sobota, 29 marca 2014

Biblioteka ma zniechęcać do jednoczesnego czytania kilku książek, bo od tego można przecież dostać zeza.

Okładka
JAK URZĄDZIĆ BIBLIOTEKĘ PUBLICZNĄ

 1. Katalog winien być poszatkowany na jak najwięcej działów; należy z wielką pieczołowitością oddzielić katalog książek od katalogu czasopism, oba zaś od katalogu rzeczowego, jak również książki ostatnio nabyte od tych, które zakupiono dawniej. Ortografia w obu tych katalogach (nabytków nowych i dawnych) winna być w miarę możliwości zróżnicowana; na przykład w nabytkach nowych retoryka pisze się przez jedno t, a w dawnych - przez dwa; Czajkowski w nabytkach nowych przez Cz, w dawnych - z francuska, przez Tsch.

 2. Tematy ma określać bibliotekarz. Książki nie powinny zawierać w kolofonie wskazówki co do tematu, pod jakim należałoby je zakatalogować.

 3. Sygnatury winny być niemożliwe do przepisania, w miarę możliwości rozbudowane, aby ten, kto wypełnia rewers, nie miał nigdy dość miejsca na wypisanie ostatnich symboli i uznał je za nieważne, a dzięki temu obsługujący mógł zwrócić rewers z żądaniem uzupełnienia.

niedziela, 23 marca 2014

Jaki miły ten Kraków...

Okładka
KRAKÓW

Jaki miły ten Kraków. Sami nieboszczycy:
Tu pani Arturowa wysiada z karocy,
Tu Boy chodząc po rynku wielkim głosem krzyczy
Z żalu, zupełnie trzeźwy, o samej północy.

Tu Witkacy się kłania Fusi kapeluszem.
Niusia mnie list Lechonia, księcia Polaków.
A Mickiewicz się z krypty ciągnie - zacna dusza -
I pyta wciąż uparcie: to taki jest Kraków?

Jarosław Iwaszkiewicz: "Kraków", w zbiorku: "Muzyka wieczorem", Czytelnik, Warszawa 1986, s. 23.

Jarosław Iwaszkiewicz (1894-1980)

sobota, 22 marca 2014

Zapewne twarz Modrzejewskiej musi odbijać jej duszę...

Do przygotowania tego wpisu zainspirowała mnie Koczowniczka pytaniem o "sławną kobietę" z felietonu Henryka Sienkiewicza o Marii Konopnickiej.

