piątek, 29 marca 2013

Zaledwo zimy minęła pogróżka...

Paul Cezanne - Bare Trees


LEOPOLD STAFF - SAD O PRZEDWIOŚNIU

Zaledwo zimy minęła pogróżka,
W łagodnym, miękkim i tkliwym powiewie
W sad nagi wchodzi wiosna, nowicjuszka
Skromna, co jeszcze o swych czarach nie wie.

W powietrzu srebrna mglistość pozimowa...
Tu i tam jeszcze w szczelinie głębokiej
Szczypta się śniegu ostatniego chowa
Jak białe pióro w ciemnych skrzydłach sroki.

Sad cichy, niemy, pusty. W monotonnej
Szarości ziemia, co woń ostrą szerzy,
Siwobrunatna jak habit zakonny,
W pokutnym półśnie umartwienia leży.

Oczekiwaniem tęsknie-nudnym chora,
Pręży gałęzie drzew jak owad macki,
Czyli się przecknąć do życia już pora,
Czy już przymrozek nie czyha z zasadzki.

Z oddali, która głosy tłumi sennie,
Jakoś inaczej niż zwykle kur pieje,
Dziwnie piętrowo, wieszczo, przedwiosennie,
Budząc niepokój razem i nadzieję.

Jest coś przyszłego, nienarodzonego,
W przestworzu, które zdaje się jak próżnia,
Kędy serdeczna czczość i mdłość się lega.
A zmartwychwstania wielki cud się spóźnia.

Drzewa splątanych gołych koron gęstwą,
Co jak szkielety stoją czarnokostne,
Owiewa jakieś nieme nabożeństwo,
Jakieś milczenie twarde, wielkopostne.

Sad w ascetycznej zadumie śni cichy,
Nagi jak z cierni wieniec Męki Pańskiej,
Którą ćwierkaniem głoszą wiosny mnichy,
Wróble, w szarości swojej franciszkańskiej.

Leon Wyczółkowski - Magnolie (1905)

niedziela, 24 marca 2013

Czytając po cichu, śmiać się w duchu...

Okładka
"Paliła się tylko mała lampka na stoliku nocnym. Ludwik leżał w łóżku w swoim pokoju i czytał książkę.  Na twarzy miał zachwycony uśmiech, od czasu do czasu chichotał, aż nagle wybuchł niepohamowanym, głośnym, wręcz wariackim śmiechem, tarzał się po łóżku i nie mógł przestać. Drzwi uchyliły się ostrożnie i stanął w nich ojciec. Był w długiej nocnej koszuli, zaspany i najpoważniej przerażony.
- Co ci się stało?
- Nic... nic, tylko, nie mogę... - Ludwik aż skakał po łóżku. - Powiedział, że wewnątrz kuli ziemskiej jest druga kula, daleko większa...
- Kto?
- Wariat. To znaczy profesor w zakładzie wariatów.
- Co ty czytasz?
- Szwejka.
- I musisz się tak głośno śmiać?
- Muszę...
- Przecież czytasz po cichu, powinieneś się śmiać ... w duchu."

Janusz Majewski: "Mała matura". Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2010, s. 282

Dobry wojak Szwejk w Przemyślu

piątek, 22 marca 2013

Czemu o tańcu opowiadasz drzewu wrośniętemu w ziemię?

Okładka
  "Całe moje nieoczekiwanie powodzenie polegało na tym, że z ochotą dogadzałem jej kaprysom, i gdy mi rozkazała: "Opowiadaj" - do znudzenia rozwijałem w przeróżnych odmianach stary repertuar awanturniczych przygód, które zapamiętałem z wizyty wuja. Dopóki się dało, uzupełniałem je swymi szkolnymi wiadomościami. Interesowała się wszystkim, co znałem z geografii, z historii, z przyrody, byle niosło z sobą choć smużkę zapachu dalekich krain. Zachwycały ją pustynie, morza, dżungle - okolice, które były jak najbardziej oddalone od spokojnego i zacisznego zakątka ziemi, gdzie się urodziła i z którego dotąd nie ruszyła się na krok.
   Moja chłopięca lektura była mi w tym zadaniu doskonałym oparciem. Opowiadałem jej treść powieści o Indianach, które pochłaniałem bez wiedzy rodziców, powieści detektywistycznych, prymitywnych "kryminałów". Mieszałem przygody wuja z pirackimi historiami, podróżowałem przez Kordyliery z dziećmi kapitana Granta, budowałem chaty z trzciny jak robinsonowski Piętaszek. Była wyrozumiała wobec największych nawet naiwności, pozwalała mi mówić, dopóki ją to choć trochę bawiło. Kiedy spostrzegła, że się zbytnio powtarzam, strofowała mnie:
   - Jesteś jak zepsuta katarynka, korbka ci skrzypi jak przy naszym stereoskopie. Kup sobie nowe obrazki.
Albo fukała na mnie:
   - Zostaw te głupie wymysły! Już mnie to męczy. Czemu o tańcu opowiadasz drzewu wrośniętemu w ziemię? Jesteś złośliwy, rozumiesz? I pysznisz się, że masz interesującego wuja. Wynoś się! Nie chcę cię już widzieć! "

