czwartek, 29 listopada 2012

Dubravka Ugrešić: "Czytanie wzbronione"

Okładka

"Na czym polega tajemnica bestsellera, tej zbiorowej fascynacji książką? Nad tym pytaniem łamią sobie głowy pisarze, którzy nigdy nie trafili na listę, i ci, którzy tam trafili, sami nie wiedząc czemu, wydawcy, redaktorzy, krytycy, teoretycy prądów literackich, księgarze. Wydawców, którym zdaje się, że wiedzą, gdzie jest pies pogrzebany, zbyt często jednak zaskakują pomyłki w przewidywaniach. Być może tajemnica jest prostsza, niż się wydaje. Bestseller bowiem kupują wszyscy.  Ci, którzy wierzą w sprawiedliwy wybór większości czytelników. I ci, którzy nie wierzą, ale kupują książkę, by poddać jeszcze jednej próbie własną umiejętność analizowania dominujących tendencji w kulturze.  Także ci, którzy chcą się przekonać, co kupują wszyscy inni. Niejeden powie, że bestseller jest jak wygrana na loterii, a przy tym skłamie niczym zawodowy hazardzista, który utrzymuje, że wszystko zależy od szczęścia.
Oprócz szczęścia - każdy głupi to wie - trzeba mieć wkład pieniężny. Im większy wkład, tym większa szansa na wygraną. Obok sprzedawanych zawsze w wysokim nakładzie przeróżnych książek kucharskich, poradników ogrodniczych, powieści kryminalnych i romansów, obok kilku autorów, którzy mają milion swoich niezawodnych czytelników, obok książek, których wysoki nakład nie jest dla nikogo niespodzianką, istnieje też bestseller, książka, która pojawia się na nieboskłonie literatury jak kometa, istnieje przez chwilę, zapierając dech milionom, i znika. Ale czym właściwie jest bestseller, nadal nie wiadomo."

Dubravka Ugrešić: "Czytanie wzbronione". Świat Literacki, Izabelin 2004, s. 70-71, tłum. Dorota Jovanka Ćirlić

Piotr Parandowski: "Mitologia wspomnień" i David Copperfield

Okładka
"Pierwszy rozdział Nie ma, a jest pt. "Wspomnienia pierwsze" poprzedza rycina z angielskiego wydania Davida Copperfielda. Mały David stoi w uchylonych drzwiach pokoju matki. Tę ilustrację wybrałem w pełni świadomie, nie tylko z powodu jej uroku, ale dlatego, że David jest mi najbliższy ze wszystkich postaci literackich. Ojciec czytał mi powieść, kiedy przechodziłem dwa kolejne dyfteryty, niebezpieczne i bolesne od zastrzyków surowicy; potem sam do niej wracałem. Bohaterowie Karola Maya i Robinson Daniela Defoe byli w moim dziecięcym cierpieniu wielkimi intruzami, a ich losy irytowały mnie sztucznością i popisami dzielności. Chowałem się przed ich siłą, przebiegłością w pokonywaniu każdej przeszkody i nudą ich zwycięstwa. David był kruchy jak ja, naiwny, nieprzegotowany.  On własnie stał się moim przyjacielem, drugą osobą we mnie, bałem się o niego i chciałem go strzec przed zachłannością egoistów, dziwaków i wykolejeńców. Moje trzynaście lat nie miało takich zagrożeń, osłaniano mnie, i dlatego mocniej współczułem mojemu literackiemu koledze. Nie grałem z nim w piłkę ani jak oszalały nie biegałem z nim wokół Filtrów warszawskich  nie grał ze mną w "zośkę". David Copperfield nie należał do moich rówieśników, jak Tom Sawyer. Był w moim wieku na kilkudziesięciu stronicach, a potem oddalał się już jako dorosły i poważny. Prowadził go przez życie wielki pisarz, bardzo przejęty losami Davida, bo to były jego, Dickensa losy. Dotrzymałem wierności, chociaż nie rozumiałem dramatu."

Z przedmowy do: Piotr Parandowski: "Mitologia wspomnień". PIW, Warszawa 2008, s. 7-8

poniedziałek, 26 listopada 2012

Anchee Min: "Perła Chin"

Okładka
  "- Chciałabym się dowiedzieć, jakie są oczekiwania wobec mnie, jeśli mogę...
   - Spokojnie, droga towarzyszko, spokojnie. - Pani Mao uśmiechnęła się radośnie. - Bądź pewna, że nie powierzyłabym ci zadania, którego byś nie mogła wypełnić.
   - Ale o co chodzi, konkretnie?
   - Zadanie jest proste: napiszesz dwa artykuły. Jeden będzie zatytułowany: "Łaskawa ziemia" to trująca roślina, a drugi Wyzysk: czterdzieści lat niegodziwości Pearl Buck w Chinach. I podtytuł do tego drugiego: Zbrodnie ujawnione przez przyjaciółkę z lat dziecinnych.
   Chociaż nie miałam pojęcia, co się działo na świecie, czułam, że Pearl zrobiła coś, co dotknęło Panią Mao osobiście, coś znacznie poważniejszego niż odmowa poparcia polityki Mao w Chinach. Wiele lat później miałam się dowiedzieć, że Pani Mao marzyła o tym, żeby Pearl Buck napisała jej biografię. Po tym, jak na podstawie Łaskawej ziemi nakręcono film w Hollywood, małżonka Przewodniczącego doszła do wniosku, że jej osoba mogłaby się stać ciekawym tematem dla noblistki. Z typową pewnością siebie wysłała do Pearl swoich agentów literackich. Tytuł książki miał brzmieć Czerwona królowa, a Pani Mao jako jej bohaterka miała stylem i kolorytem przypominać Scarlett O'Harę z Przeminęło z wiatrem.
   Odmowa Pearl nadeszła szybko. W połowie Przeminęło z wiatrem, które Pani Mao oglądała po raz czternasty. Wyobrażała sobie, jak by to było pięknie, gdyby ją zagrała Vivien Leigh.
   Ziarno zemsty zostało posiane. Pani Mao poprzysięgła Pearl zgubę."
 
