sobota, 11 maja 2013

Najbardziej lubię detektywy...

Okładka
"Wzięła książkę z pianina i otworzyła. Przeczytała pierwszą linijkę: "Śniło mi się tej nocy, że znów jestem w Manderley." Zaintrygowały ją początkowe zdania; ciekawe, czy Vandam czyta tę książkę. Może mogłaby ją pożyczyć - byłoby miło mieć coś, co należało do niego. Z drugiej strony odnosiła wrażenie, że nie jest namiętnym czytelnikiem powieści. Nie chciała pożyczać tej książki od jego żony. 
Wszedł Billy. Elene odłożyła gwałtownie książkę, doznając irracjonalnego poczucia winy, jak gdyby szpiegowała. Billy dostrzegł jej gest.
- Ta nie jest dobra - powiedział. - To o jakiejś głupiej dziewczynie, która boi się gospodyni swojego męża. Nie ma żadnej akcji.
Elene usiadła, Billy usiadł naprzeciw niej. Najwidoczniej miał ją zabawiać. Był miniaturową kopią swojego ojca, z wyjątkiem tych wyrazistych szarych oczu.
- A więc ją czytałeś?
- Rebekę? Tak. Ale nie bardzo mi się podobała. Mimo to zawsze doczytuję do końca.
- A co lubisz czytać?
- Najbardziej lubię detektywy.
- Detektywy?
- Powieści detektywistyczne. Przeczytałem całą Agathę Christie i Dorothy Sayers. Chociaż najbardziej lubię amerykańskie: S. S. Van Dine'a i Raymonda Chandlera.
- Naprawdę? - Elene uśmiechnęła się. - Ja też lubię powieści kryminalne, bez przerwy je czytam.
- Och! A kto jest pani ulubionym detektywem?
George Simenon
Elene zastanowiła się.
- Maigret.
- Nigdy o nim nie słyszałem. Jak się nazywa autor?
- George Simenon. Pisze po francusku, ale część książek przetłumaczono na angielski. Rozgrywają się najczęściej w Paryżu. Są bardzo... skomplikowane.
- Pożyczy mi pani jedną? Tak trudno zdobyć nowe książki, przeczytałem już wszystkie w tym domu i w bibliotece szkolnej. Wymieniam się z kolegami, ale wie pani, oni lubią historie o dzieciach, które mają przygody podczas wakacji.
- Chętnie - powiedziała Elene. - Wymieńmy się. Co mi pożyczysz? Zdaje się, że nie czytałam żadnych amerykańskich.
- Pożyczę pani Chandlera. Amerykańskie są bliższe życiu. Mam dosyć tych historii o angielskich dworkach i ludziach, którzy prawdopodobnie nie potrafiliby zabić nawet muchy.
Dziwne, pomyślała Elene, że chłopiec, dla którego angielski dworek mógłby stanowić część codziennego życia, uważa opowieści o amerykańskich detektywach za "bliższe życiu". Zawahała się, a potem spytała:
- Czy twoja mama czytuje powieści kryminalne?
Billy odpowiedział prędko:
- Moja matka zginęła w zeszłym roku na Krecie."

Ken Follett: "Klucz do Rebeki". Amber, Warszawa 1989, s. 178-179, tłum. Hieronim Mistrzycki

poniedziałek, 6 maja 2013

Miałem w ręku dzieło wybitne...


Okładka
Okładka
"Na przedramionach poczułem gęsią skórkę. Jakby znienacka powiało w pomieszczeniu chłodem. Przez otwarte okno dobiegło skądś rżenie konia i cichszy szczęk, srebrzysty i ostry, jak skrzyżowanie krótkich mieczy. Powoli obróciłem się, tłumacząc sobie, że moje zadanie, takie czy inne, nie będzie miało nic wspólnego z przerażającą izdebką. Moje królestwo to nie laboratorium, ale księgozbiór. I zaraz potem zauważyłem w tym bałaganie coś więcej.
W gąszczu butli i instrumentów nie zdołałem wcześniej dostrzec dwóch tomów. Sięgnąłem po ten leżący na wierzchu, spodziewając się kolejnego traktatu alchemicznego. Okazało się jednak, że to atlas świata Theatrum orbis terrarum Abrahama Orteliusa. To wydanie wydrukowano w Pradze w roku 1600; w kilka lat po śmierci Orteliusa, jeśli dobrze pamiętam. Stronice poważnie uszkodziła woda, lecz atlas fachowo oprawiono na nowo w bukram. Na wyklejce znajdował się wyszukany ekslibris z mottem Littera Scripta Manet.
Przez chwilę przerzucałem pomarszczone trzeszczące stronice z dziesiątkami pięknie rytowanych map. Atlas znałem nieźle, chociaż o istnieniu tego wydania nie wiedziałem. Nie było w tym wszelako nic dziwnego, bo po pierwszej publikacji w roku 1570 dzieło doczekało się dziesiątków wznowień. Zastanawiałem się, jak tutaj zawędrowało z biblioteki. Może wielkim Orteliusem, niegdyś królewskim kosmografem Filipa II, po prostu podpierano drzwi albo użyto go w roli podnóżka?
 
