środa, 29 października 2014

"Falczak zastanawia się, kto zawiadamia ptaki, że on właśnie umył samochód"

Cztery lata temu, 29 października 2010, zmarł Ludwik Jerzy Kern...


Ludwik Jerzy Kern 
(29 grudnia 1920-29 października 2010)

Wspomina Robert Kasprzycki:

Ludwik Jerzy Kern to jedna z postaci, poznanie których lubię porównywać ze spotkaniem góry lodowej - zza skłębionych fal widzisz trójkąt lodowego sopla, ale tak naprawdę to zaledwie początek przygody. Zwabiony wierszem, powieścią, piosenką, sięgasz głębiej i napotykasz bezmiar - dowcipu, mądrości, ciepłej ironii, a przy tym obcujesz z rzeczami napisanymi świetną polszczyzną. Prócz wierszyków dla dzieci, Kern to znakomicie napisane wiersze "o dorosłych dla dorosłych", nadal świetnie opisujące "mental" współczesnego Polaka, to niepowtarzalne postaci z jego książek - Słoń Dominik, Pinio, Ferdynand Wspaniały, bezbłędnie wpisujące i wbijające się nam w pamięć. Dodać też można, iż postaci te pochodzą jakby z innego wymiaru, są trochę jak Starsi Panowie Dwaj, ze świata, w którym baśniowość i fantastyka ulotnie łączą się z jakimś rodzajem przedwojennego, staromodnego sznytu, elegancji, kindersztuby.
[...]
W czasach pseudośmiesznych kabaretów, wspomnieć warto przynajmniej kilka z jego one-linerów:

"Na plaży w Sopocie Falczak spotkał dziewczynę tak szczupłą, że kiedy siadała na banknocie 200-złotowym, to jeszcze było widać 123 złote i 65 groszy".

"Owszem - powiada Falczak - wysyłam czasem z podróży pocztówkę do mego szefa, ale nic na niej nie piszę, bo ja go nie lubię".

"Falczak zastanawia się, kto zawiadamia ptaki, że on właśnie umył samochód".

"Lekarz zalecił Falczakowi codzienny, pięciokilometrowy spacer, ale Falczak na szczęście znalazł drogę na skróty".*

* Robert Kasprzycki: Ludwik syn Ludwika. W: Twoja Księgarnia 3(19)2013, s. 11


Z panem Kernem to nie tylko codzienny pięciokilometrowy spacer, ale i codzienne korki na zatłoczonych drogach...

Wydawnictwo Literackie 2002

środa, 22 października 2014

Wtedy wiadomo, jak daleko się doczytało...

Ten fragment jest bardzo krótki, ale nie mógł się tutaj nie znaleźć:


  Valdemar Florin siedział przed panoramicznym oknem z widokiem na ulicę Flyndersøvej i niemal bezkresną panoramę zatoki Hesselø. Za nim cztery pary podwójnych szklanych drzwi w amfiladzie otwierały się na taras kryty piaskowcem i basen, leżący pośrodku ogrodu niczym wyschnięta oaza. Kiedyś to miejsce tętniło życiem. Bywali tu nawet członkowie rodziny królewskiej.

   Florin siedział spokojnie, czytając książkę. Nogi na podnóżku, ogień w kominku, szklaneczka whisky na marmurowym stole. Bardzo harmonijny widok, jeśli nie liczyć kartek z książki, walających się po dywanie.

  Carl odchrząknął parę razy, ale stary rekin finansjery nie odrywał oczu od książki i spojrzał na nich dopiero, gdy doczytał do końca strony. Następnie wyrwał kartkę i rzucił na podłogę obok pozostałych.