Anchee Min: "Perła Chin", Albatros - A. Kuryłowicz, Warszawa 2012, s. 292-293, tłum. Zofia Uhrynowska-Hanasz,

Jarosław Iwaszkiewicz: "Gawęda o książkach i czytelnikach" (3)

Okładka
"Ale przede wszystkim trzeba było jeszcze te książki oprawić. Zajmował się ta sprawa introligator z pobliskiego Daszowa, o którym już gdzieś pisałem. Odznaczał się on tym, że był zezowaty i nosił nieprawdopodobne nazwisko Przijańciel, które zwłaszcza w pisowni rosyjskiej wyglądało niesamowicie. [...]
Pamiętam - to wspomnienie także wywołują owe tomy z napisem "z ksiąg Bolesława Iwaszkiewicza" - jak biedny Przijańciel przywiózł czy przyniósł na własnych ramionach wspaniale oprawne, grube tomy "Tygodnika Ilustrowanego", na których z dumą pokazywał napis wielkimi literami starannie wykonany: "Tugodnik Ilustrowany". I dumny rzemieślnik musiał znieść ostre wymówki mojego ojca. Tomy jednak z tym zniekształconym napisem pozostały w bibliotece. Niestety nie dochowały się one do moich dni.
Z tych książek czytywało się wieczorami głośno najrozmaitsze powieści, z nich szły do dziecka pierwsze wrażenia literackie. I może już wtedy pod wpływem lektury rodziły się niektóre pisarskie pomysły.
Nie jestem kolekcjonerem, ale te tomy zawsze mnie wzruszają, ilekroć biorę je do ręki: są to te same egzemplarze, które przedtem jako dziecko wyciągałem z szafy i które czytałem nie bardzo rozumiejąc, o co w nich chodzi, a których ślad tak głęboko zapadł w moją umysłowość, że do dziś dnia odnajduję wyrazy i wiersze wtedy odczytywane nawet w ostatnich moich utworach. Takie ziarno, zapadłe w serce we wczesnym dzieciństwie, kształtuje upodobania na całe życie."

Jarosław Iwaszkiewicz: "Gawęda o książkach i czytelnikach". Czytelnik, Warszawa 1959, s. 21-22

niedziela, 25 listopada 2012

Jarosław Iwaszkiewicz: "Gawęda o książkach i czytelnikach" (2)

Okładka

"Niedawno rozgadałem się z moim literackim przyjacielem na temat czytelnictwa i doszliśmy do dość pesymistycznych wniosków. Mianowicie wydało się nam, że nasze czytanie książek jest jakimś staromodnym przyzwyczajeniem, że właściwie mówiąc, książka jako taka jest czymś przestarzałym i skazanym na zagładę w naszym przyszłym atomowym i cybernetycznym świecie. [...]

Czytelnictwo to nałóg,  to coś - co mniej więcej odpowiada przyzwyczajeniu palenia papierosów. Bo przecież z czytelnictwa nie ma się nigdy jakichś doraźnych korzyści. A jeżeli się te korzyści miewa - to wtedy nie jest to czytelnictwo. Czytelnictwo jest bowiem jedyną sztuką dla sztuki, którą w naszych czasach da się obronić. [...]
Powiadam, czytelnictwo jest sztuką. Jak każdej sztuki, nie można się tego nauczyć! To wzbiera w człowieku niby natchnienie. Zaczyna się to wcześnie. [...]
I dopiero, gdy ogarnie się ten cały potężny świat, który nam odkrywa mowa ludzka zawarta w słowach, zdaniach, stronicach - zaczyna się rozumieć, co to jest książka  Dopiero wtedy ocenia się całe znaczenie tych małych prostokątnych przedmiotów, zawierających w sobie zadrukowane karty papieru, a na tych kartach...
Czytelnik staje się powoli zbieraczem książek. W chciwości swej pragnie mieć na własność to, co przeczytał. Nie wystarcza mu wypożyczalnia książek czy też biblioteka publiczna. On pragnie zamknąwszy się w ciszy swojego pokoju (o ile taka cisza osiągalna jest we współczesnym naszym świecie) mieć kontakt z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością poprzez książki.
Wielu ma rywalów książka w naszych czasach - i przez to właśnie może staje się niemodna. Radio, telewizja, kino - lwią część zabrały te wynalazki z uroku książki  Jednej rzeczy nie mogą jej zabrać: jej ciszy, jej milczenia. Milczenie książki jest tym elementem, który na nas najwyraźniej działa. Milczenie to - to jest czara, którą możemy napełnić własną treścią, własną wyobraźnią. Kino, telewizja narzucają nam obraz, nie pozwalają go uzupełnić na swój sposób. Książka utwierdza naszą indywidualność: wybrania naszą osobowość przed atakiem wszystkiego, co brutalne, hałaśliwe, napastliwe w naszej dzisiejszej kulturze."

