czwartek, 26 lipca 2012

Astrid Lindgren: "Dzieci z Bullerbyn"


Okładka

"Pani napisała do Sztokholmu i zamówiła dla nas książki. Pokazała nam kiedyś duży arkusz, na którym było moc prześlicznych obrazków, przedstawiających okładki różnych książek z bajkami. Mogliśmy wybrać sobie książki, które chcielibyśmy kupić. Ja zamówiłam dwie, a Lasse i Bosse też po dwie. Na moich były prześliczne księżniczki i książęta. Właśnie ostatniego dnia przed świętami przysłali pani te książki. Chodziła po klasie i rozdawała je dzieciom. Nie mogłam się wprost doczekać, kiedy dostanę swoje. Lecz mamusia powiedziała, że nie wolno mi ich czytać, aż dopiero w Wigilię. Zanim wyruszyliśmy do domu, odśpiewaliśmy wszystkie świąteczne pieśni, jakie umieliśmy, a pani powiedziała, że ma nadzieję, że wesoło spędzimy święta. Że będą wesołe - tego byłam pewna!
Britta, Anna i ja pobiegłyśmy do sklepikarza i kupiłyśmy czerwonego, zielonego, żółtego i niebieskiego papieru, gdyż chciałyśmy zrobić koszyczki na choinkę.
Potem poszłyśmy do domu. Było tak jasno i ładnie. W pewnej chwili, po drodze, Britta wyjęła swoją książkę z bajkami. Powąchała ją. Potem powąchaliśmy ją wszyscy po kolei. Nowe książki pachną tak ślicznie, że po prostu czuje się po zapachu, jak przyjemnie będzie je czytać. Potem Britta zaczęła czytać swoją książkę. Jej mama też powiedziała, że książki należy schować aż na wieczór wigilijny. Britta tłumaczyła się, że przeczyta tylko mały, malusieńki kawałek. Gdy przeczytała ten kawałek, uważaliśmy wszyscy, że to jest bardzo ciekawe opowiadanie, i poprosiliśmy ją, żeby przeczytała jeszcze kawałeczek. Przeczytała więc jeszcze trochę. Lecz to nic nie pomogło, bo gdy skończyła, byliśmy znów ciekawi dalszego ciągu.
- Muszę się dowiedzieć, czy książę został odczarowany, czy nie - mówił Lasse.
Zmuszona więc była przeczytać jeszcze kawałeczek. Czytaliśmy więc aż do Bullerbyn, a wtedy okazało się, że Britta przeczytała nam całą książeczkę. Powiedziała jednak, że to nic nie szkodzi, bo i tak przeczyta ją jeszcze raz w wieczór wigilijny."

Astrid Lindgren: "Dzieci z Bullerbyn". Nasza Księgarnia, Warszawa 2011, 376 s., tłum. Irena Szuch-Wyszomirska

10 komentarzy:

  1. Jedna moich pierwszych książek w życiu! Muszę ją sobie przypomnieć, bo tego fragmentu w ogóle nie pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest to też książka wyjątkowa, bo pierwsza, którą przeczytałam samodzielnie. Wcześniej wprawiałam się w czytaniu na wierszykach. :-)
      Wierzę, że ta lektura na jeden wieczór przywoła Ci miłe wspomnienia z dzieciństwa. :-)

      Usuń
  2. Jedna z ulubionych książek dzieciństwa. Ostatni raz czytałam ją hoho lat temu, ale pamiętam, że klimat miała bardzo przyjemny :)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja również. Czytałam ją tyle razy, że do dzisiaj potrafię cytować z pamięci całe fragmenty. :-)
      Pozdrawiam. :-)

      Usuń
  3. Eh, powracają wspomnienia... :) Jedna z pierwszych książek przeze mnie przeczytanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moja pierwsza. :-) Przepisując dzisiaj ten fragment uśmiechałam się sama do siebie i do swoich wspomnień. :-)

      Usuń
  4. Nieśmiertelna książka :) Czy jest ktoś, kto jej nie uwielbiał?

    OdpowiedzUsuń
  5. To chyba moja najukochańsza książka z dzieciństwa. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja także. I wiesz, nie mam wątpliwości, co do ukochanej książki z dzieciństwa, ale naprawdę nie potrafię powiedzieć, która z "dorosłych" lektur jest tą jedyną, ulubioną.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...