Wtedy wiadomo, jak daleko się doczytało – powiedział. – Komu zawdzięczam ten zaszczyt? [...]*


* Jussi Adler-Olsen: Zabójcy bażantów. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2011, s. 55, tłumaczenie: Joanna Cymbrykiewicz

wtorek, 21 października 2014

Dwudziesty pierwszy wiek zdecydowanie należy do mediów

Niezależnie od tego, ile z wymienionych przeze mnie metod uwodzenia czytelnika zastosuje pisarz, jego książka nie pozyska wielkiego grona odbiorców, jeśli nie zostanie odpowiednio zareklamowana. Dwudziesty pierwszy wiek zdecydowanie należy do mediów. Telewizja, Internet, radio i gazety mówią ludziom, jak żyć, co jeść, jak wyszorować drewnianą podłogę, a oni stopniowo się do tego przyzwyczajają, bo nieustanny pośpiech nie pozwala na samodzielne podejmowanie decyzji. Chroniczne zmęczenie (znak naszych czasów) sprawia natomiast, że konieczność dokonywania jakiegokolwiek wyboru jawi się konsumentom jako kolejny niepotrzebny wysiłek. W jakim stopniu odpowiednie wykorzystanie tej sytuacji może pomóc w promocji książek - produktów, które traktuje się dziś często na równi z innymi towarami? Zdarzenie przywołane przez Leszka Talko w artykule  Bestseller, czyli coś z niczego dowodzi, że w bardzo dużym.
Autor opowiada o nagłym zainteresowaniu czytelników książką Gregory'ego Davida Robertsa pt. Shantaram. Opasła powieść leżała na półkach polskich księgarni przez dwa lata, nie zdobywając zbyt wielkiego uznania odbiorców, aż pewnego dnia jej wydawca otrzymał nagle mnóstwo telefonów. Reprezentanci sieci Empik, internetowego sklepu Merlin, a także pracownicy wielkich hurtowni ustawili się w kolejce, oczekując na więcej egzemplarzy. Nikt nie wiedział dokładnie, jak to się stało, ale coraz więcej klientów pytało o  Shantaram. Dopiero po kilku tygodniach udało się ustalić przyczynę. Podobno Marcin Meller ciekawie opowiedział o tej książce w swojej audycji w Roxy FM. *

* Leszek K. Talko, Bestseller, czyli coś z niczego, [w:] "Gazeta Wyborcza", s. 6 [dostęp 13 listopada 2013], 
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127291,7395136,Bestseller_czyli_cos_z_niczego.html

Agnieszka Moroz: Jak uwieść czytelnika? Jonathan Carroll i Andrzej Sapkowski wobec kulturowych koncepcji śmierci. Wydawnictwo Pisarze.pl, Warszawa 2014, s. 32

poniedziałek, 20 października 2014

Czytałem seriami, czytałem autorami...

JI: Dla mnie też książki były czymś, co wyzwalało pewien rodzaj magii czy też pasji kolekcjonerskiej. Czytałem seriami, czytałem autorami. To mi zresztą później zostało, ale pamiętam, że gdy miałem lat może dwanaście, trzynaście, przeczytałem coś Jules'a Verne'a i oszalałem na jego punkcie. Znalazłem jakąś jego książkę z Biblioteki "Klubu Siedmiu Przygód", gdzie na okładce były wyliczone wszystkie tytuły Verne'a przetłumaczone na polski. Nie spocząłem, dopóki wszystkich nie dopadłem. Gdzieś w bibliotece szkolnej, w jakichś bibliotekach miejskich, publicznych, w Pałacu Młodzieży - po prostu tytuł po tytule, od Dzieci kapitana Granta, Tajemniczej wyspy, Dwudziestu tysięcy mil podmorskiej żeglugi, Podróży do wnętrza ziemi, aż przeczytałem wszystko, co było Verne'a po polsku. 

ASz: Ja cię rozumiem doskonale. W Krakowie była wypożyczalnia książek, na rogu św. Jana i św. Tomasza. Prowadziły ją takie starsze panie. To były książki tak właśnie oprawione, w szary papier. Ja tam co drugi dzień latałem i wymieniałem, stamtąd też brałem całego Verne'a i tego typu rzeczy. Pożyczało się to i szybko czytało. To były książki przygodowe - jak je nazywano - więc czytanie szło błyskawicznie.