Tadeusz Ajdukiewicz -
Portret Heleny Modrzejewskiej
1880
Muzeum Narodowe w Krakowie
Od Jess, gwiazdy scenicznej, przechodzę do drugiej, tj. do Modrzejewskiej. Tym razem nie będę mówił o jej występach, bo i tak, gdybyśmy chcieli wydrukować razem wszystkie recenzje, powstałoby kilkunastotomowe dzieło; pozwolę sobie więc tylko powiedzieć kilka słów o jej portrecie malowanym przez Ajdukiewicza.
Portret ten, przeznaczony do Sukiennic w Krakowie, znajduje się obecnie u Ungra. Tłumy ludzi gromadzą się przed nim od rana do wieczora i żaden może obraz nie wywoływał tylu zdań najsprzeczniejszych. Jedni utrzymują, że podobieństwa wcale nie ma, drudzy, że nie widzieli nigdy portretu tak podobnego. Już sama ta różnica poglądów świadczy, że mamy do czynienia z niepospolitym dziełem, z czymś, co uderza ludzi i przywiązuje ich uwagę. Jakoż stanąwszy przed tą białą, wysmukłą postacią, patrzącą z gobelinowego tła czarnymi oczyma jakoby w nieskończoność, od pierwszego rzutu oka poznajemy, że mamy przed sobą jakąś niezwykłą kobietę, i nie tylko piękność, nie tylko damę wyższego świata, ale duch wysoki. "Gdybym nie wiedział, kto to jest, odgadłbym, że to jakaś genialna kobieta" - mówił do mnie jeden ze znajomych. Zapewne twarz Modrzejewskiej musi odbijać jej duszę, ale niezmierną zasługą malarza jest, że umiał pochwycić to coś nieokreślonego, co tę piękną głowę odróżnia od innych, choćby najpiękniejszych. Dwojakie też może być podobieństwo. Jedno fotograficzne, oddające tożsamość stężałych nieruchomie przez chwilę rysów, drugie stokroć wyższe, zmieniające portret w prawdziwe dzieło artyzmu. To ostatnie ma uchwycić istotę duchową twarzy, streścić to wszystko, co stanowi właściwe jej cechy, przelać na płótno ten jeden wyraz, w którym najbardziej jest sama sobą, dać syntezę wszystkich przelotnych usposobień odbijających się w rysach. Tym to podobieństwem wyższym, prawdziwie artystycznym i prawdziwie duchowym, a nie wyłączającym zresztą tożsamości rysów, odznacza się portret Ajdukiewicza. Modrzejewska uśmiecha się na jego obrazie i patrzy nie jak wtedy, gdy gra taką lub owaką poszczególną rolę, nie jak wtedy, gdy chce być damą wielkiego świata, smutną, wesołą, rozmarzoną, poetyczną lub wyniosłą; ale jak wówczas, gdy jest sama sobą, gdy jest najbardziej Modrzejewską, to się znaczy, zarazem genialną artystką i uroczą nad wszelki wyraz kobietą. Oto jest największa zasługa artysty a zarazem powód, dla którego jedni utrzymują, że portret jest niesłychanie podobny, drudzy - mniej rozumiejący się na rzeczy - że wcale niepodobny.
Tadeusz Ajdukiewicz - Autoportret
O technicznej jego stronie, o przepysznych atłasach i koronkach, o psie i gobelinie pisano już niemało. Co do wad - jeśli się jakie znajdują - by o nich mówić, trzeba się lepiej znać ode mnie na sztuce malowania; dodam więc tylko, że obraz malowany jest w stylu szlachetnym i że przekazując samą Modrzejewską przyszłym pokoleniom w chwili największego jej rozkwitu, w blasku i piękności, przyczyni się niezawodnie do tym dłuższego podtrzymania w pamięci jej imienia i niepożytej samej w sobie sławy.

Henryk Sienkiewicz: Mieszaniny literacko-artystyczne <1879-1881>. PIW, Warszawa 1950, s. 44-46. "Dzieła", tom L, wydanie zbiorowe pod redakcją Juliana Krzyżanowskiego

... tak niewiele teraz takich wierszy, że jak się znajdą, to doprawdy warte są i czasu, i atłasu

Okładka
[...] Od jednej sławnej kobiety przechodzę do drugiej, która do sławy płynie - do poetki. Chcę mówić o Marii Konopnickiej. Nazwisko to zyskuje sobie coraz większe uznanie, i zupełnie słusznie. Narzekamy ciągle wszyscy, i narzekamy nie bez powodu, na upadek w poezji. Mówimy, że nie ma wielkich imion, wielkich natchnień i odpowiedniej podstawy duchowej dla poezji w społeczeństwie. Dlaczego tak jest? czy to upadek, czy inny zwrot ducha, który szuka sobie dróg nowych - przesądzać ni rozstrzygać nie chcę; to tylko pewna, że na tym polu poetycznym, które obecnie jest wielkim, szarym ugorem, chodzi jeszcze w mroku kilka postaci i sieje kwiaty. Czasem głos Kornela Ujejskiego zbudzi 
Henryk Sienkiewicz (1846-1916)
drzemiące echo dawnych szerokich natchnień, czasem Asnyka, a w ostatnich czasach razem z nimi "chodzi po łące" Maria Konopnicka. Nazwisko poetki byłoby daleko głośniejsze, gdyby jakiś księgarz zebrał rozproszone w pismach periodycznych jej utwory i ułożył je w osobną książkę. Wówczas głos jej przemówiłby silniej i jednolite w całości wzbudził wrażenie. Szkoda, że się to już nie stało, bo tak niewiele teraz takich wierszy, że jak się znajdą, to doprawdy warte są i czasu, i atłasu. Nie zapomnę nigdy, jakie wrażenie wywarł, na jaką śliczną, echową a dawno niesłyszaną nutę zagrał mi wiersz Konopnickiej, który w numerze "Tygodnika Illustrowanego" doszedł mnie w głuchej pustynie kalifornijskiej w górach Santa Ana. Drzewa, które szumiały wówczas naokoło mnie, szumiały mi, gdym czytał, jak polskie sosny. Tytułu wiersza, o którym pisałem zresztą w Listach z podróży, nie pamiętam już, ale zaczynał się on od słów:

Otoczyły mnie wkoło moje równie senne
Pasmem jednakiem;
Ale ja sobie lecę w krainy odmienne,
Umiem być ptakiem.

Henryk Sienkiewicz: Mieszaniny literacko-artystyczne <1879-1881>. PIW, Warszawa 1950, s. 46-47. "Dzieła", tom L, wydanie zbiorowe pod redakcją Juliana Krzyżanowskiego

Pan Sienkiewicz nie pamiętał tytułu wiersza, odnalazłam go zatem. To fragment wiersza "W górach. Przygrywka", w zbiorku: Poezye. Serya pierwsza. (Wydawnictwo Gebethner i Wolff, Warszawa 1888)

W GÓRACH.
I.
Przygrywka.

Maria Konopnicka (1842-1910)
Wkoło mnie otoczyły moje równie senne,
Pasmem jednakiem.
Ale ja sobie lecę w krainy odmienne, —
Umiem być ptakiem.
Błękitna przestrzeń mruga, zaprasza do siebie,
Skrzydeł nie nuży...
Pędzim sobie we trójkę: ja, obłok na niebie,
I listek róży. —
Listek najpierwszy upadł na wioskowym kopcu
Cudzej granicy,
Jak rzucone słóweczko drogiemu mi chłopcu
Mdłej obietnicy...
A obłok powiał dalej... pod słonko się stroi
W biel i we złoto,
Aż u chaty ostatniej, co w kraju mym stoi,
Zadrżał tęsknotą...
Wiatr szarpnął go za szatę, rozrzucił mu włosy,
Toż łzami leci
Na łączkę, gdzie pod gruszą siedzi dziaduś bosy
I kupka dzieci...
Nie chce odlecieć dalej! Z tej mgły urodzony,
Z oparów rzeki,
Gdzież mu zwiedzać świat obcy, inne jakieś strony
I kraj daleki?
Więc sama lecę... sama, choć serce mnie boli
I smutno wróży...
Czemuż nie chciał obłoczek podzielić mej doli,
Ni listek róży?
Z obłoczka jabym sobie wieczorem pod głowę
Zwiła posłanie;
A z listka zasię róży — toć czary gotowe
Na zakochanie.
Lecz sina dal pociąga, i wabi, i nęci,
Jak cud nieznany...
Ej! ujrzę raz na oczy insze sianożęci
Insze kurhany!
Ej! posłyszę ja przecież, jakto ludzie gwarzą
Obcym mi gwarem...
I wypatrzę miesiączek, z jaką wstaje twarzą
Nad cudzym jarem...
I dowiem się raz wreszcie, gdzie tęcza podziewa
Wstążek swych końce?
I jakie tam piosenki o zmroku rozbrzmiewa
Echo mdlejące.
U nas w wiosce znam wszystko... wszystkiegom już syta,
Aż do znudzenia...
Codzień zza tego wzgórza słońce rankiem świta,
Nic się nie zmienia.
Wiem, gdzie rosną dziewanny, a gdzie niezabudki
W przydrożnym rowie;
Wiem, gdzie szary słowiczek zwił domek malutki
W naszej dąbrowie;
Wiem, gdzie ojciec łan orze, gdzie matka wybiela
Cieniutkie płótna;
Wiem, jak w święto wieczorem grzmi wiejska kapela,
Jak fletnia smutna...
Lasek, cmentarz, kościołek, starego plebana,
Znam już z pamięci...
Tęskno mi! — ej, pociąga dal sina, nieznana,
Wabi i nęci!