Jarosław Iwaszkiewicz: "Gawęda o książkach i czytelnikach". Czytelnik, Warszawa 1959, s. 7-18

sobota, 24 listopada 2012

Jarosław Iwaszkiewicz: "Gawęda o książkach i czytelnikach" (1)

Okładka

"Kocham książkę nie dlatego, że jest piękna zewnętrznie, ale dlatego, że wprowadza mnie w mój własny świat, że odkrywa we mnie, nie na zewnątrz mnie, bogactwa, których nie przeczuwałem. Dlatego też taką miłością darzę moją bibliotekę.
Powiedz mi, jakie książki masz w domu, a powiem Ci, kim jesteś. Takie powinno być przysłowie. Niestety ten, kto chciałby sądzić o mnie po mojej bibliotece, bardzo musiałby się głowić, gdyż biblioteka ta jest wynikiem procesów bardzo skomplikowanych i rezultatem życia wielu i to bardzo różnorodnych pokoleń. 
Ocalała ona prawie w komplecie. Nie licząc oczywiście wandalizmu przyjaciół, którzy pożyczają, a nawet czasami kradną książki.  [...]
Biblioteka moja jest wypadkową kolekcjonerstwa kilku rodzin. Najcenniejszą dla mnie w niej pamiątką jest parę książek z biblioteki mojego ojca, które przeszły bardzo dziwne koleje. Zbierane bardzo starannie przez mojego rodzica i oznaczane przez niego dość urzędowo wyglądającą pieczątką - bynajmniej nie ekslibrisem - "z ksiąg Bolesława Iwaszkiewicza" - po opuszczeniu "nowej" szafy w naszym kalnickim mieszkaniu, wędrowały one wraz z moim bratem, ciągle zmieniającym posady, przez wiele lat po różnych zakątkach Ukrainy, aż dopiero w czasie wojny dostały się na Stawisko. Są to po większej części tomy wspaniałej kolekcji Lewentalowskiej "Biblioteki Najcelniejszych Utworów Literatury Europejskiej" - zawierające pierwsze przekłady Balzaka, Byrona, Goethego.
Z czułością zawsze spoglądam na te książki.  Odżywa w nich całe dzieciństwo - a i także cały byt mojego ojca, skromnego urzędnika cukrowni, który z taką starannością wynotowywał książki "do sprowadzenia", długo się zastanawiał nad ich wyborem i potem cieszył się bardzo w momencie, kiedy przychodziła paczka z Warszawy zawierająca wybrane dzieła. Katalogowało się zaraz te książki - przychodzili znajomi, pytano się: a co pan sprowadził?I zapisywała się kolejka do ich wypożyczania..."

Jarosław Iwaszkiewicz: "Gawęda o książkach i czytelnikach". Czytelnik, Warszawa 1959, s. 18-20

piątek, 23 listopada 2012

Siedemnastowieczna pochwała czytania (1)

Okładka
Wpadła mi w ręce nieciekawie, wręcz brzydko wydana książka "I książki mają swoją historię" Bartłomieja Szyndlera. Mój egzemplarz ma już 28 lat, a jestem jego pierwszą czytelniczką… 
W rozdziale siódmym, „Przyjaciele i nieprzyjaciele ksiąg” znalazłam wiersz, który chciałabym ocalić od zapomnienia… 

Są tu, niestety, tylko fragmenty, cytuję je jednak wraz z wprowadzającym komentarzem Szyndlera: 

„Bibliofilem był także siedemnastowieczny poeta i dziejopis, Wespazjan Kochowski, który na pochwałę biblioteki innego bibliofila, kasztelana bieckiego, Jakuba Michałowskiego, ułożył wiersz przepojony miłością do ksiąg. Ten zapomniany już dzisiaj prawie całkowicie utwór „Biblioteka Wielm. J.M.P. Jakuba na Michałowie Michałowskiego, kasztelana bieckiego”, przytaczamy we fragmentach: 

Kto chciw złota, złoto zbieraj, 
Kto sławy, z ordą się ścieraj, 
Komu dach mił swym zwyczajem 
Niech podsyca się tokajem. 
[…] 
Nad królewskie że ja kładę, 
Pięknych mądrych ksiąg gromadę. 
Ptolomea wielkie dzieło 
Biblioteki wsławiło, 
W której siedmkroć sto tysięcy 
Ksiąg było, jeśli nie więcej. 
Aleksander gdy do rady 
Wszedł, nigdy bez Iliady; 
Tę tak kochał i szanował, 
Pod poduszkę, że ją chował. 
Alfons także z Aragony, 
Nad dziw królom, król uczony, 
W swych dyskursach gdy wesoły, 
Księgi zowie przyjacioły. 
A nuż rzymskie Belwedery 
Sykstusowej maniery, 
Niezliczone w nich ksiąg szyki, 
Różne, różnych głów języki. 
[…] 
Ja to w twoim chwalę stanie, 
Luby Muzom kasztelanie, 
Żeś przedsięwziął tę imprezę, 
Dla ksiąg łożąc znaczną spezę. 
[…] 
Hucz, biesiaduj, kupcz towary, 
Miej sławę zbiwszy Tatary, 
Zamknij złota mnogo w skrzyni, 
To cię mądrym nie uczyni. 
[…] 
Księga pewnie, nie psów zgraje, 
Senatorom mądrość daje: 
Księga nauki mistrzyni, 
Z nich dowcipnych mówców czyni, 
Jąka tam ktoś, w łeb się drapie, 
W radzie rzecz nie o harapie; 
Insza wilki szczwać i liszki, 
Fochy stroić, tłuc kieliszki. 
Ów zaś, co się księgą bawi, 
Słodko zdanie swoje sprawi, 
Gdy poważnych racji ruszy, 
Swych nadstawia senat uszy. 
[…] 
Ale któż dziś ten koszt łoży? 
Woli psa zapłacić drożej, 
A księgi gdzieś w szafie siedzą, 
Co w nich: same mole wiedzą.” 