A powiedz, jacy byli twoi najważniejsi pisarze - od początku?

Wiesz, bez cudów. Podejrzewam, że byli to ci sami autorzy, których ty czytałeś w tym czasie: czy James Fenimore Cooper, czy Jules Verne, o którym opowiedziałeś, czy Aleksander Dumas - czytałem go wtedy po francusku - wszystkie jego powieści, od Trzech muszkieterów przez wiele, wiele innych...

Słuch absolutny. Andrzej Szczeklik w rozmowie z Jerzym Illgiem. Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, s. 45-46

niedziela, 19 października 2014

I nazwał ten pokój księgarnią

Myślę, że jeśli chodzi o wychowanie, oddziaływanie domu, to, czym się w nim nasiąka, ważną rolę pełni także domowa biblioteka. To jest coś, co także jakoś nas naznacza - to, co czytamy, też stanowi o tym, kim jesteśmy. Powiedz mi, jaki księgozbiór był w twoim domu?

Przede wszystkim książek było strasznie dużo. Ściany były wypełnione książkami, ułożonymi w określonym porządku. Były tam także książki niemieckie, mojego ojca, głównie medyczne.
[...]
Ale w ogóle do książek bardzo mnie ciągnęło. Więc po prostu założyłem sobie własną bibliotekę.

Kiedy?

Musiałem mieć dziesięć, dwanaście lat, więcej na pewno nie. W końcu dostałem nawet szafę na to. Prowadziłem ten księgozbiór pewnie w nudny sposób, zbyt skrupulatnie. To były książki, które lubiłem, które przeczytałem. Sam je oprawiałem w obwoluty z takiego szarego papieru, numerowałem na okładce i prowadziłem swój katalog. Było tego paręset. Jak na mnie to było dużo. Jeszcze o wiele później, kiedy już byłem na studiach, strasznie ich pilnowałem, zależało mi na tym. Znałem je wszystkie, wiedziałem jak są ułożone. 
[...]
Później, kiedy już mnie było na to stać, książki, które bardzo lubiłem, często kupowałem w dwóch egzemplarzach: jeden trzymałem w domu, w Krakowie, drugi przywoziłem tutaj, do Kościeliska. W tej naszej chacie góralskiej jest taki osobny pokoik, obłożony cały książkami. Góral, który tutaj czasem przychodzi dopilnować domu, kiedy pierwszy raz tu przyszedł, zobaczył to i złapał się za głowę. - "Nigdy w życiu tyle książek nie widziałem!". I nazwał ten pokój księgarnią. Od tego czasu wszyscy tak mówimy na ten pokój, w którym właściwie nikt nie mieszka, bo jest zapełniony książkami, ale - jak wiesz - przyzwoicie, nie jest to jakaś rupieciarnia...


Słuch absolutny. Andrzej Szczeklik w rozmowie z Jerzym Illgiem. Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, s. 42-44

czwartek, 9 października 2014

Patrick Modiano - laureat Nagrody Nobla 2014

Patrick Modiano otrzymał dzisiaj, 9 października 2014, Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury
"Za sztukę pamięci i dzieła, w których uchwycił najbardziej niepojęte ludzkie losy i odkrywał świat czasu okupacji".

Patrick Modiano w swoim domu (2011)
Patrick Modiano (urodzony 30 lipca 1945) jest pisarzem niemal od początku docenionym we Francji. Zadebiutował w wieku 23 lat powieścią La Place de l'Étoile. A już cztery lata później, w 1972 roku, otrzymał nagrodę Akademii Francuskiej za Les Boulevards de ceinture. Dziesięć lat po swoim debiucie został wyróżniony Nagrodą Goncourtów za powieść Rue des boutiques obscures, która w polskim tłumaczeniu ukazała się trzy lata później pod tytułem Ulica Ciemnych Sklepików.

Jest autorem około 30 powieści oraz kilku scenariuszy filmowych.