Tekst wiersza pochodzi z Wikiźródeł

piątek, 21 marca 2014

Księgi radują nas, gdy śmieje się nam szczęście...

Richard de Bury (1287-1345)
"Księgi radują nas, gdy śmieje się nam szczęście, pocieszają nas, gdy burzliwe grożą losy. One ustalają ludzkie umowy i zwyczaje, a bez ich pomocy poważnych wyroków ferować się nie da. Sztuki i nauki gnieżdżą się w księgach i żadem umysł określić nie zdoła, jaką korzyść dla wszystkich zyskać z nich można. Jak wysoko ocenić trzeba prawdziwą potęgę ksiąg, jeśli przez nie poznajemy granice, zarówno ziemi jak i czasu, jeśli w nich, jak w zwierciadle wieczności, dostrzegamy rzeczy, które są, i rzeczy, których nie ma."

Cytat za: Irena Komasara: "Jan III Sobieski - miłośnik ksiąg". Ossolineum, Wrocław 1982, s. 60-61, seria: Książki o Książce

Dzieło Richarda de Bury, Philobiblon, zostało przetłumaczone na język polski przez Jana Kasprowicza w roku 1921 i wydane pod tytułem: "O miłości do ksiąg to jest philobiblon traktat łaciński Ryszarda de Bury" we Lwowie przez Drukarnię Zakładu Narodowego im. Ossolińskich ; Zakład Ossolińskich

Richard de Bury - Philobiblon (1343-1345)
"O miłości do ksiąg..." 1921



czwartek, 20 marca 2014

Nie widziałem, że ciągle żyjesz we mnie skrycie, Hamlecie....

Okładka
BIOGRAFIA

                                                                                         Dla D. O.
Przyśniłeś mi się jeszcze tam na stepie,
Gdy księżyc za kurhanem wschodził różowym ciałem,
Widziałem cię w mieście, na ulicy, w sklepie,
W przejrzystej wodzie ciebie widziałem.

Szedłeś za mną przez całe moje długie życie,
Słyszałem wciąż za sobą uparte stąpanie,
Nie widziałem, że ciągle żyjesz we mnie skrycie,
Hamlecie, młody Fauście, stary Don Juanie.


Jarosław Iwaszkiewicz: "Biografia", w zbiorku: "Muzyka wieczorem", Czytelnik, Warszawa 1986, s. 42.

Jarosław Iwaszkiewicz (1894-1980)


sobota, 15 marca 2014

Dla kogo trzymam regał z kilkoma tysiącami książek?

How many books will you read in your lifetime?
"Nie chodzę do galerii handlowych, żeby zobaczyć, co w nich jest. Idę wtedy, gdy czegoś mi brakuje. Im mniej przedmiotów, tym mniejsza ochota na to, by włóczyć się po sklepach dla przyjemności. Ale gdy staję naprzeciwko regału z książkami, który zajmuje wielką ścianę od podłogi do sufitu, gdzie na półkach książki stoją w dwóch rzędach, a na nich kolejne leżą poziomo, myślę: "Nie dam rady. To Cortázar, Borges, Dumas w oryginale, a nie jakieś tam przedmioty". Ale też: "Dla kogo trzymam regał z kilkoma tysiącami książek? Naprawdę wierzę, że kiedyś do nich wrócę?" Któregoś dnia pakuję pierwsze kilkadziesiąt książek i zawożę do krakowskich instytutów językowych i podkrakowskich bibliotek. Mąż przygląda się temu i myśli, że mi przejdzie. "Moich nie ruszaj", mówi, a ja zaczynam negocjować: "Na pewno potrzebny nam ten przewodnik? Był wydany dziesięć lat temu". "Przez 80 procent czasu używamy 20 procent rzeczy, które posiadamy", czytam gdzieś, więc zaczynam dążyć do tego, żeby mieć tylko 20 procent. Po kilku miesiącach wywożę, rozdaję kolejne kartony. Etapami. W mieszkaniu robi się przestrzeń. [...]"