Za: Bartłomiej Szyndler: „I książki mają swoją historię”. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1982, s. 169-171

Siedemnastowieczna pochwała czytania (2)

Okładka
Problem poszanowania ksiąg i „praw własności ich właścicieli” wydaje się być niemal tak stary, jak same księgi… 

„Przed złodziejami chronić książki miały umieszczone na nich zaklęcia. W średniowieczu wierzono w ich skuteczną moc odstraszającą. W następnych wiekach miały one jedynie charakter satyryczny, starając się ośmieszyć księgołapów. 
W Bibliotece Jagiellońskiej przechowywany jest rękopis, na którym właściciel skreślił taki oto napis po łacinie: „To jest księga Stanisława Czachowskiego, kto by ją ukradł, zawiśnie na szubienicy”. 
[…] 
Jako przykład zaklęć o charakterze satyrycznym niech posłużą następujące wierszyki odnalezione na kartach starych foliałów: 

Kto książki złośliwie mi kradnie lub psuje, 
Niech diabeł go porwie i srodze katuje. 
Kto w książkach smaruje lub skazy w nich czyni, 
Ten ryj miasto gęby niech ma na kształt świni. 
Kto karty zagina czy latem czy wiosną, 
Niech uszy mu długie jak osłu wyrosną. 
Kto książki mi łamie i karty wydziera, 
Ten śmiercią najsroższą niech prędko umiera. 
To jest moja książka, 
A kto jej krzywdę uczyni, 
Niechaj mu się stanie, 
Jako wyżej powiedziano jest. 
[…] 
Księgi tej nie bierz z mojej książnice, 
Bo wrychle skończysz na szubienice. 
Gdy nie rozumiesz cnej polskiej mowy, 
Przeci to samo łacińskimi słowy: 
Si furabis 
Caput dabis 
In patibulo.” 

Za: Bartłomiej Szyndler: „I książki mają swoją historię.” Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1982, s. 179 – 181.

czwartek, 22 listopada 2012

Marek Szymański: "Dotykanie świata Marka Kamińskiego. Wywiad-rzeka"

Okładka
"Przypomina mi się fragment twoich pamiętników gdy przywołujesz sen o księgarni, niezwykłej księgarni. [Marek Szymański] 

To było w czasie wędrówki na biegun południowy. W nocy śniło mi się, że wszedłem do dużej księgarni, w której stało wiele regałów z dobrymi książkami. Niezwykłe były ich kształty: książka o starożytnym Egipcie miała kształt mumii, o wszechświecie wyglądała jak wrzeciono, a o miłości jak róża. Wygląd książki świadczył po prostu o jej zawartości. Jakaś miła kobieta prowadziła mnie od regału do regału, a ja byłem zdziwiony, że nie trafiłem tutaj wcześniej. [Marek Kamiński] "


Marek Szymański: "Dotykanie świata Marka Kamińskiego. Wywiad-rzeka". Kamiński Marek Foundation, Gdańsk 2009, 176 s.

Antonia Susan Byatt: "Opętanie"

Okładka
"Istnieją przykładne czytania tego samego tekstu, i czytania, z których powstają mapy i rozbiory, czytania, w których słychać szelest niesłychanych dźwięków, i takie, które gwoli przyjemności lub nauki zliczają małe, szare przysłówki i przez jakiś czas nie słyszą złotych jabłek. 
Są czytania osobiste, które dopadają osobistych znaczeń - jestem pełen miłości, niesmaku lub lęku, szukam więc miłości, niesmaku lub lęku. Są także - uwierzcie - czytania bezosobowe, gdzie oko duszy widzi pochód linijek, ucho zaś duszy słyszy śpiew, ich śpiew. 
Czasem wszakże zdarzają się czytania, od których jeży się i drży puch na karku, gdzie każde słowo pali i świeci, twarde, wyraźne, nieskończone i dokładne - jak ognisty kamień, jak gwiezdny punkcik w ciemności - czytania, w których świadomość, że lepiej, soczyściej poznajemy to, co napisane, wyprzedza wszelką możliwość stwierdzenia, co i jak naprawdę wiemy. W czytaniach takich po uczuciu, że tekst wydaje się całkowicie nowy, nigdy dotąd nie widziany, następuje prawie natychmiast uczucie, że zawsze był, że my, czytelnicy, wiedzieliśmy, że jest od zawsze i zawsze wiedzieliśmy, jaki jest, aczkolwiek teraz dopiero staliśmy się w pełni świadomi, w pełni poznaliśmy naszą wiedzę."

Antonia Susan Byatt: "Opętanie". Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, tłum. Barbara Kopeć

środa, 21 listopada 2012

Mikołaj Rej: "Ku książkom krótka przemowa"


Mikołaj Rej (1505 - 1569)


Cóż, miłe książki, zaż się precz bierzecie,
A na wsze strony snać się roznieść chcecie?
Nie wiecie, jakie świat ma rozbójniki:
                                           Zmylą wam szyki.

Bo zazdrość marna na gościńcu stoi,
Która cnej cnocie wiele złego broi, 
A wiedząc pewnie, iż od niej idziecie,
                                           Kijem weźmiecie.

Swawola sprosna, co ludziom smakuje,
Wierzcie mi, iż ta też o sobie czuje
Wiedząc, iż ludzi ciągniecie ku cnocie:
                                            Być wam w kłopocie.

Bo ty dwie panie, tak na się łaskawy,
Ciągnąc k swej myśli wszytki ludzkie sprawy,
Zacna fortuna, iż im pochlebuje,
                                            Ta was popsuje.

Ale wam radzę, obróćcie się tędy,
Gdzie by ominąć ty rozliczne błędy,
Gdzie na gościńcu sława z poćciwością,
                                           Idźcie z chciwością.

Nie ustrasząć was żadni rozbójnicy,
Gdy ci poćciwi będą społu wszyscy,
A jesli wiernie pomogą cnej cnocie,
                                           Być im w kłopocie.



