubiłem wyciągać kartę autora i sprawdzać listę wymienionych książek.
Spodziewałem się zobaczyć za biurkiem w bibliotece starszą panią, ale widzę chłopaka, mniej więcej w moim wieku, z długimi, kręconymi włosami. Jest wygadany, ale od razu go polubiłem.
 - Macie gdzieś te karty? - pytam.
 - Jakie karty? Karty do gry? Biblioteczne? Kredytowe? - Wyraźnie dobrze się bawi. - Co dokładnie masz na myśli?
Próbuje sprawić, żebym poczuł się niewykształcony i całkiem beznadziejny, choć tak naprawdę nie potrzebuję do tego pomocy.
 - No wiesz, karty ze wszystkimi pisarzami i autorami, i takie tam - wyjaśniam.
 - Och. - Teraz śmieje się na całe gardło. - Dawno nie byłeś w bibliotece, co?
 - Tak - odpowiadam. Teraz rzeczywiście czuję się niewykształcony i beznadziejny. Mógłbym równie dobrze nosić znak mówiący, że jestem zupełnym zerem. Wykorzystuję to. - Ale czytałem Joyce'a, Dickensa i Conrada.
 - A kim oni są?

poniedziałek, 24 listopada 2014

Wielcy pisarze to tacy, którzy zmuszają nas, żebyśmy ich czytali.

"Różnica między książkami Patricka Bessona a książkami innych pisarzy jest prosta: książki innych pisarzy odkładamy na szafkę nocną, mówiąc sobie: "Muszę to koniecznie przeczytać", natomiast książki Bessona zaczynamy czytać od razu i czytamy je do końca, a dopiero potem odkładamy je na stolik. Dlaczego? To poczucie humoru pisarza przyciąga i utrzymuje naszą uwagę. Istnieją inni inteligentni literaci, inni zabawni autorzy, inni okrutni pisarze, ale żaden z żyjących nie ma tak ciętego dowcipu. Cięty dowcip (wit, jak mówią Anglicy) to mieszanka intelektu, humoru i agresji. Besson wykazuje się nim w każdej książce, a Bóg mi świadkiem, że publikuje sporo! Ponieważ jestem leniwy, nie lubię grafomanów: nie mam czasu śledzić ich twórczości. Ale nie przeoczę żadnej książki Bessona, w obawie, że ominie mnie jakiś dowcip stulecia. Wielcy pisarze to tacy, którzy zmuszają nas, żebyśmy ich czytali."

Frédéric Beigbeder: La Femme riche Patricka Bessona (1993), esej nr 30 w: Pierwszy bilans po apokalipsie. Wydawnictwo Noir sur Blanc, Warszawa 2014, s. 264, przekład Magdaleny Kamińskiej-Maurugeon


Niestety, omawiana przez autora książka Bessona, La Femme riche, nie doczekała się jeszcze polskiego wydania. W Polsce wydane zostały na razie dwie:

Philip Wilson, 2007
Noir sur Blanc, 2011


niedziela, 23 listopada 2014

Uważam, że najlepsze dla umysłu jest obcowanie z mądrym człowiekiem

Józef Hen: [...] Ponadto wiem, że wiele chorób somatycznych ma podłoże psychosomatyczne.
Joanna Tomczak-Ben Othamne: Właśnie. Jako 85-latek [wywiad pochodzi z roku 2009 - przypisek paren] ma pan niezwykle jasny umysł i bardzo dobrą pamięć. Czy gimnastykuje pan także swój umysł?
J.H.: Od wielu lat nie biorę żadnych pigułek nasennych. Zgodnie z moją tezą: nie boję się bezsennych nocy, doszedłem do wniosku, że zamiast przewracać się z boku na bok, mogę coś zrobić, będę pisał, czytał. Ale co czytać? Uważam, że najlepsze dla umysłu jest obcowanie z mądrym człowiekiem. Dlatego nie wybieram tak zwanej literatury lekkiej, ale autorów, co do których mam poczucie, że nie chcą mnie pognębić, tylko dzielić się ze mną swoimi przemyśleniami. Takimi autorami są Tadeusz Boy-Żeleński, Montaigne, Bertrand Russell. Przy tego typu lekturach zasypia się, bo następuje uspokojenie i odprężenie. Nie jest prawdą, że zaśnięcie ułatwia nudna i ciężka lektura - odkłada się książkę i dalej się nie śpi....*

*Fragment pochodzi z wywiadu Życie mi smakuje, zamieszczonego w Moda na zdrowie, październik 2009, a przytoczonego w zbiorze wywiadów z Józefem Henem z lat 1948-2013, w wyborze córki pisarza.