Fragment pochodzi z felietonu Natalii Kuc: "Dwie pary butów? Wystarczy", zamieszczonego w "Twoim Stylu" w rubryce "Minimalistki"; bohaterką tej części felietonu, zatytułowanej: "A gdzie jestem ja?", jest Anna Mularczyk-Meyer, autorka bloga prosty blog. W: "Twój Styl" numer 5(274) z maja 2013 roku, s. 86

Zdjęcie ilustrujące cytat pochodzi z: "The Telegraph" z 15 marca 2014, post na blogu Marka Masona: "How many books will you read in your lifetime?", dostęp 15 marca 2014

środa, 12 marca 2014

A jestem mimo wszystko czytelnikiem cholernie wybrednym...


Okładka
Beksiński [Zdzisław - przypisek paren] jeszcze więcej czyta niż pisze. Nie ma czasu na długie smakowanie książek, kończy szybko jedne i zaczyna następne (choć kokietuje, że czyta powoli i z trudem). Narzeka na sanocką księgarnię, gdzie brakuje nowości, organizuje sieć wymiany ze znajomymi z innych miast, kradnie książki z biblioteki i namawia do tego innych, przepisuje na maszynie przez kalkę, fotografuje, nagrywa na taśmę. Prosi Zosię o tłumaczenie z francuskiego, gdy wpadnie mu w ręce oryginał.
Okładka
   Za swojego literackiego ojca duchowego uważa Zygmunta Kałużyńskiego, dziennikarza, który w 1953 roku wydał książkę Podróż na Zachód (to szkice literackie powstałe w trakcie pobytu autora we Francji w latach 1948-1951). "Ta książka stała się dla mnie drogowskazem literackim i wykazem lektur obowiązkowych i nie byłbym tym, kim dziś jestem, gdyby mi to w ręce nie wpadło"* - powie po latach.
  
Witold Gombrowicz
Jego bogiem jest Witold Gombrowicz, choć będzie temu zaprzeczał w liście do Marii Turlejskiej: "Pani tak pisze, jakbym żywił do niego stosunek szeregowca do führera. Ja nie znoszę autorytetów!"**. Ale wytłumaczy: "Gdy [go] czytam, to strona po stronie, zdanie po zdaniu chciałbym wołać: »tak, tak, właśnie tak«. Gdybym sam mógł pisać, gdybym potrafił to wyrazić choć o połowę mniej precyzyjnie... To są moje myśli i gdy czytam je, to widzę je po raz pierwszy sformułowane. Zawsze to wiedziałem i zawsze o tym myślę, ale nie umiem tego »ująć«. (...) A jestem mimo wszystko czytelnikiem cholernie wybrednym. Ponad moje siły jest lektura wszystkich Szołochowów, Hemingwayów. Nie wiem, nie rozumiem, obce, nudne, głupie, płaskie, obojętne... W tym, co lubię, panuje także potworny mętlik. A więc Dostojewski i Czechow, Kafka, Schulz, ale także i Tomasz Mann, dziewiętnastowieczne sentymentalne opowieści o duchach i science fiction, a więc na przykład Margaret Oliphant i Bradbury, i Lem; gdyby jednak dalej poszperać w rzeczach nieraz i drugorzędnych i obrzydliwych, to znalazłby się tam (...) i Poe, i Meyrink, Dziady Mickiewicza, Rilke. Pasjonuje mnie to, co dotyka spraw niezrozumiałych, tajemniczych, jak paralelność zjawisk i zdarzeń w czasie, wyobraźnia ludzka, psychika, psychika chora - rzecz dotycząca schorzeń psychicznych, choćby była nawet słaba artystycznie, jest mi podejrzanie bliska"***.
Okładka
   Pasjonuje go też francuski pisarz Alain Robbe-Grillet i jego powieść Gumy wydana w Polsce w 1958 roku. Beksiński ma własny egzemplarz skradziony z biblioteki. Awangardowy Robbe-Grillet uważa, że tradycyjna formuła powieści już się wyczerpała, więc eksperymentuje z czasem i fabułą, tworząc antypowieść.   [...]
Zdzisław Beksiński czyta Gumy osiem razy. Porównuje konstrukcję powieści Robbe-Grilleta do budowy toru kolejowego, który w końcu musi wjechać na to samo miejsce, skąd wyszedł.
   Dochodzi do wniosku, że też chciałby tak pisać.


