czwartek, 27 lutego 2014

Pip na Pacyfiku *

Okładka
O Panu Pipie nowozelandzkiego pisarza, Lloyda Jonesa, dowiedziałam się przy okazji wizyty w Mieście Książek. Zainteresowało mnie to, co napisała o książce Padma i natychmiast odszukałam ją w katalogu mojej biblioteki.

"Kiedy ptak wyleciał przez okno, pan Watts zaczął czytać.
   Nikt nie czytał mi wcześniej po angielsku. Innym też. W domach nie mieliśmy książek, a przed wprowadzeniem blokady docierały do nas wyłącznie książki z Moresby, a one były napisane w pidżyn. Kiedy pan Watts zaczął czytać, wszyscy umilkliśmy. W naszym świecie pojawił się nowy dźwięk. Czytał powoli, dzięki czemu słyszeliśmy kształt każdego słowa.
   Nazwisko mojego ojca brzmiało Pirrip, a mnie dano imię Filip. Mój dziecinny język nie potrafił oddać wyraźnie tych dwu dźwięków i stapiał je w krótkie miano Pip. Nazwałem więc sam siebie Pipem i wszyscy zaczęli mnie tak nazywać *.
   Tak bez ostrzeżenia. Pan Watts po prostu zaczął czytać. Siedziałam w ławce w przedostatnim rzędzie. Gilbert Masoi przede mną zasłaniał mi cały widok swoimi grubymi ramionami i wielką głową pokrytą wełnistą czupryną. Dlatego w pierwszej chwili sądziłam, że pan Watts opowiada o sobie. Że to on ma na imię Pip. Dopiero kiedy zaczął krążyć między ławkami, dostrzegłam w jego ręku książkę.
Okładka
   On czytał, a my słuchaliśmy. Minęło trochę czasu, zanim przerwał, ale kiedy na nas spojrzał, nadal siedzieliśmy w milczeniu. Potok słów ustał. Powoli wróciliśmy do swoich ciał i żywotów.
   Pan Watts zamknął książkę i uniósł ją wysoko w górę, jakby był pastorem dzierżącym w dłoni Biblię. Z uśmiechem na ustach rozejrzał się po klasie.
   - Przeczytałem wam pierwszy rozdział Wielkich nadziei, najlepszej powieści napisanej przez najwybitniejszego angielskiego pisarza dziewiętnastego wieku, Karola Dickensa.
   Okazaliśmy się głupi jak nietoperze. Spodziewaliśmy się, że faktycznie poznamy człowieka o nazwisku Dickens. Pan Watts najwyraźniej domyślił się, o czym myślimy.
   - Kiedy czytamy dzieło wielkiego pisarza - zauważył - to tak, jakbyśmy go osobiście poznawali. Możecie mówić, że poznaliście pana Dickensa na papierze, jeśli można się tak wyrazić. Ale jeszcze go nie znacie.
Karol Dickens
   Jedna z młodszych dziewczynek, Mabel, podniosła rękę. [...]
   - Kiedy będziemy mogli powiedzieć, że znamy pana Dickensa? - spytała.
   Pan Watts podparł brodę palcami. Zastanawiał się przez chwilę.
   - To bardzo trafne pytanie, Mabel. Najpierw pomyślałem, że nie ma na nie odpowiedzi. Mimo to zaryzykuję. Niektórzy z was będą znali pana Dickensa, kiedy skończymy czytać książkę. Liczy sobie ona pięćdziesiąt dziewięć rozdziałów. Jeżeli będę wam czytać jeden rozdział dziennie, zabierze nam to pięćdziesiąt dziewięć dni.
   Wróciliśmy do domów z trudnymi do wyjaśnienia informacjami. Poznaliśmy pana Dickensa, ale jeszcze go nie znamy - to miało nastąpić dopiero za pięćdziesiąt osiem dni. Był 10 grudnia 1991 roku. Szybko policzyłam, że nie będziemy znać pana Dickensa do 6 lutego 1992 roku.


* Charles Dickens, Wielkie nadzieje, tłum. Karolina Beylin, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, s. 5. Wszystkie przypisy w książce pochodzą od tłumacza."

Lloyd Jones: "Pan Pip", W.A.B. Wydanie I, Warszawa 2013, s. 24-26, tłum. Jacek Konieczny

* Za tytuł tego posta posłużył mi fragment książki "Pan Pip", strona 66
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...