Jaroslav Havlíček: "Helimadoe". Czytelnik, Warszawa 1978, s. 115-116, przekład Helena Gruszczyńska-Dębska

"Interesowała się wszystkim, co znałem z geografii, z historii, z przyrody,
byle niosło z sobą choć smużkę zapachu dalekich krain..."
"Mapy. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata".
Wydawnictwo Dwie Siostry 2011

czwartek, 21 marca 2013

Jacek Kaczmarski - Oda do mego (wstydliwego) księgozbioru

Jacek Kaczmarski - Oda do mego (wstydliwego) księgozbioru

O, książki moje! Tomy tłuste,
Mrowiska pracowitych czcionek!
Gdy wzrokiem grzbiety Wasze musnę,
Już czuję, jak rozkosznie tonę.

Jest w Was pokusa, pusta rozkosz,
Narzędzie mordu (czas - ofiarą)
I tarzać można się w Was bosko
Pławiąc się w zbrodni... (gardząc karą).

A przecież potraficie gryźć
I sen usunąć z ciężkich powiek,
Lecz bez Was - jak przez życie iść,
Mówiąc o sobie jeszcze - Człowiek?

Choć mnóstwo czarno-białych bzdur
Widzi w Was sposób na przetrwanie -
Jesteście, jak ogromny chór,
Gdzie każdy własne miewa zdanie.

Zatem bezwzględnie można mieć
Do współbrzmień Waszych zastrzeżenia,
Lecz w demokracji - każdy śmieć
Musi mieć coś do powiedzenia.

Zbieracie - mówią żony - kurz.
Ba! Wtedy, kiedy nikt nie czyta!
Mieć w domu Wasz Jadłospis Dusz
I móc nie najeść się do syta!

Przy Was, jak ostrzyżony Samson,
Choć ślepy - nie dam się poniżyć.
Kto umie czytać piękne kłamstwo -
Do Prawdy się (być może) zbliży...

Więc proszę jeszcze! Więcej! Tłuściej!
Treściwiej! W lęku i w inwencji!
Bym sączył, co czyjś talent chluśnie -
Smakując wrzątek...i esencję.



Osowa, 28.5.2003

Jacek Kaczmarski






środa, 20 marca 2013

Gdy wiosna zaświta...


Gdy wiosna zaświta,
jest w ogrodzie raz ciemniej, raz jaśniej.
Wciąż coś zakwita, przekwita.
Wczoraj kwitło moje serce. Dziś jaśmin.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska: "Ogród". W zbiorku "Pocałunki". Ad Oculos 2007


Claude Monet - Springtime (1872)
Obraz znany jest też pod tytułem: A Woman Reading