Okładka

Mikołaja Reja "Ku książkom krótka przemowa" pochodzi ze "Zwierciadła..." (1568). W: "Wiersze o książkach". Czytelnik, Warszawa 1964, s. 19-20

Lilian Jackson Braun: "Kot, który znał Szekspira"

Okładka
"Qwilleran tego wieczoru był w dobrym humorze. Rozparł się wygodnie w skórzanym fotelu w bibliotece, głaszcząc kotkę siedzącą mu na kolanach i czekając, kiedy z półki spadnie kolejna książka. Przestał już protestować. Zabawa z książkami nabrała charakteru gry, w którą on i Koko grali razem. Kot proponował tytuł, Qwilleran zaś czytał na głos przy akompaniamencie mruków, ików i miauków.
Tym razem Koko wybrał Króla Henryka V. Dobry tekst - pomyślał Qwilleran. Przekartkował strony i odszukał ulubione wersy: przemowę króla do swoich żołnierzy.
- Raz jeszcze w wyłom, kochani, raz jeszcze!
Koko przyjął pozycję do słuchania, siadając wysoko na biurku, w skupieniu, z ogonem zawiniętym aż do przednich łap, a jego niebieskie oczy błyszczały w świetle lampy.
To była przejmująca mowa, obrazowa i pełna detali.
- Ale gdy uszy napełni ryk wojny, niech wzorem dla was będzie raczej tygrys!
- Yow! - odezwał się Koko.
Mając taką pełną zachwytu publiczność, Qwilleran odważył się udramatyzować tekst. Ze strasznym wyrazem oczu zmarszczył brew, napiął mięśnie, odsłonił zęby, wydął nozdrza i ciężko oddychał. Koko mruczał chrapliwie.
Na cały głos wykrzyczał ostatnią linijkę:
- Cry Godfor harry! I grzmij: „Bóg, Anglia, Król i święty Jerzy!”
- YOW-OW! - zaskowyczał Koko. Wystraszona Yum Yum uciekła z pokoju."

Lilian Jackson Braun: "Kot, który znał Szekspira". Elipsa, Warszawa 2008, 192 s., tłum. Anna Barcz

poniedziałek, 19 listopada 2012

Jarosław Iwaszkiewicz: "Nieraz kiedy samotnie przechadzam się lasem..."

Jarosław Iwaszkiewicz (1894 - 1980)


Nieraz kiedy samotnie przechadzam się lasem,
Jak Rafał za Tobiaszem ktoś stąpa poza mną,
I ryby ślad wleczonej gniecie rosę ranną,
Gdy za siebie strwożony obejrzę się czasem.

Stronice dawnych książek tak mnie gonią rankiem,
I wszystkim, w co wierzyłem, trwożą moją duszę,
Aliosza Karamazow w szarym kapeluszu
I Zina - zła księżniczka - ze swoim kochankiem.

Książę Andrzej, co niebo spostrzega nad sobą,
Kiedy się do wiecznego uspokaja snu,
I siwe pasmo włosów niosąca z żałobą,
Ukochana, żałosna, mdła pani Anroux.



Okładka

"Wiersze o książkach". Czytelnik, Warszawa 1964, s. 43


niedziela, 18 listopada 2012

Terry Pratchett: "Blask fantastyczny"

Okładka

"Jedyne umeblowanie tej komnaty stanowił pulpit z ciemnego drewna, rzeźbiony w kształt ptaka... a raczej, szczerze mówiąc, w kształt skrzydlatego stworzenia, któremu prawdopodobnie lepiej się nie przyglądać zbyt dokładnie. Na pulpicie, umocowana do niego ciężkim łańcuchem z wieloma kłódkami, leżała księga.
Nie wyglądała szczególnie imponująco. Inne księgi w bibliotece Uniwersytetu miały okładki wysadzane rzadkimi klejnotami i cennym drewnem albo zrobione ze smoczej skóry. Ta była oprawiona w zwyczajną, dość wytartą skórę. Wyglądała jak książka  którą w bibliotecznych katalogach określa się jako „lekko podniszczoną", choć uczciwość nakazuje przyznać, że sprawiała wrażenie nadniszczonej, przedniszczonej, zaniszczonej, a prawdopodobnie również śródniszczonej.
Spinały ją metalowe klamry. Nie były zdobione, jedynie bardzo ciężkie - podobnie jak łańcuch, który nie tyle mocował księgę do pulpitu, ile ją do niego przykuwał. Klamry wyglądały jak dzieło człowieka, który myślał o czymś bardzo konkretnym, i który większą część życia poświęcił wyrabianiu uprzęży do ujeżdżania słoni.
Powietrze gęstniało i wirowało. Karty księgi zaczynały się marszczyć w okropny, zdecydowanie świadomy sposób. Cisza w komnacie nabierała mocy niby z wolna zaciskana pięść."

Terry Pratchett: "Blask fantastyczny. Prószyński i S-ka, Warszawa 2005, 236 s., tłum. Piotr W. Cholewa

sobota, 17 listopada 2012

Antoni Słonimski: "Gdy dom Boyów wspominam..."

Antoni Słonimski (1895 - 1976)


"... Gdy dom Boyów wspominam w najczulszej przyjaźni,
Pierwsza rzecz, którą czuję, to jest zapach łaźni.
Bo na dole w tym domu z dzieciństwa znajome
Mieściły się kąpiele i łaźnie Fajansa.
Wchodziło się w oparach przez schody dość strome
Do mieszkania, gdzie zwykłe sobotnie seansa
Gromadziły przyjaciół, pisarzy, aktorów
W gwarze rozmów i żartów, dyskusji i sporów.