* Liliana Śnieg-Czaplewska, Bex@. Korespondencja mailowa ze Zdzisławem Beksińskim. Warszawa 2005, s. 81
** List Zdzisława Beksińskiego do Marii Turlejskiej z 10.10. 1966, w archiwum autorki. Oryginał listu znajduje się w posiadaniu Elżbiety Turlejskiej, córki Marii.
*** List Zdzisława Beksińskiego do Marii Turlejskiej z 5.07. 1966, w archiwum autorki. Oryginał listu znajduje się w posiadaniu Elżbiety Turlejskiej, córki Marii.


Magdalena Grzebałkowska: Beksińscy. Portret podwójny. Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, s. 79-80, przypisy: s. 433

wtorek, 11 marca 2014

... cała Polska czyta dzieciom

Okładka
   - Piszą, że trzeba dziecko stymulować intelektualnie - odkryła Mama Pitulka.
   Ale gdy tylko chciała poddać go stymulacji, pan Pitu zwiewał, gdzie pieprz rośnie. Jedyna odpowiedź, jakiej wówczas mogliśmy udzielić w kwestii, czy czytamy panu Pitu książeczki, brzmiała nieprofesjonalnie:
   - No, nie bardzo. Ale on lubi książki. Dosłownie pożarł Platona. Okładkę i dwie pierwsze kartki.
   Na widok książeczki na buzię Pitulka wpełzała taka bezbrzeżna nuda, że robiło nam się go żal. No ale czy mogliśmy zaniedbywać wychowanie dziecka? W końcu cała Polska czyta dzieciom, a my co? Jeszcze tego by brakowało, żeby nas pokazywali cichaczem palcami.
   - O, widzi pani, to ci państwo, co nie czytają dziecku. Od razu widać, że to dziecko jakoś gorzej rozwinięte, a rodzice to jakiś element.
   Przerobiliśmy wszystko. Był Brzechwa, Kubuś Puchatek i Miś Paddington. Wszystkie nudziły mniej więcej tak samo. Pitulek uprzejmie wysłuchiwał kilku pierwszych zdań, a potem wychodził.
   W końcu po jakimś czasie doszliśmy do kompromisu. Ja mu zacząłem czytać na głos kryminały, a on przestał uciekać. Z czasem uznałem, że właściwie nie muszę czytać na głos, bo Pitu i tak gubi się w akcji, i odtąd nic już nam nie zakłócało wspólnego czytania.

Leszek K. Talko: Dziecko dla odważnych. Szkoła przetrwania. Dziecko dla początkujących. Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Kraków 2014, s. 50

poniedziałek, 10 marca 2014

Wybory, to one kształtują nasz los...