Wiem, co mówię, czyli dialogi uzdrawiające. Spotkania z Józefem Henem. Wybór i opracowanie Magdalena Hen. Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2013, s. 195

sobota, 15 listopada 2014

Uwielbiał poznawać ludzi, oglądając ich księgozbiory...

 "Książki Doroty przyciągnęły jego pilną uwagę. Uwielbiał poznawać ludzi, oglądając ich księgozbiory. Ten był - jak ona! - przyjemny, lecz zupełnie nie fascynujący. Porządny, solidny i poprawny, konkretny, nie zawierał żadnych rewelacji i z pewnością nie wywołałby zawrotu głowy. Klasyka. Nic z awangardy. Absolutny brak filozofii, żadnych książek religijnych, z wyjątkiem małego, pożółkłego, najwyraźniej pamiątkowego modlitewnika (szkolny charakter pisma na stronie tytułowej zdradzał pierwszego właściciela: Paweł Rumianek). Modlitewnik założony był zasuszonymi niezapominajkami. Totalna nieobecność albumów o sztuce! - zgroza, doprawdy, ani jednego! Sporo lektur szkolnych. Żadnych kryminałów, poza Agathą Christie. Wszystkie książki Orwella?! A to ciekawe. Čapek! A to niezwykłe. Spokojne powieści obyczajowe w starych wydaniach. A to już zwykłe. Kobiety w jego rodzinie też lubiły te wszystkie sagi i perswazje wraz z dumą i uprzedzeniem. Noce i dnie - lektura, lecz, sądząc po stanie zaczytania - lubiana. Pierwsze wydanie powojenne. Ale tu - proszę, proszę - oto starannie dobrany, bardzo duży i bogaty zbiór wartościowych książek o tematyce przyrodniczej - dowodzi poważnego stosunku do obranej specjalności.
   Nie znalazł ani jednego tomiku poezji - a czegóż tu się spodziewać?
[...]
  Za pudełkiem szachów (to ona grywa w szachy?!) znalazł, upchniętą w zakamarku regału, książkę Gombricha O sztuce; była to szkolna nagroda za bardzo dobre wyniki nauczania, jak głosił napis na stronie tytułowej, podbity pieczątką. Najwyraźniej Dorota nigdy nawet nie otworzyła tej pięknej książki, tylko od razu wcisnęła ją w kąt. Kartki były dziewiczo czyste.
Ignacy Grzegorz lubił Gombricha jeszcze od gimnazjum, toteż usiadł w kącie, na skrzyni, podłożywszy sobie swoją poduszkę, i zabrał się do czytania..."

Małgorzata Musierowicz: Wnuczka do orzechów. Wydawnictwo Akapit Press, Łódź 2014. Wydanie I, s. 97-98

piątek, 14 listopada 2014

Skądże te dźwięki lecą skaleczone nocą...

Okładka
W setną rocznicę urodzin Leopolda Staffa

Skąd ta kwinta w powietrzu? Czy żaby rechocą?
Ale przecież listopad. Śpią na dnie jeziora.
Skądże te dźwięki lecą skaleczone nocą
I coś tak dzwoni jak gitara chora?

Na wodzie leżą liście niby żółte tarcze,
A górą idzie westchnienie jak rzeka.
Wysokie drzewa wznoszą swe ramiona starcze.

Och, Poldziu kryształowy, proszę, nie uciekaj!

14 XI 78

Jarosław Iwaszkiewicz: "W setną rocznicę urodzin Leopolda Staffa". W zbiorku: "Muzyka wieczorem". Czytelnik, Warszawa 1986, s. 13


Leopold Staff - portret Fryderyka Pautscha (1908)

wtorek, 11 listopada 2014

Nieważne jest, żeby przeczytać dużo książek, ale żeby przeczytać dobrze.