W Polsce ukazało się dotychczas 6 jego książek, myślę, że teraz szybko uzyskamy możliwość przeczytania po polsku kolejnych. Oto te, które już mają polskie wydania:

Nawroty nocy
La Ronde de nuit
1969, wyd. polskie 1983
Ulica Ciemnych Sklepików
Rue des boutiques obscures
1978, wyd. polskie 1981

Katarzynka
Catherine Certitude
1988, wyd. polskie 1990
Przejechał cyrk
Un cirque passe
1992, wyd. polskie 1996

Zagubiona dzielnica
Quartier perdu
1984, wyd. polskie 1993
Willa "Triste"
Villa Triste
1975, wyd. polskie 1996

środa, 8 października 2014

Uważaj na Zwierciadło Ain Eigarp...

31 grudnia, poniedziałek  Sylwester 

wschód słońca: 7.38 – zachód słońca: 16.49 

Harry Potter 

I w ten sposób również 2012 rok szczęśliwie się kończy.
Dojechał do stacji końcowej.
Z tej okazji poprosiłam Ato, żeby dał mi prezent: żeby sam wybrał, co mam dziś robić przez moje dziesięć minut.
[...]
‒ Wybrałem ‒ mówi. I podaje mi książkę Harry Potter i kamień filozoficzny. ‒ To pierwszy tom z serii. Niemożliwe, żebyś tego nigdy nie czytała. Zobaczysz, że jeśli poczytasz przez dziesięć minut, nie oprzesz się. Skończysz i będziesz chciała przeczytać inne tomy.
W porządku, dobry pomysł.
Nigdy nie miałam nic przeciwko Harry’emu Potterowi. Nawet odczuwałam bezgraniczny podziw dla Joanne K. Rowling i dla tej fantastycznej paraboli, jaka ją wybawiła z nędzy i depresji, doprowadzając do pozycji jednej z najbogatszych kobiet świata tylko dzięki sile wyobraźni.
Po prostu, wśród tych wszystkich błogosławionych i przeklętych zjawisk, które rozdzierają zasłonę ogólnej obojętności i zmuszają do otworzenia się na zbiorową wyobraźnię, zdarza się, że coś, co ci przemknie przez myśl, gdzieś tam się pęta.
Ale bez skutku. Bo myślimy o czymś innym, bo pijemy kawę, bo byliśmy w dobrym miejscu w złym momencie, w złym miejscu w dobrym momencie.
Zdarza się.
‒ Nie czytałaś jeszcze mojej ostatniej książki? ‒ zapytał mnie wielki Alberto Arbasino, kiedy miałam okazję go poznać osobiście. ‒ Szczęściara! ‒ westchnął.
Bo faktycznie najlepsze w życiu polega na wszystkich tych ciekawych doświadczeniach, jakie cię jeszcze czekają: uczę się tego dzięki grze w dziesięć minut.
Polega więc także na książkach, które wszyscy czytali, ale z jakichś nieokreślonych powodów my jeszcze nie.