poniedziałek, 18 marca 2013

Książka jest najszlachetniejszą formą dialogu

Okładka
"Po łacinie "liber" z krótkim "i" oznacza książkę, z długim "i" człowieka wolnego. Tak więc książki służą wolności, wolni zaś lubią książki.
Pień "liber" tworzy całą rodzinę czcigodnych słów, jak "libertas" - niezależność, otwartość; "liberalitas" - hojność ducha, "liberatio" - oswobodzenie.
[...]
Książka jest najszlachetniejszą formą dialogu.
Książka zabiera głos tylko wtedy, kiedy chcemy jej posłuchać, nie narzuca nam natrętnie swych poglądów, powtarza je, jeśli chcemy, raz i drugi, aż trafia nam do przekonania; milknie, jeśli sobie tego życzymy, mówi o wszystkim, porusza najwstydliwsze prawdy spokojnie, w cztery oczy: książka nie przerywa nam, przysłuchuje się nam z uwagą, uwzględnia nasze sprzeciwy, odnosi się z wyrozumiałością i cierpliwością do naszego umysłu. Umie czekać. Zastanawia, wstrząsa, uszczęśliwia, a przy tym szanuje nasze własne sądy, więcej, dopiero w dialogu z nami okazuje swoją skuteczność. Książka jest tak czy inaczej rozmową dobrowolną, toczoną w pełnym zaufaniu."
 
Karl Dedecius: "Notatnik tłumacza". Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, s. 21-22, przekład autoryzowany: Jan Prokop
 
Karl Dedecius
 

niedziela, 17 marca 2013

Każdy posiadacz pokaźnej domowej biblioteki ma swoje ulubione egzemplarze "z historią"...

Okładka
"Każdy posiadacz pokaźnej domowej biblioteki ma swoje ulubione egzemplarze "z historią". Otrzymane w prezencie, odziedziczone, kupione w antykwariacie, znalezione na śmietniku. Widać po nich, z jakiego domu pochodzą, jak się z nimi obchodzono, gdzie trzymano - jedne mają pozaginane rogi i zaplamione strony, inne czuć papierosowym dymem, jeszcze inne należały do pedantów, którzy rozginali książkę tylko na czterdzieści pięć stopni, tyle, żeby było widać druk, ale żeby nie zdefasonować grzbietu; zachowywali obwoluty w nienagannym stanie i wklejali bardzo eleganckie ekslibrisy. [...] Nie mówię już o notatkach na marginesie, bo to temat na kilka takich felietonów jak ten.
[...]
I oczywiście większe inserty - wszelkiego rodzaju zakładki liściki, zapomniane rachunki.
Jacek Dehnel
fot. Cezary Rucki
W dawno nieczytanych książkach z naszej domowej biblioteki znaleźć można perforowane karty do komputerów z czasów, kiedy mój ojciec pracował na Wydziale Informatyki Politechniki Gdańskiej - a było to w zamierzchłej epoce, która nie słyszała o dyskietce. W osiemnastowiecznym weneckim mszale, który wygrzebałem z dna kartonu na warszawskim targu staroci i kupiłem za zawrotną sumę złotych polskich dwudziestu, a potem pół dnia, strona po stronie, rozprasowywałem, znalazłem kilka martwych much - Bóg jeden wie, z którego wieku. A o zasuszonych listkach, kwiatkach i płatkach już nawet nie wspominam, tyle tego leży w zapomnieniu między jednym wierszem a drugim. Lubię je znajdować i starannie układać w taki sposób, żeby nic się im nie stało i żeby mnie ucieszyły przy kolejnej lekturze.
Jeśli zatem słyszę po raz kolejny, że "czas książki dobiega końca", że nowoczesne nośniki, że na jednym pendrivie zmieści się cała biblioteka, macham na to ręką. Bez względu na wszystkie wygody technologii nic nie zastąpi radości z przewracania kolejnych stron, szukania zakładki, znajdowania w tomiku, przyniesionym własnie z antykwariatu, karteczki z napisem "zadzwonić do Lucyny" albo czyjegoś włosa, starannie zwiniętego i włożonego między kartki, jakby miał powiedzieć nam, właśnie nam, coś znacznie ważniejszego niż sama książka."

Jacek Dehnel: "Egzemplarze specjalne". W: "Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu". Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2013, s. 363-366

sobota, 16 marca 2013

Creative Blog Award



Za oknem nadal zima, chociaż powinna już być wiosna, jest przecież połowa marca. Sobota jednak zaczęła się dla mnie radośnie, a to za sprawą wyróżnienia, które otrzymałam od Viv - autorki bloga Krakowskie Czytanie - w blogowej zabawie o nazwie:

Creative Blog Award

Od dawna jestem "tropicielką" książek w książkach, od niemal roku zamieszczam te cytaty tutaj  i naprawdę miło mi wiedzieć, że ich czytanie sprawia przyjemność nie tylko mnie. :-) 
Viv, bardzo Ci dziękuję! :-)

Zasady zabawy pozwoliłam sobie skopiować od Viv

1. Wyróżnij 5 blogów (nie można wyróżnić osoby od której dostało się wyróżnienie).
2. Poinformuj osoby wyróżnione o wyróżnieniu.
3. Umieść wyróżnienie na pasku bocznym.
4. Podziękuj za wyróżnienie.
5. Napisz o sobie w trzech słowach.