Okładka
Wrócił do lady z dwoma książkami.
- Ach, dobry wybór - pochwaliłam, przejrzawszy tom wierszy Keatsa.
- Dla Marion, mojej żony - wyjaśnił.
- Och, i Dawid Copperfield.
- To dla mnie. Mam już chyba z dziesięć egzemplarzy.
Uśmiechnęłam się.
- Moje ulubione spośród wszystkich dzieł Dickensa. Jakie to inspirujące, gdy się pomyśli, że jest oparte na życiu Dickensa i że ktoś potrafił pokonać cierpienie i biedę, by w końcu osiągnąć szczęście.
Powiedziałam za dużo. Teraz patrzył mi prosto w oczy, a ja nienawidziłam tego spojrzenia. Mówiło: „Nie jest ci łatwo, co, dziecinko?”. Poczułam się żałośnie.
Tymczasem Hearne odezwał się cicho:
- Wiem, co masz na myśli. Sam doświadczyłem dzieciństwa Copperfielda.
Wpatrywałam się w niego zdumiona, że ten wyrafinowany mężczyzna stojący przede mną mógł zaznać biedy i cierpienia. Czy naprawdę odmienił swój los? Odgadł moje myśli, widząc wyraz mojej twarzy.
Okładka
Skinął głową.
- Wybory, to one kształtują nasz los. Nie otwierając książki, zaczął cytować z Dawida Copperfielda: „Czy bohaterem historii mego życia będę ja sam, czy też rola ta przypadnie w udziale komu innemu...”.
Skinęłam głową i dokończyłam z nim:
- „Z kart tej powieści się okaże”.
Staliśmy tak chwilę, zupełnie sobie obcy, lecz połączeni zrozumieniem. [...]


Ruta Sepetys: "Wybory". Wydawnictwo "Nasza Księgarnia", Warszawa 2014, s. 25-26, przełożył Paweł Kruk

czwartek, 6 marca 2014

Grzegorz Wasowski czytał ... "Krzyżaków"


Grzegorz Wasowski czyta...

Krzyżacy
(1900)

Drogi Heńku, nikt z rodaków
Nie zapomni Ci Krzyżaków!


Okładka
Drogie dziatki, chcemy streścić,
Co Sienkiewicz Henryk zmieścił
W książce swej pt. "Krzyżacy".
Sprecyzujmy zatem jacy

Z bohaterów są tam główni
Prócz Danusi Jurandówny.
Mamy Zbyszka więc, bratanka
Maćka. Obaj są z Bogdańca.

Jest Czech Hlawa - Zbyszka giermek,
Choć nie Polak, bitny szermierz.
Jest Jagienka silna, zdrowa
I jest Jurand ze Spychowa.

Scena pierwsza to gospoda.
O wojennych swych przygodach
Zbyszko z Maćkiem w niej mieszczanom
Prawią, aż tu z księżną panią

Zjawia się Danuśka - dwórka,
Czyli Jurandowa córka.
Patrząc na nią pojął Zbyszko,
Że z nią pragnie dzielić przyszłość,

I uczucie jej ślubował.
W drodze z Tyńca do Krakowa
Kruszyć kopię chciał z Krzyżakiem,
Co po trakcie szedł z orszakiem.

Lecz z Taczewa go Powała
Wstrzymał szczęściem, bo by stała
Rzecz się straszna, posłem bowiem
Był ten Krzyżak, a posłowie

To persony nietykalne.
Chociaż z Kuno Lichtensteinem,
Bo tak zwał się, ustalono,
Że nie złoży, złożył donos -

Poszedł Zbyszko więc na ścięcie,
Lecz gdy szedł, to w tym momencie
Danka białą nań zasłonę
Zarzuciła, że małżonek

Ma być jej to, gest ten znaczył,
Tak więc uszedł z łap siepaczy.
Jako że krzyżacka banda
W trwodze żyła przez Juranda,

Co w potyczkach przygranicznych
Zejść nie szczędził jej rozlicznych,
To porwała mu w odwecie
Ukochane jego dziecię.

W zgrzebnym worze Jurand stanął
Przed Krzyżaków zamku bramą
Za nic mając cześć i honor
(Byle Dankę mu zwrócono).

Gdy wpuszczono go do środka,
Z szyderstwami wpierw się spotkał,
Później, twierdząc, że to córa
Dziewkę mu przywiedli, która

Była niedorozwinięta.
Tu Juranda szał opętał -
Ciął na lewo i na prawo
Knechtów, którzy szli nań ławą.