W korytarzu ogromna stoi ciężka paka
I pod ścianą w jadalni - skrzynia wpółotwarta.
W nich dobytek domowy: przekłady Balzaka,
Diderota, Pascala, Moliera, Descartes'a.
"Słówka" cienkie i grube, "porachunki" Fredry,
Książki, od których w Polsce trzęsły się katedry.

Tu najbliższa rodzina: "Ojciec Goriot" stary,
"Kuzynek Pons" poczciwy i "Kuzynka Bietka".
Romans czuły z Odettą, flirt z "Panią Bovary".
Samych tylko przekładów była z górą setka.
Tak wyglądało z bliska, głupio przyczepione
Do wielkiej pracy Boya, "życie ułatwione".


[Fragment gawędy poetyckiej "Popiół i wiatr" pisanej w Londynie w latach 1940-41]


Okładka

Antoni Słonimski: "Gdy dom Boyów wspominam...". W: "Wiersze o książkach". Czytelnik, Warszawa 1964, s. 45


Ruta Sepetys: Szare śniegi Syberii" (2)

Okładka

"Wzięłam prezent. Andrius odwrócił się, żeby odejść.
- Czekaj, usiądź. - Wskazałam kłodę pod chatą.
Usiedliśmy razem. Jego czoło znaczyły zmarszczki niepewności.
Ściągnęłam szmatę. Podniosłam wzrok.
- Nie wiem, co powiedzieć... - wybąkałam.
- Powiedz, że ci się podoba.
- Podoba mi się.
Nie skłamałam. To była książka. Dickens.
- To nie jest Klub Pickwicka. Tak się nazywała tamta książka,  prawda? To Dombey i syn. Jedyny Dickens, jakiego znalazłem. - Chuchnął w ręce okryte rękawiczkami i zatarł je. W zimnym powietrzu jego ciepły oddech zawirował niczym dym.
- Wspaniały prezent. - Otwarłam książkę. Cyrylica.
- Teraz musisz nauczyć się rosyjskiego, inaczej nie będziesz w stanie jej przeczytać.
Wydałam z siebie teatralny jęk.
- Skąd ją masz?
Wciągnął głośno powietrze i potrząsnął głową.
- Hm. Może powinniśmy od razu ją wypalić?
- Może - powiedział. - Próbowałem trochę czytać.
Udał, że ziewa. Roześmiałam się.
Patrzyłam na książkę leżącą na moich kolanach. Ciemnoczerwona oprawa była gładka i twarda. Tytuł wytłoczono złotymi literami. Oto piękny, prawdziwy, doskonały prezent. Nagle poczułam atmosferę urodzin.
Spojrzałam na Andriusa.
- Dziękuję."


Ruta Sepetys: "Szare śniegi Syberii". Nasza Księgarnia, Warszawa 2011, s. 212-213, tłum. Joanna Bogunia i Dawid Juraszek

Ruta Sepetys: "Szare śniegi Syberii" (1)

Okładka

"Siedzieliśmy kręgiem na podłodze biblioteki. Któryś z młodszych chłopców leżał na plecach, ssąc kciuk. Bibliotekarka ożywionym głosem czytała książkę z obrazkami. Słuchałam, rysując postacie w notesiku. Naszkicowałam smoka i serce zaczęło mi szybciej bić. Jaszczur ożył. Czułam gorącą falę jego płomienistego oddechu, który rozwiewał mi włosy. Potem narysowałam uciekającą księżniczkę. Jej piękne złote włosy spływały po zboczach góry...
- Lino, idziesz?
Podniosłam wzrok.  Bibliotekarka pochylała się nade mną. Wszystkie dzieci już wyszły.
- Wszystko w porządku? Jesteś cała rozpalona. Na pewno dobrze się czujesz?
Skinęłam głową i podniosłam notes.
- O Boże, Lino! Ty to narysowałaś? - kobieta sięgnęła po zeszycik.
Przytaknęłam z uśmiechem."

Ruta Sepetys: "Szare śniegi Syberii". Nasza Księgarnia, Warszawa 2011, s. 43-44, tłum. Joanna Bogunia i Dawid Juraszek

piątek, 16 listopada 2012

Biernat z Lublina: "Kto miłuje księgi, nie miewa tęskności"

Wizerunek Biernata z Lublina (ok. 1465 - ok. 1529)
na Kamienicy Klonowica 
na lubelskim rynku

Rataj, mając pana swego
Męża w czytaniu pilnego,
Tam do jego książnice wszedł,
Gdzie on zawżdy swe księgi czedł.

A gdy go uźrzał samego,
Nad księgami leżącego,
Jął ty słowa k niemu mówić:
"Jakoż możesz sam tuta zbyć?"

On mu rzekł: "Nigdy ja nie sam:
Zawżdy częstą biesiadę mam;
Terazć-em oto sam został,
Gdym ciebie przed sobą uźrzał".

Którzy ciem siedzą z księgami,
Nie mogą być nigdy sami,
Aże, kiedy w ciżbie siedzą,
Tam dopiero sami będą.