Zwykle trudno mi jest podporządkować się regułom, tym razem także... No i nie udało mi się sformułować tych trzech słów o sobie, dlatego będzie krótka fraza z dodatkowym wyjaśnieniem:

Zielono mam w głowie...

Petr Filippov: Viola elatior (2007)
Jako uzupełnienie - wspaniały wiersz Kazimierza Wierzyńskiego:

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną, 
Na klombach mych myśli sadzone za młodu, 
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną 
I które mi świeci bez trosk i zachodu. 

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety 
Rozdaję wokoło i jestem radosną 
Wichurą zachwytu i szczęścia poety, 
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną. 

piątek, 15 marca 2013

Zatelefonować do Isaka Dinesena...


Okładka
"Siadłem sobie z książką w fotelu. W każdym pokoju były dwa fotele. Jeden się nazywał mój, drugi - Warda Stradlatera, który ze mną mieszkał. Oba miały poręcze zdezelowane, bo stale ktoś na nich przysiadał, ale poza tym fotele były dość wygodne.
Tę książkę, którą wtedy czytałem, wziąłem z biblioteki przez omyłkę. Dali mi inną, niż chciałem, ale spostrzegłem się dopiero po powrocie do swojego pokoju. Wpakowali mi „W afrykańskim buszu” Isaka Dinesena. Bałem się, że to będą nudy na pudy, ale nie: książka okazała się dobra. Uczyć się nie lubię, ale czytam dużo. Najulubieńszym moim autorem jest D. B. - mój brat - a po nim zaraz Ring Lardner. Dostałem od brata jedną książkę Lardnera na urodziny, przed samym swym wyjazdem do „Pencey”. Były w tym tomie zabawne, zwariowane sztuki, a także opowiadanie o policjancie, który kontrolował ruch na jezdni i zakochał się w ślicznej dziewczynie, stale przekraczającej dozwoloną szybkość. Biedak jest żonaty, więc nie może się z tą ślicznotką ożenić ani nic. Dziewczyna rozwala wóz i ginie, bo swoim zwyczajem gazuje za prędko. Wzięła mnie ta historia. Lubię takie książki, żeby od czasu do czasu można było się pośmiać. 
Okładka
Czytam mnóstwo klasyków, jak na przykład: „Powrót na rodzinną glebę” i tym podobne, dość chętnie; czytam dużo książek o wojnie, a także sensacyjne powieści, lubię je, ale nie wzruszają mnie zanadto. Dopiero wtedy wiem, że mnie książka naprawdę zachwyciła, jeżeli po przeczytaniu myślę o jej autorze, że chciałbym z nim się przyjaźnić i móc po prostu telefonować do niego, ile razy przyjdzie mi ochota. Ale takich pisarzy nie ma wielu. Do tego Isaka Dinesena mógłbym zatelefonować, owszem. Do Ringa Lardnera też, ale D.B. powiedział mi, że on już umarł. Są jednak takie książki, jak na przykład: „W niewoli uczuć” Somerseta Maughama. Czytałem to zeszłego lata. Dobre, nie ma co mówić, ale nie miałbym ochoty telefonować do Somerseta Maughama. Sam nie wiem, dlaczego. Po prostu nie jest to typ, z którym chce się pogadać przez telefon. Już raczej zadzwoniłbym do starego Thomasa Hardy. Lubię Eustację Vye."
 
Jerome David Salinger: "Buszujący w zbożu". Iskry, Warszawa 1988, 192 s., tłum. Maria Skibniewska
 
Isak Dinesen, czyli Karen Blixen (1923)
 

wtorek, 12 marca 2013

Jaki jest twój ulubiony film oparty na książce?