Półki były aż trzy. Na najwyższej półce - książki. Niektóre jeszcze te dziecinne, z którymi nie mógł się rozstać, wśród nich "Bohaterski miś" Bronisławy Ostrowskiej, kilka indiańskich, a także parę "dorosłych" książek, które ojciec mu powierzył, między nimi gruba książka o królowej Jadwidze i "Pan Tadeusz" z rysunkami Andriollego, to była ulubiona książka ojca i ojciec czytał ją bardzo często. Mówił:
- Nieważne jest, żeby przeczytać dużo książek, ale żeby przeczytać dobrze.
Dobrze - znaczyło według ojca prawie umieć książkę na pamięć. Stach nie podzielał poglądów ojca. Lubił "połykać " książki, czytać jednym tchem, dosłownie z zapartym oddechem, tak że po ostatniej stronie kręciło mu się w głowie. Książki obłożone były w jednakowy niebieski papier, "lazurek", jak mówiło się w szkole, a nawet miały wypisane tuszem numerki jak w prawdziwej bibliotece.

Anna Kamieńska: Żołnierze i żołnierzyki. Nasza Księgarnia, Warszawa 1978, wyd. drugie, s. 12. Wydanie w serii Biblioteka Młodych

Spośród wielu ilustracji Andriolliego do "Pana Tadeusza", zamieszczonych na stronie Wikiźródła, wybrałam pięć...

Zosia kładnie pończoszki białe...

Gość niespodziewany - gajowy...

Wnet Gerwazy przez tłum się przecisnął...

Wojski przez okno kuchni...

Poloneza czas zacząć...

piątek, 7 listopada 2014

a słowem zawsze wiatr się bawi...

Te wodospady liści...
Przychodzisz zawsze, gdy mnie nie ma,
zostawiasz list pod wycieraczką.
I nawet ciemność pachnie tobą,
a schody niosą mnie aż do nieba.

Wybiegam z listem pod kasztany
i wszystko płonie, wszystko płonie.
Spadają liście rozpalone
i zaglądają mi przez ramię.

Te wodospady liści,
te listopady łez.
Czy wszystko musi gasnąć?
Czy bardzo tego chcesz?

A w twoim liście także jesień
i czułe słowa opadają.
Już słowo kocham nam pożółkło,
a słowem zawsze wiatr się bawi.

A mimo wszystko jest spokojnie,
bo świat mój miękki i zamszowy.
Na oślep mogę gnać przed siebie,
o babie lato rozbić głowę.


Tekst "Listopady liści":  Jacek Cygan
Muzykę napisał Jerzy Filar; a najbardziej znane jest wykonanie Maryli Rodowicz

środa, 5 listopada 2014

Człowiek przestał być małpą (...) w dniu gdy została napisana pierwsza książka.

18 stycznia [1985]
  Mało znany jest Drobiazg do antologii o książkach, napisany przez Zamiatina w roku 1928. "Kiedy moje dzieci wychodzą na ulicę źle ubrane, boli mnie to. Kiedy obrzucane są kamieniami przez ulicznych łobuziaków, cierpię nad tym. Kiedy chirurg zabiera się do krajania ich lancetem, wolałbym, aby ciął moje własne ciało. Moje dzieci to moje książki, innych nie mam. Są książki o takim samym składzie chemicznym, jak dynamit. Jedyna różnica polega na tym, że kawałek dynamitu wybucha raz, a książka wybucha tysiące razy. Człowiek przestał być małpą, pokonał małpę, w dniu gdy została napisana pierwsza książka. Małpa nie zapomniała o tym do dzisiaj: spróbujcie dać jej książkę, podrze ją natychmiast na strzępy, splugawi, opluje".

Gustaw Herling-Grudziński: Dziennik pisany nocą. 1984-1988. Oficyna Wydawnicza Plejada przy Fundacji na rzecz wydawania "Tygodnika Literackiego" oraz Wydawnictwo "Dom Słowa Polskiego". [Warszawa] [1990], T. 1, s. 104-105

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...