Przez chwilę przerzucałem pomarszczone trzeszczące stronice z dziesiątkami pięknie rytowanych map...
Odłożyłem atlas i wziąłem drugi wolumin, nowszy, w znacznie lepszym stanie. Miałem w ręku dzieło równie wybitne: Galileusza Dialogo sopra i due massimi sistemi del mondo w przekładzie Thomasa Salusbury'ego. Pod tytułem Systemat świata w dialogach zostało wydane w Londynie zaledwie przed miesiącem czy dwoma. U drukarza zamówiłem dwa tuziny, które sprzedałem w kilka godzin. Teraz znałem już wyniki sprzedaży w całym kraju oraz w Holandii, Francji i Niemczech. Najwyraźniej cała Europa chciała koniecznie poznać to filozoficzne arcydzieło, najważniejszą i najbardziej sporną książkę tych czasów, która zdaniem jezuitów z Collegio Romano wyrządziła Rzymowi więcej szkód niż Luter i Kalwin razem wzięci."
 
Miałem w ręku dzieło równie wybitne: Galileusza  Dialogo sopra i due massimi sistemi del mondo...
 
King Ross: „Ekslibris”. Rebis 2007, 416 s., tłum. Wojsław Brydak

niedziela, 5 maja 2013

Czy Jean-Claude przeczytał wszystkie te książki?


Okładka
 "Tessa postanowiła obejrzeć książki na półkach. Mnóstwo filozofów... Kartezjusz, Arystoteles, Platon, Sofokles, pisarze francuscy tacy jak Victor Hugo, Céline, André Malraux, Jean-Paul Sartre, Emil Zola oraz Colette. Książki z zakresu historii Francji, Anglii i Ameryki. Niektóre jej ulubione lektury, a wśród nich Dickens, siostry Bronté i Jane Austen. Wszelkie aspekty polityki też były obecne, w postaci dzieł Charlesa de Gaulle'a, Winstona Churchilla oraz innych autorytetów. Zobaczyła mnóstwo biografii polityków takich jak Churchill, John Major, de Gaulle, John Kennedy, Ronald Reagan oraz Franklin Roosevelt, historie Napoleona, Talleyranda, Nelsona, księcia Marlborough i Cromwella, a także Elżbiety Tudor i Karola II. Zauważyła również zbiór słynnych mów Churchilla z czasów drugiej wojny światowej oraz jego Historię narodów anglojęzycznych w wielu tomach.
  Były tam też książki na temat wielu religii, począwszy od chrześcijaństwa, przez judaizm i buddyzm po islam. Zauważyła, że opracowania na temat islamu stoją tuż przy zbiorze książek dotyczących terroryzmu. Obok znajdowała się się ogromna liczba tomów opisujących setki wojen stoczonych podczas wielu wieków. Tymczasem na kolejnej półce stało dużo nowszych wydań, wśród których zauważyła kolorowe okładki powieści znanych brytyjskich autorów.
  Dalej dostrzegła opracowania na temat sztuki - Renoira, Picassa, Maneta, Moneta, Degas, Gauguina, Turnera, Constable'a, Gainsborough, Bernarda Buffeta i Rodina. Na kolejnej półce spoczywały książki o muzyce Masseneta, Bizeta, Ravela, Bacha, Beethovena, Mozarta, Pucciniego i operach Wagnera.
  Zadała sobie pytanie, czy Jean-Claude przeczytał wszystkie te książki, i doszła do wniosku, że to więcej niż prawdopodobne."

Barbara Taylor Bradford: "Uśmiech losu". Wydawnictwo Dolnośląskie 2007, s. 244, przekład: Magda Białoń-Chalecka


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...