Okładka
"- No dobrze, wracając do tematu. Naprawdę obejrzałeś z klasą "Clueless", żeby ocenić aktualność "Emmy" Jane Austen? 
- Chciałem pokazać, że literatura nie jest martwa, że tematyka, dynamika, a nawet zwyczaje z epoki Emmy mają swoje odbicie w naszych czasach. 
- Szkoda, że nie miałam takich nauczycieli jak ty. Podobał Ci się film" "Clueless"? 
- Tak. Pomysłowy. 
- Uwielbiam kino. Wczoraj wieczorem urządziłyśmy sobie podwójny seans, ale przejadłam się zapiekanką z kurczaka i zasnęłam przy "Prosto w serce". Hugh Grant. - Znowu machnęła kieliszkiem. - "Rozważna i romantyczna". Widziałeś? 
Okładka
- Tak. Moim zdaniem to piękna adaptacja, pełna szacunku dla oryginału. Czytałaś książkę? 
- Nie. Wiem, że to okropne. Czytałam "Dumę i uprzedzenie". Bardzo mi się podobała. Chciałabym przeczytać ją jeszcze raz, kiedy mam już w głowie obraz Colina Firtha jako Pana Darcy'ego. Jaki jest twój ulubiony film oparty na książce? 
- Mój ulubiony: "Zabić drozda". 
- Och, Gregory Peck. Tę książkę czytałam - dodała. - Jest świetna. Ta scena na samym końcu, kiedy ona... jak jej było na imię? 
- Scout. 
- Tak, kiedy ona jest narratorką, a my widzimy go przez okno, jak siedzi przy łóżku syna. To takie piękne. Jako dziecko wyobrażałam sobie, że Atticus jest moim ojcem. Albo Gregory Peck, wszystko jedno. Byłby przy mnie, kiedy budzę się rano. Chyba nigdy mi to nie minęło. Żałosne. 
- Ja tak nie myślę. Nie wiem, jak to jest dorastać bez ojca. 

Jako dziecko wyobrażałam sobie, że Atticus jest moim ojcem...
Atticus Finch (Gregory Peck) i Scout (Mary Badham)
w filmie "To Kill a Mockingbird" (1962)
[...] 
-... Ale to zbyt przygnębiający temat na tak miłą kolację. Podaj mi jeszcze jeden tytuł adaptacji, którą lubisz. 
Stephen King
Carter miał ochotę pogłaskać Mac po włosach i przytulić, ale wiedział, że taka pociecha nie była jej potrzebna. Przeszukał zasoby pamięci. 
- "Stań przy mnie". 
Zmarszczyła brwi, próbując umiejscowić tytuł. 
- Nie znam tej książki. Kto ją napisał? Steinbeck? Fitzgerald? Yeats? 
- Stephen King. Film oparty jest na jego opowiadaniu "Ciało". 
- Poważnie? Czytasz Kinga? On mnie śmiertelnie przeraża, ale nie potrafię się oprzeć. Poczekaj! To ten film, w którym chłopcy wyruszają na poszukiwanie faceta, którego prawdopodobnie przejechał pociąg? Przypominam sobie, Kiefer Sutherland gra skończonego dupka. Jest świetny. 
- To film o przyjaźni i lojalności. O dorastaniu, wzajemnym wsparciu. 
- Masz rację - powiedziała, przyglądając mu się uważnie. - To prawda. Założę się, że jesteś naprawdę fantastycznym nauczycielem."

To film o przyjaźni i lojalności...
Stay By Me (1986)

Nora Roberts: "Portret w bieli". Prószyński i S-ka, Warszawa 2010, s. 125-127

poniedziałek, 11 marca 2013

Grzegorz Wasowski czytał... "Balladynę"


Grzegorz Wasowski czyta...

Balladyna
(1839)

Balladyna! Balladyna!
To klasyczny już kryminał!


Okładka
Drogie dziatki, chcę wam streścić
Co Słowacki Julek zmieścił
W "Balladynie", lecz nim wątek
Snuć rozpocznę, na początek

Tych ujawnię bohaterów,
Co u zdarzeń stoją sterów.
Jest królowa więc Goplana -
(Nimfa w Grabcu zakochana)

Wspomagają ją w jej gierkach
Duszki: Chochlik oraz Skierka.
Grabiec jest, wspomniany wyżej,
Choć w hierarchii stoi niżej,

Okładka
Bo zwyczajny to parobek
Który upodobał sobie
Córkę Wdowy Balladynę,
Co za siostrę ma Alinę.