Rozdział 1 Chłopiec, który przeżył

Zaczynam.
Jak przewidział Ato, już po dwóch minutach i trzech stronach wpadam w trans, któremu nie potrafię się oprzeć, kiedy budzik oznajmia mi, że dziesięć minut minęło.
Czytam dalej.
Od tajemniczych narodzin Harry’ego obserwuję go, jak rośnie w domu wujostwa, paskudnych typów, i rozumiem już, kim jest ten cieszący się złą sławą kuzyn Dudley, do którego Ato bał się upodobnić z powodu krótkich włosów.
Wreszcie wyjeżdżam z Harrym do szkoły w Hogwarcie.
Poznaję Hermionę, poznaję Rona.
Ato znów zagląda – już pora obiadu.
Proszę go, żeby mi podgrzał mrożoną pizzę; nie mogę dziś z nim zjeść.
Muszę czytać.
I właśnie kiedy przekonuję się, że nie byłoby źle przeżyć tego sylwestra w łóżku z Harrym, Albusem Dumbledorem, przerażającym Voldemortem i Hagridem, dzwoni telefon. 
[...]
Rozłączam się.
Idę do łazienki, przeglądam się w lustrze.
Koniecznie muszę umyć włosy, zacząć wyglądać nawet jeśli nie jak kobieta, to przynajmniej jak ludzka istota. Na razie jestem widmem, bladym, zaniedbanym i w piżamie. Które jeszcze przed chwilą myślało, że spędzi sylwestra w Hogwarcie, z Harrym Potterem. A tymczasem będzie w Vicarello, ze swoim mężem.
‒ Magoo, brak mi ciebie, Magoo, kocham cię. Wybacz mi, że uciekłem i wybacz mi, że wróciłem, nie mając jeszcze przemyślanych spraw. „U mnie” nie istnieje. Istnieje „u ciebie”. Istnieje tylko „u nas”. Teraz nareszcie to wiem ‒ mówię głośno do mojego odbicia w lustrze.
Bo to właśnie będzie chciał mi powiedzieć, prawda?
I dlatego chce mnie zobaczyć. I dlatego chce zacząć nowy rok ze mną.
‒ Bo dla czegóż by innego? ‒ pytam, wciąż głośno, moje odbicie.
Które mi odpowiada.
Odpowiada mi:
‒ Tak.
Odpowiada mi:
‒ Uważaj na Zwierciadło Ain Eigarp.
Odpowiadam sobie:
‒ Uważaj na Zwierciadło Ain Eigarp. ‒ Głośno.
Zwierciadło Ain Eingarp pokazuje nam ni mniej ni więcej, tylko najgłębsze, najbardziej utęsknione pragnienie naszego serca. Ty, który nigdy nie znałeś swojej rodziny, widzisz ją całą, stojącą wokół ciebie” ‒ wyjaśnia profesor Albus Dumbledore Harry’emu Potterowi. ‒ „To lustro nie dostarcza nam jednak ani wiedzy, ani prawdy. Ludzie tracą przed nim czas, oczarowani tym, co widzą, albo nawet wpadają w szaleństwo, nie wiedząc, czy to, co widzą w zwierciadle, jest prawdziwe lub choćby możliwe”.*
Uważaj. Uważaj na Zwierciadło Ain Eigarp.
Szepczę to wciąż jak mantrę w pociągu przez całą drogę do Vicarello.
Uważaj na Zwierciadło Ain Eigarp.


* Fragmenty książki J.K. Rowling Harry Potter i kamień filozoficzny w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego. 

Chiara Gamberale: Przez 10 minut. Wydawca: JK 2014, s. 181-182, przekład: Elżbieta Derełkowska

Zwierciadło Ain Eigarp - scena z filmu "Harry Potter i kamień filozoficzny"



wtorek, 7 października 2014

Moje Literackie kalendarium - październik

Moje Literackie kalendarium nie ma ambicji, by być kompletnym zbiorem rocznic i wydarzeń :-)



Październik
przyznawana jest Nagroda Nobla w dziedzinie literatury

pierwsza niedziela w miesiącu - przyznawana jest Nagroda Literacka Nike

1 października
1989 - zmarła Stanisława Fleszarowa-Muskat (ur. 21 stycznia 1919)
2013 - zmarł Tom Clancy (ur. 12 kwietnia 1947)

4 października
1993 - zmarł Jerzy Broszkiewicz (ur. 6 czerwca 1922)

5 października
2007 - zmarł Władysław Kopaliński (ur. 14 listopada 1907)

6 października
1889 - urodziła się Maria Dąbrowska (zm. 19 maja 1965)

7 października
1849 - zmarł Edgar Allan Poe (ur. 19 stycznia 1809)
2013 - zmarła Joanna Chmielewska (ur. 2 kwietnia 1932)

8 października
1910 - zmarła Maria Konopnicka (ur. 23 maja 1842)
1945 - urodziła się Ewa Lipska
1971 - urodził się Rafał Kosik