Okładka

"Kto miłuje księgi, nie miewa tęskności" pochodzi z "Żywota Ezopa Fryga mędrca obyczajnego i z przypowieściami jego..." (ok. 1522). W: "Wiersze o książkach". Czytelnik, Warszawa 1964, s. 17

Wisława Szymborska: "Lektury nadobowiązkowe"

Okładka
"Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła. [...] Homo Ludens z Książką jest wolny. Przynajmniej na tyle, na ile wolnym być można. Sam sobie ustanawia reguły gry, posłuszny własnej tylko ciekawości. Pozwala sobie na czytanie zarówno książek mądrych, z których czegoś się dowie, jak i głupich, bo i one o czymś informują. Wolno mu jednej książki nie doczytać do końca, a drugą od końca zacząć i cofnąć się do początku. Wolno mu zachichotać w miejscu do tego nie przewidzianym albo nagle zatrzymać się przy słowach, które zapamięta przez całe życie. Wolno mu wreszcie - czego żadna inna zabawa ofiarować mu nie może - posłuchać o czym rozprawia Montaigne albo dać chwilowego nurka w mezozoik. "

Wisława Szymborska: "Lektury nadobowiązkowe". Wydawnictwo Literackie, Kraków 1996, 275 s.
 

czwartek, 15 listopada 2012

Leopold Staff: "Czytelnicy"


Leopold Staff (1878 - 1957)


Zmierzchem, gdy gaśnie blask słonecznej kuli, 
Nad brzegiem wody, gdzie drzew widma mdleją, 
Marzy młodzieniec, spragniony nadzieją 
Całując karty powieści o Julii. 

I gdzieś o setki mil, parku aleją 

Krocząc samotnie, dziewczyna najczulej 
Tę samą księgę do piersi swej tuli, 
Szepcąc z słodyczą oddania: „Romeo”! 

Ta sama książka, chwila i tęsknota 

Otwarła duszom ich miłości wrota, 
Gdzie, wszedłszy razem w swych wiosen ozdobie, 

W objęciu wspólnym przeżyły ekstazy 

Pierwszych upojeń, nie znanych dwa razy,

Choć się nie znają ni wiedzą o sobie. 


Okładka

"Wiersze o książkach". Czytelnik, Warszawa 1964, s. 35

wtorek, 13 listopada 2012

Maria Kann: "Koniec i początek świata"

Okładka
"Rano obudziłam się na ogromnej otomanie w pokoju, którego środek zajmowało lśniące, ciemne biurko. Wzdłuż ścian stały półki z książkami, sięgające sufitu, a w nich grube tomy, świecące gdzieniegdzie złotymi literami na grzbietach.
[...]
Nikt się nie zjawił, nie śmiałam wyjść sama, przystanęłam więc przed półkami. Na dole oprawne w skórę roczniki pism. Z trudem je wysunęłam, nieufnie przyglądając się rzędom literek i cyfr, kryjących niezrozumiałe dla mnie treści.
Wyżej grube księgi. Słowniki. Encyklopedie. Na zielonych okładkach znajomy znak TEM, w owalu kobieta siedząca na byku. Z tomem encyklopedii w ręku usiadłam, a właściwie utonęłam w głębokim fotelu obitym skórą. Wiedziałam już, że słowa są jak zaklęcia magiczne, zdolne do otwierania tajemniczych światów, których istnienia nawet nie przeczuwałam, że trzeba tylko umieć się nimi posługiwać, dojść, co w sobie zawierają. I oto właśnie trzymałam w ręku klucz do tajemnicy słów. Czytałam stroniczkę po stroniczce jak najciekawszą powieść. 
- O - posłyszałam nagle - to ty nie śpisz? Chodź, mamo, zobacz, co ona czyta. Encyklopedię!
Krzysztof ubrany w płaszcz, z teczką, z której sterczała długa linijka, stanął w drzwiach.
- Bibliotekarka mówiła mi, że lubisz czytać. To bardzo dobrze. Ożenię się z tobą, kiedy wyrośniesz, bo chcę mieć mądrą żonę z niebieskimi oczyma."
[s. 79-81]

Maria Kann: "Koniec i początek świata". Wydawnictwo ALFA, Warszawa 1994, 195 s.

David Baldacci: "Pełna kontrola"

Okładka
"Mieszkanko było małe i nieciekawe, a wyraźnie wyczuwalna woń stęchlizny sugerowała, że od dawna stoi opuszczone. Jednak nieliczne sprzęty i rzeczy osobiste utrzymane były w czystości i porządku; kilka krzeseł i niewielki stoliczek były bez wątpienia wysokiej klasy antykami. Najwięcej miejsca w malutkim living roomie zajmowała misternej roboty biblioteczka z drewna klonowego, która tak dalece nie pasowała do tego skromnego, nijakiego otoczenia, że równie dobrze mogłaby stać na Księżycu. Wśród książek ustawionych równiutko na półkach przeważały pozycje o tematyce finansowej, dotyczące takich zagadnień jak międzynarodowa polityka walutowa i kompleksowe teorie inwestowania."

David Baldacci: "Pełna kontrola". Rzeczpospolita S.A. Warszawa 2008, 432 s., tłum. Jacek Manicki


sobota, 10 listopada 2012

Clive Staples Lewis: "Podróż "Wędrowca do Świtu". Opowieści z Narni 3"

Okładka

"Ale w końcu doszła do tych drzwi. Były otwarte. Weszła do dużego pokoju z trzema wielkimi oknami. Na wszystkich ścianach były półki z książkami. Łucja nigdy jeszcze nie widziała tylu książek: cienkich i małych, grubych i pękatych. Były tu również księgi większe od największej z Biblii, jakie się widuje w kościołach. Wszystkie oprawione były w skórę i pachniały starością, uczonością i magią. Łucja pamiętała jednak o instrukcjach Szefa Głosów i wiedziała, że nie musi się zajmować żadną z nich. TA księga bowiem, Księga Czarów, leżała na pulpicie w samym środku pokoju. Łucja zdała sobie sprawę, że będzie ją musiała czytać na stojąco (zresztą w pokoju i tak nie było krzeseł) oraz że będzie przy tym zmuszona stać plecami do drzwi. Dlatego od razu odwróciła się, by zamknąć je za sobą."

Clive Staples Lewis: "Podróż "Wędrowca do Świtu". Cykl: "Opowieści z Narni", tom 3. Media Rodzina, Poznań 2010, tłum. Andrzej Polkowski

"Liebster Blog"


Zasady zabawy: 
,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."