Mamy też Kirkora - to graf,
Jest Pustelnik, co autograf
Popiel III ma (korony
Król przez brata pozbawiony).

Jest też postać Fon Kostryna,
Szefa straży, czas zaczynać.
Kirkor pyta się Popiela,
Z kim małżeństwo ma zawierać.

Juliusz Słowacki (1809-1849)
Popiel wiedząc, ile brudu
Jest w pałacach, dziewczę z ludu
Radzi mu, a Skierka sprawia,
Że się graf u Wdowy zjawia.

I tu kłopot się zaczyna,
Która lepsza z dwóch dziewczyna?
Za podszeptem Skierki Wdowa
Chce rozstrzygnąć to w zawodach -

Ta co pierwsza malin dzbanek
Zbierze, ta założy wianek.
Chochlik zaś po bagnach wodzi
Grabca, aby mu przeszkodzić

W napotkaniu Balladyny,
Bezskutecznie, z tej przyczyny
W wierzbę zmienia go Goplana.
Pod tą wierzbą wnet zadźgana

Ma Alina być przez siostrę.
Konsekwencje tego proste
Z grafem ślub. Lecz co oznacza
Nie mająca wywabiacza

Krwawa plama w czoła centrum?
Popiel rzekł jej: "Plamę tę tu
Zlikwidować tylko może
Twoja siostra!" Wielki Boże!

Podsłuchawszy ich Fon Kostryn
Poznał sekret ten doniosły
Balladyny, swojej pani,
Więc zostali kochankami.

Cementuje ich uczucie
Wspólna akcja i zakłucie
Od Kirkora wysłannika,
Co w lojalność jej miał wnikać.

Kirkor, co na wojnę ruszył
W międzyczasie natarł uszu
Temu, co Popiela tron skradł
I z tą wieścią wysłał gońca.

Lecz Popiela już na cacy
Powiesili sprawcy jacyś.
Grabiec, co odzyskał postać,
Chce dzwonkowym królem zostać

A Goplana, by go zdobyć,
Czyni króla zeń i zdobi
Skroń cudowną mu koroną
Lecha (z dawna zagubioną

Przez Popiela Pustelnika),
Wojciech Gerson
Balladyna (1900)
A w następstwie to wynika,
Że gdy na Kirkora dworze
Grabiec zjawia się, to nożem

Balladyna go zarzyna,
A za sprawę Fon Kostryna
Kirkor kończy bitwę klęską,
A sam ginie. Lecz zwycięstwo

Kostryn uczci sobie w niebie
Z racji trutki, co miał w chlebie.
Wieńczy zdarzeń ciąg ponury
Zejście Wdowy (przez tortury).

Tego to już było nadto,
Stąd też zaraz potem z matką
Balladyna się spotkała,
Gdyż piorunem oberwała.

Nic już nie ma do dodania -
Pora zasiąść do czytania.


Grzegorz Wasowski: "PKS, czyli Przegląd książek szkolnych". Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 41-46

Leon Wyczółkowski - Alina (1878-1879)

piątek, 8 marca 2013

I właśnie przez ten świerzop neurastenia cała...

Okładka
"Ażeby więc utrzymać ten klimat przedwojenny, nurkowałam ciągle w książki i osłaniałam się nimi jak kloszem, od tego, co się działo dokoła.

  O, zielony Konstanty, o, srebrna Natalio!
  Cała wasza wieczerza dzbanuszek z konwalią;
  wokół dzbanuszka skrzacik chodzi z halabardą...

Wam to zawdzięczam, że parę alarmów minęło bez zwykłych drgawek strachu i przerażenia, co zawsze mną trzęsły na pierwszy ryk syren.
Wypróbowawszy na sobie to nowe lekarstwo, podczas następnego alarmu popędziłam do piwnicy z ukochanym teraz przeze mnie Gałczyńskim i w jednym z zacisznych jej kącików urządziłam wieczór poezji Konstantego Ildefonsa. Liryczne wiersze, od których zaczęłam, niezbyt chwyciły. Wyczułam, ze moje audytorium nasłuchuje dalej nerwowo tego, co się dzieje nad Warszawą. Zapomniano dopiero o sytuacji, gdy z patosem zaczęłam czytać:

Jest w I Księdze "Pana Tadeusza"
taki ustęp, panie doktorze:
"Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała..."
i właśnie przez ten świerzop neurastenia cała...
O Boże, Boże...