9 października
1921 - urodził się Tadeusz Różewicz (zm. 24 kwietnia 2014)
2013 - zmarł Edmund Niziurski (ur. 10 lipca 1925)

11 października
1940 - urodził się Zbigniew Batko (zm. 18 grudnia 2007)
1967 - zmarła Halina Poświatowska (ur. 9 maja 1935)

15 października
1814 - urodził się Michaił Lermontow (zm. 27.07.1841)

17 października
1909 - urodził się Juliusz Wiktor Gomulicki (zm. 8 lipca 2006)

18 października
1886 - urodziła się Helena Boguszewska (zm. 11 listopada 1978)
1982 - urodziła się Marta Kisiel

20 października
1972 - zmarła Magdalena Samozwaniec (ur. 26 lipca 1894)

23 października
1960 - zmarła Zuzanna Rabska (ur. 22 września 1888)

29 października
1918 - urodził się Paweł Hertz (zm. 13 maja 2001)
1924 - urodził się Zbigniew Herbert (zm. 28 lipca 1998)
2010 - zmarł Ludwik Jerzy Kern (ur. 29 grudnia 1920)

Październikowe wydarzenia w literaturze zamieściłam też na stale uzupełnianej i aktualizowanej stronie: LITERACKIE KALENDARIUM

niedziela, 5 października 2014

Julia Hartwig - Wahanie nad książką młodego poety


Wahanie nad książką młodego poety

Zdziwi się rano pokojówka
kiedy znajdzie przy łóżku hotelowym tę książkę
bo zapewne zostawię ją tu
skoro moja waliza jest już załadowana po brzegi
Porównuję jednak raz jeszcze ciężar tego tomu
z wagą zawartych w nim wierszy
Jest przecież w swoich próbach rzeczywisty
jeśli mimo czerwcowego upału
uwierzyłam w listopadowy deszcz ze śniegiem
który wygnał go z baru po utracie dziewczyny
i w ten poranek kiedy pojął nagle
jak niewiele znaczy już dla niego rodzinny dom
spakował się więc i odjechał na zawsze
Brał potem przypadkowe prace
żył pośpiesznie i budził się na dnie zniechęcenia
z pragnieniem żeby zasnąć i nie obudzić się już nigdy
i faktów tych nie kradł z pewnością z cudzego życia
ani wierszy z cudzych wierszy
Czy to nie dosyć by zachować jego książkę?
Porzucanie nie było z resztą nigdy moją mocną stroną
wszystko co napotykam noszę w sobie
jak depozyt czekający na zapóźnionego właściciela
Być może racja jest po stronie tych
którzy bez trudu uwalniają się od wszystkiego co zbędne
i dążą wprost do wytyczonego celu
Im zapewne wahania moje wydadzą się po prostu śmieszne

(americana, 1979)

Julia Hartwig: Wahanie nad książką młodego poety. W: Wiersze wybrane. Biblioteka Poetycka Wydawnictwa a5 pod redakcją Ryszarda Krynickiego. Tom 69. Wydawnictwo a5, Kraków 2014 (wydanie z płytą CD), s. 179

sobota, 4 października 2014

Nikt się nie krzywił, jeśli czytało się książki, ale ich nie kupowało.

"Antykwariat Powella należał do ulubionych miejsc Petry. Był zaciszny i człowiek nigdy nie wiedział, co w nim znajdzie. Przypominał też bardziej magazyn niż sklep - sterty książek leżały wszędzie, a pomieszczenia łączyły się ze sobą bez ładu i składu. Chociaż Petra bywała tam często, zawsze czuła się jak w labiryncie. Jeden słabo oświetlony pokój przechodził w następny i nagle znów, nie wiadomo jakim cudem, trafiało się do punktu wyjścia. Nikt nie pytał, czy może w czymś pomóc. Nikt się nie krzywił, jeśli czytało się książki, ale ich nie kupowało."

Blue Balliett: W pogoni za Vermeerem. Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2005, s. 25-26, przekład: Zuzanna Naczyńska

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...