Do zabawy zaprosiła mnie Viv - bardzo Ci dziękuję. :-)



1. Jaka była twoja pierwsza, przeczytana samodzielnie książka?




Niestety, nie pamiętam. Zapewne jakieś wierszyki. Pierwszą, którą pamiętam, była „Tęcza w kropli wody”, zbiorek wierszyków i krótkich opowiadanek.







2. Chuchasz, dmuchasz na książki czy nie przejmujesz się i zaginasz rogi, zakreślasz?

Chucham, dmucham, nie zakreślam ani nie bazgrzę, nie zaginam rogów i nie odkładam grzbietem ku górze. :-) Natomiast bez problemu akceptuję to, że książki się starzeją i zużywają, dlatego stan nawet bardzo widocznego zaczytania mi nie przeszkadza. 


3. Przeczytałaś (łeś) kiedyś szeroko pojętego gniota, który mimo to ci się podobał?

Pewnie, że tak. :-) Nie zmuszam się do przeczytania do końca książki, która mi się nie podoba, ale jeżeli lektura sprawia mi przyjemność, to niezbyt dobra opinia o książce mi tej przyjemności czytania nie zakłóca. :-)


4. Co cię skłoniło do założenia bloga?

Na początku był odruch… potem zrozumiałam, że większą radość sprawi mi „Fotel”, gdy zastąpię nim zeszyt, do którego od lat przepisywałam sobie fragmenty o książkach, biblioteczkach i czytaniu. Zawartość tego zeszytu jest bardzo ciekawa, ale graficznie jest kiepsko, tym bardziej, że bazgrzę jak kura pazurem. :-) A „Fotel” daje mi możliwość zastąpienia bazgrołów wyraźną czcionką i uzupełnienia fragmentu okładką, a czasami dodatkowymi elementami, które mi się kojarzą z jego treścią. 


5. Skąd wzięła się nazwa twojego bloga?

To nazwa mojego czytatnika w BiblioNETce, uzupełniona o „książkę” (w BiblioNETce ta informacja w tytule nie była potrzebna) i „kawę” (najczęściej mam pod ręką w czasie czytania).


6. W jakie miejsce zapragnęłaś (zapragnąłeś) pojechać po tym, jak przeczytałaś (łeś) o nim w książce?

Takich miejsc jest sporo, bo często podczas lektury mam odczucie, że „chciałabym tam być”. To tylko kilka przykładów:

Panistruga

I wiele innych…, ale moim najdawniejszym i wciąż czekającym na realizację marzeniem jest wizyta na Wyspie Księcia Edwarda.

... na Wyspie Księcia Edwarda

7. Jaką książkę szczególnie chciałabyś (chciałbyś) polecić, podsunąć swoim dzieciom?

Okładka
Okładka

Chyba wszystkie książki mojego dzieciństwa, te, w których się zaczytywałam jako mała dziewczynka. Wybrać jedną jest dość trudno, ale myślę, że to byłyby „Dzieci z Bullerbyn”, a spośród nowszych książek dziecięcych cykl „Wrota czasu” Ulyssesa Moore’a.






8. Lubisz się spotykać z ludźmi zafiksowanymi na książkach, czy wolisz samotnie się realizować w tym zakresie?

Trudne pytanie. Lubię spotkania i rozmowy z ludźmi, którzy lubią czytać. :-) To określenie nie obejmuje zafiksowania. W zafiksowaniu zawiera się - w moim odczuciu -  ten rodzaj pasji, który nie toleruje inności. A ja nie lubię, gdy ktoś mnie nakłania do czytania czegoś, na co nie mam ochoty, upiera się, że bezwzględnie muszę…, dziwi się, że nie czytałam…, usilnie przekonuje mnie do swojego ukochanego gatunku lub pisarza, mimo, że wie, że wolę inne książki, a także ocenia ludzi przez pryzmat tego, czy czytają i co. 


9. Chichrałaś (chichrałeś) się kiedyś na głos w środkach transportu publicznego, czytając książkę?

Okładka

Śmiałam się do siebie, czytając wczesne kryminały Chmielewskiej, dlatego raczej omijam tę półkę domowego regału, gdy szukam książki na podróż. Niedawno zdarzyło mi się parsknąć śmiechem na przystanku, gdy czekając na tramwaj, słuchałam „Gwiezdnego pyłu” Gaimana. Książka całkiem bezpieczna, jak sądziłam, a tu nagle ta scena na polanie…, została przez Artura Barcisia tak sugestywnie zinterpretowana, że nie zdołałam się powstrzymać. Gdy potem przeczytałam ją sama, nie zrobiła na mnie aż tak komicznego wrażenia (co to znaczy dobry lektor!).



10. W szkole byłaś (byłeś) outsiderem, siedzącym w kącie z książką, czy duszą towarzystwa, a książki były zarezerwowane na przebywanie w domu? A może w szkole nie czytałaś (łeś)?

Tkwiłam gdzieś pośrodku. :-) Czasami zostawałam w klasie na przerwie lub znikałam na schodach prowadzących do kotłowni, żeby czytać (rzadko sama, najczęściej z przyjaciółką, która też coś czytała), a czasami spędzałam przerwy, rozmawiając i wygłupiając się. Faktem jest, że lepiej mi się czyta w spokojnym otoczeniu, więc czytanie w szkole nie było moim ulubionym zajęciem.


11. Kontynuację jakiej książki chciałabyś (chciałbyś) przeczytać?

Bardzo chciałabym czegoś niemożliwego, niestety, czyli dalszego ciągu „Millennium”, napisanego przez Stiega Larssona.

Niestety, tej kontynuacji nie będzie...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...