Bo, gdy spytałem Kridla, co to takiego świerzop,
Kridl odpowiedział: - Hm, może to taki przyrząd?
Potem pytałem Pigonia,
a Pigoń podniósł ramiona.

Potem ryłem w cyklopediach,
w katalogach i  słownikach,
w staropolskich trajediach,
i w herbarzach, i w zielnikach...

Idzie jesień i zima.
Ale świerzopa ni ma.
Już szepcą naokół panie:
- Cóż się zrobiło z chłopa!
Dziękuję, panie Adamie!!!
Jestem ofiara, świerzopa.

To chwyciło. Gdy skończyłam, ryk śmiechu przeleciał przez piwnicę. A po odwołaniu alarmu zorientowałam się, że część współlokatorów domu, w którym mieszkaliśmy, została zdaje się choć trochę zarażona bakcylem literatury. Żegnali się bowiem na podwórku nie biadoląc już o wojnie, alarmach, łapankach, lecz słowami: "I właśnie przez ten świerzop neurastenia cała... O Boże, Boże..."

Maria Pruszkowska: "Życie nie jest romansem, ale..." [kontynuacja "Przyślę panu list i klucz"], Wydawnictwo Morskie, Szczecin 1971, s. 78-79

Konstanty Ildefons Gałczyński (1905-1953)

czwartek, 7 marca 2013

... a została tylko fotografia

Okładka
"W pokoju Lilki na Kossakówce stała przez długi czas, nawet po ich rozejściu, fotografia Pawlikowskiego w stroju Hamleta, w którym występował w jakimś amatorskim przestawieniu. Z włosami do ramion, w krótkim kubraczku i obcisłych pluderkach, wyglądał pięknie i uwodzicielsko. Prawdopodobnie spoglądając na to zdjęcie, już po ich rozstaniu, poetka napisała ów wiele mówiący czterowiersz:

Gdy się miało szczęście, które się nie trafia
Czyjeś ciało i ziemię całą
a została tylko fotografia
to to jest bardzo mało.

Strój Hamleta leżał nienagannie nie tylko na zgrabnej figurze Jasia, ale i na jego duszy. "Być albo nie być? Oto jest pytanie". Być kimś wielkim, niezwykłym, sławnym, czy pozostać niedużym, ale uroczym Jasiem Gwąsiem?
W przyszłości wybrał to drugie."

Magdalena Samozwaniec: "Zalotnica niebieska". Wydawnictwo Glob, Szczecin 1988, s. 180-181

Lilka - Siostry plotkują (ok. 1920)

środa, 6 marca 2013

Cieszę się, gdy na tyle zapomnę Trylogię, że mogę ją czytać ponownie.

Okładka
"Literackie gusta mojego ojca

O ile matce mojej podobali się Paziowie króla Zygmunta, bajka o Gdakaczu, Gdakuli i Gdakuleńce i ... Trędowata Mniszkówny, o tyle ojciec mój serce swoje w nierównych zresztą proporcjach dzielił między Sienkiewicza, Weyssenhoffa i Tetmajera.
Nad wszystkich autorów cenił sobie Sienkiewicza i to zwłaszcza za Trylogię (a z Trylogii za Potop). Pamiętam, że kiedyś powiedział do mnie: - Cieszę się, gdy na tyle zapomnę Trylogię, że mogę ją czytać ponownie.
Z zachwytem oboje rodzice mówili o Sobolu i pannie Weyssenhoffa, a ojciec unosił się nad pięknem noweli Weyssenhoffa Pod piorunami, noweli o księdzu, wielkim nieamatorze burzy, który - odkąd poczęli odwiedzać go unici w czasie nocy i deszczu, aby potajemnie chrzcić dzieci i zawierać śluby - polubił jednak grzmoty i pioruny. To wybohaterzenie dawnego tchórza mocno się ojcu podobało. Lubił dorastanie małych ludzi do wielkich zadać.
Zwrócił mi on również uwagę na lapidarność nowel Dąbrowskiego Śmierć i Felka.
Rodzice lubili wspólną lekturę. Gdy ojciec przychodził zmęczony z biura, zaczytywali się wspólnie w jakichś romansidłach i awanturach detektywistycznych. Matka czytała na głos, połykając słowa i gubiąc akcenty.
Oboje lubili i cenili Dumasa ojca, zwłaszcza zaś Trzech muszkieterów. I dlatego też książka ta wcześnie (o wiele za wcześnie) dotarła do moich rąk.
Gust mego ojca do Księdza Piotra Tetmajera i do Pod piorunami Weyssenhoffa świadczył jednak, że podobały mu się nie tylko romanse o pasjonującej treści, ale że lubił również utwory, których wartość nie polegała na zajmującej fabule, ale na subtelnym nastroju i delikatnym kolorycie."