I pachołków, i komtura,
Czyniąc jatkę w Szczytna murach.
A gdy w końcu go pojmano -
Oślepiono i wyrwano

Język mu, a dłoń obcięto,
A poddany był tym mękom
Z przyczyn nader oczywistych -
Tak de Löwe kazał Zygfryd

Gdy już wyszedł skatowany
Jagna mu leczyła rany.
Potem Dankę z rąk wyrwano
Niemca, strasznie schorowaną,

Okładka
Lecz przy życiu jej nie zastał
Jurand bo niebawem zgasła.
Kiedy Zygfryd wpadł w kajdany
J. poniechał zemsty na nim.

Lecz czuł winnym się de Löwe,
Więc powiesił się na drzewie.
Jurand po tych wszystkich przejściach
Wkrótce też w stan przeszedł zejścia.

Zbyszko długo żył w zgryzocie,
Gdy minęła, to dwóch pociech
Się doczekał, bo Jagienka
Urodziła mu bliźnięta.

Męskie, potem dwóch chłopaków
Aż czas nadszedł, by Krzyżaków
Skarcić wreszcie za ich butę
Pod Grunwaldem. Jaki skutek?

Henryk Sienkiewicz
Ano taki, że z Zakonu
Mało kto się zjawił w domu.
Maćko zabił tam Kunona,
Zbyszko też brał udział w zgonach,

A co Czarny tam Zawisza
Zdziałał, chyba każdy słyszał,
Osiemnaście ciał tysięcy
Zostawili w polu Niemcy,

A sprawili ich upadek
Zyndram, Witek oraz Władek.
Nic już nie ma do dodania -
Pora zasiąść do czytania.


Grzegorz Wasowski: "PKS, czyli Przegląd książek szkolnych". Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 103-108

wtorek, 4 marca 2014

O zbrodni ślinienia palców przy przekładaniu kartek

ze zbiorów BU UAM w Poznaniu
   Urban: Z tego co mówisz wnioskuję, że Bazyli to jakiś wyjątkowy fanatyk książki!
   Ambroży: Fanatyk i maniak. Chce cały świat przekonać o tym, że książka jest najcenniejszym darem niebios. Nie przebiera w środkach, by ludzi o tym pouczać, zwłaszcza młodzież. Gdy jakiś Bogu ducha winien uczeń, w poszukiwaniu podręcznika, zabłądzi do jego sklepiku, Bazyli zamyka drzwi na klucz i nie wypuszcza go dopóki nie wyrecytuje przed nim długiej tyrady na temat miłości i poszanowania dla ksiąg, tyrady suto naszpikowanej łacińskimi cytatami w rodzaju: Legende vitam producite, albo: Multum legendum esse non multa, albo wreszcie: Nulium esse librum tam malum ut non aliqua parte prodesset, czego naturalnie smarkacze nie rozumieją i stojąc na baczność przed surowym oratorem dłubią w nosie, a potem uciekają co sił w piętach. Gdy kiedyś w antykwarni młodzian 14-to letni dopuścił się zbrodni ślinienia palców przy przekładaniu kartek jakiegoś pergaminowego voluminu, Bazyli wpadł w taką pasję, że walił chłopca z całych sił tym ciężkim voluminem po głowie i nie przestał go walić nawet wtedy, kiedy na wrzask ofiary wpadli do sklepu sąsiedzi. O mało co szewcy nie zdemolowali mu wtedy sklepu, bo chłopak był szewskim synem...
   Urban: Czy nie przesadzasz? W głowie się nie mieści to co słyszę o twoim Bazylim!
  Ambroży: Przygotuj się na jeszcze większe niespodzianki! Przede wszystkim uderzy cię podobieństwo Bazylego do Anatola France'a. Ten kto zna z portretów oblicze autora Czerwonej lilii z ostatnich lat życia, jest zaskoczony tym zdumiewającym podobieństwem...*

Przede wszystkim uderzy cię podobieństwo Bazylego do Anatola France'a...

*Zuzanna Rabska: "Antykwariusz Bazyli". Z cyklu: "Dialogi o książce". "Silva Rerum", Towarzystwo Miłośników Książki w Krakowie, Kraków 1939, s. 6

Zdjęcie A. France'a pochodzi ze strony Encyclopédie Larousse

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...