Jan Sztaudynger: "Szczęście z datą wczorajszą". Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004, s. 159-160

Jan Sztaudynger (28.04.1904 - 12.09.1970)

piątek, 1 marca 2013

Jakże to miło uciec myślą od rozczarowań naszego życia...

Okładka
"W końcu ogrodu, nad wodą, kazał sobie wybudować altankę specjalnie po to, żeby w lecie pić w niej piwo dla ochłody, a jeżeli pani lubi ogrodnictwo, będzie mogła...
     - Moja żona wcale się ogrodem nie zajmuje - wtrącił Karol - i choć zalecają jej ruch, woli całe dnie spędzać w swoim pokoju na lekturze.
     - To tak jak ja - zauważył Leon - bo rzeczywiście, czyż może być coś milszego, jak siedzieć z książką wieczorem przy kominku, podczas gdy wiatr bije w szyby, a w pokoju pali się lampa?
     - Prawda? - powiedziała Emma, wlepiając weń czarne, szeroko otwarte oczy.
     - Nie myśli się wówczas o niczym - ciągnął Leon - i tak mijają godziny. Nie ruszając się z miejsca człowiek przechadza się się po krajach, które widzi oczyma duszy, i fantazja wplatając się w baśń igra ze szczegółami lub biegnie za głównym wątkiem. I zdaje się nam, że sami jesteśmy bohaterami tych opowieści, że pod ich szatą biją nasze serca.
     - O! To prawda! To prawda! - powtarzała.
     - Czy zdarzyło się pani kiedy - spytał Leon - spotkać w jakiejś powieści myśl, która i pani błysnęła, jakiś zamglony obraz, który wraca z daleka, odnaleźć jasno wyłożone, własne, najtajniejsze uczucia?
     - O tak, doznałam tego - przytwierdziła.
     - Dlatego też - ciągnął - najwięcej lubię poetów, wiersze wzruszają bardziej niż proza i rzewniej się nad nimi płacze.
     - A jednak nużą po pewnym czasie - podjęła Emma - i teraz, przeciwnie, przepadam za powieściami, które czyta się jednym tchem, które budzą lęk i niepokój. Nie znoszę pospolitych bohaterów i przeciętnych uczuć, takich jakie się spotyka w życiu.
     - Istotnie - przytaknął pisarz notarialny - zdaje mi się, że dzieła takie, nie wzruszając czytelnika, rozmijają się z prawdziwym celem sztuki. Jakże to miło uciec myślą od rozczarowań naszego życia do tych szlachetnych charakterów, do tych czystych uczuć, do obrazów prawdziwego szczęścia. Co do mnie, żyję z dala od świata i jest to moja jedyna rozrywka. Ale w Yonville jest tak mało możliwości!
     - Zapewne tak jak w Tostes - dodała Emma - toteż byłam zawsze zaabonowana w czytelni.
     - Jeśli zechce pani skorzystać z mej biblioteki - wtrącił aptekarz, który dosłyszał ostatnie jej słowa - mam do jej dyspozycji księgozbiór złożony z najlepszych autorów: Voltaire'a, Rousseau, Delille'a, Walter Scotta, z "Echa Felietonów", itp."

Gustaw Flaubert: "Pani Bovary". Państwowy Instytut Wydawniczy, 1976, tłum. Aniela Micińska, s.114-115
 
Emma Bovary... woli całe dnie spędzać w swoim pokoju na lekturze..
Fragment okładki z wydania Oxford University Press (2008)
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...